Porażka Śląska Wrocław w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 16 października 2017

Dychy nie było. Piłkarze Śląska Wrocław w końcu znaleźli pogromcę. Została nim Wisła Kraków, która w sobotnim meczu 12. kolejki LOTTO Ekstraklasy zakończyła serię dziewięciu z rzędu meczów wrocławian bez porażki. Gole dla drużyny Białej Gwiazdy strzelali Jesus Imaz oraz Carlitos. Szczególnie raziła nieskuteczność zawodników WKS-u, którzy stworzyli sobie wystarczająco dużo świetnych okazji, żeby tego meczu przynajmniej nie przegrać.

avatar
Carlitos (po prawej) dał się we znaki obrońcom Śląska

Do sobotniego spotkania z Wisłą Kraków Śląsk podchodził z serią dziewięciu kolejnych ligowych meczów bez porażki. Ostatniej doznał w drugiej kolejce obecnego sezonu, a ostatni raz na swoim stadionie poległ w pierwszym meczu fazy play-off poprzedniego sezonu. Od tamtej pory drużyna trenera Jana Urbana gra widowiskowo i nie ma co się dziwić, że na trybunach zasiada coraz więcej kibiców. – Zawsze jest tak, że jeśli zespół dobrze gra, to trochę szkoda, że przychodzi przerwa na mecze reprezentacji – przyznał trener Urban. – A jak komuś nie idzie, to czeka na tę przerwę. Ale takie sytuacje są i nie zmienimy tego. Dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Był czas na odpoczynek, potem intensywna praca, dobry sparing z GKS-em, podtrzymanie rytmu meczowego, a w tym tygodniu dobre zajęcia, treningi. Nie ma symptomów, by coś w naszej grze się zmieniło. Niestety zmienił się za to styl przeciwnika, który nie oddawał pola Śląskowi, jak czynili to poprzednicy. Wisła miała się wrocławianom dzielnie postawić.

Wisła w skórze Śląska

Już od pierwszego gwizdka było widać, że będzie to inne spotkanie niż te z Legią czy Lechem. Wtedy warszawianie i poznaniacy postawili się Śląskowi jedynie w pierwszych kilku minutach. Później dominowali już wrocławianie, którzy grali agresywnie, doskakiwali do rywali, uniemożliwiali im prawidłowe rozgrywanie piłki. W sobotę w role graczy WKS-u wcielili się właśnie Wiślacy. Śląsk co prawda nie dał się zdominować, ale na pewno nie miał już takiej łatwości gry, jak z wcześniej wymienionymi ligowymi potentatami. W 9. minucie akcji Carlitosa i Brożka nie zdołał wykończyć Imaz. Spóźnił się o ułamek sekundy, żeby z bliska wepchnąć piłkę do siatki zielono-biało-czerwonych. A ci z każdą minutą potwierdzali, że mają duże problemy, żeby z piłką wejść w pole karne przyjezdnych, dlatego próbowali strzałów z dystansu. Indywidualną kontrę przeprowadził Pich, jednak jego strzał zza szesnastki powędrował obok bramki. Trzy gole mogły za to paść w okolicach 20. minuty. Nie padł żaden. Najpierw Carlitos prostym zwodem wywiódł w pole Tarasovsa, a jego strzał obronił Wrąbel, a chwile później Hiszpan główkował minimalnie nad bramką. W odpowiedzi Śląsk przeprowadził jedyną składną akcję w pierwszej części. Robak precyzyjnym podaniem uruchomił Piecha, ale ten zrobił to, do czego przyzwyczaił. Zmarnował okazję, oddając łatwy dla bramkarza strzał. Później gospodarze oddali jeszcze dwa strzały, oba spoza pola karnego. Najpierw daleki wyrzut Pawelca z autu starał się wykończyć Riera. Trafił z woleja nieczysto i obok bramki. A później sfrustrowany złymi decyzjami kolegów Robak spróbował szczęścia w indywidualnej akcji. Udanie interweniował wtedy Buchalik.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 3 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.