Pole dance, czyli taniec na rurze sport, czy. ..

Pierwsze skojarzenie z tańcem na rurze? Większość z nas powiedziałoby striptiz, kluby go go. Nic bardziej mylnego. Mało kto wie, że pole dance nie wywodzi się z lokali ze striptizem, a zawody z palem rozgrywane były już w starożytnych Indiach. Dziś taniec na rurze jest jedną z dyscyplin sportowych i to wymagającą sporej krzepy. W Polsce moda na pole dance pojawiła się niedawno i choć rozwija się w zawrotnym tempie, to wciąż trzeba walczyć z negatywnymi stereotypami.

– Rzadko w którym kraju rura łączona jest ze striptizem, tak jak w Polsce – mówi Justyna Kloczkowska, założycielka jednej z pierwszych w naszym kraju szkół pole dance i prezes stowarzyszenia. – Niech któraś tancerka z klubu go go spróbuje wykonać figury, które my robimy – wtóruje jej Nikola Pawlak, instruktorka i zawodniczka. Rzeczywiście to, co prezentują dziewczyny po 1,5 roku nauki, jest imponujące. Wszystkie są szczupłe, mają idealne ciała i można by się zastanawiać skąd biorą siłę, żeby utrzymać się, wisząc cztery metry nad podłogą głową w dół. O tym jak ciężki to sport przekonała się też Agnieszka Sypień, mistrzyni świata w karate kyokushin. – Jestem silną kobietą, codziennie trenuję, mam zajęcia na siłowni, a po pierwszej lekcji na rurze, na drugi dzień nie mogłam podnieć rąk – opowiada Agnieszka Sypień. W sumie z lekcji w Pole Dance Studio korzysta ponad 80 kursantek. – Przychodzą do nas panie w różnym wieku. Są prawniczki, dentystki, studentki. Najmłodsza dziewczyna ma 15 lat. Na pierwsze zajęcia przyszła z mamą, która chciała sprawdzić, czy córka na pewno dobrze wybrała. Zostały obie – opowiada Justyna Kloczkowska, założycielka pierwszej we Wrocławiu szkoły pole dance i prezes stowarzyszenia.

Najtrudniejszy

pierwszy krok

Początki nigdy nie są łatwe. Wrocławskie Pole Dance Studio powstało ponad 2 lata temu i jak można się domyślać najpierw trzeba było przekonać ludzi, że taniec na rurze to nie jest nic złego i gorszącego. – To był impuls. Nigdy wcześniej nie zajmowałam się sportem. Zobaczyłam filmik na youtubie z jakiś zawodów pole dance i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Postanowiłam, że założę szkołę we Wrocławiu – mówi Justyna. Oprócz walki ze stereotypami problemem była także kadra. Taniec na rurze w tej formie, to nowa dziedzina, tak więc na warsztaty dla instruktorów, czasem łatwej i taniej było i jest wyjechać zagranicę. Wtedy pojawiła się Nikola, instruktorka – samouk, która dziś jest jedną z najlepszych zawodniczek w Polsce. I tak wrocławianki zaczęły przyzwyczajać się do nowego rodzaju fitness. Dziś na zajęciach jest pełna obsada, a szkoły pole dance zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu w całym kraju. Tak więc trzeba było nową dyscyplinę trochę uporządkować. Powstał związek pole dance, a w zeszłym roku, właśnie w stolicy Dolnego Śląska rozegrano pierwsze mistrzostwa Polski. – Wystartowało 18 zawodniczek o bardzo zróżnicowanym poziomie, ale zabawa była świetna. Sprowadziliśmy sędziów z zagranicy, tak więc zawody były naprawdę profesjonalne – mówi właścicielka Pole Dance Studio. Podczas rywalizacji sportowej każda z pań musi wykonać określone figury. Oceniane są umiejętności techniczne, taneczne, połączenia muzyki z poszczególnymi elementami. Obowiązuje strój sportowy, niedozwolone jest odkrywanie części intymnych i występy w butach na obcasie. – W Polsce w zawodach udział biorą głównie panie, ale w Australii, czy USA, tam gdzie pole dance jest bardziej popularny startują także panowie, a nawet pary – tłumaczy Justyna.


Głową w dół

Zanim jednak przyjdzie czas na start w zawodach, trzeba trenować i to ciężko. Na pierwsze zajęcia wystarczy zabrać krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawkiem (gołe ciało mniej ślizga się na rurze i łatwiej się utrzymać) i sporo zapału. Na początku może boleć każdy mięsień, mogą pojawić się też siniaki, czy otarcia, ale coś za coś. – Instruktorki fitness, które do nas czasem przychodzą, mówią, że to naprawdę genialna forma ruchu, która uruchamia wszystkie partie mięśni. Dzięki temu, bardzo szybko widać efekty. Ciało staje się jędrniejsze, bardziej rozciągnięte, a sylwetka wyprostowana. Kobiety szybko stają się bardziej zadowolone z siebie, co też przekłada się na pewność siebie – opowiada właścicielka Pole Dance Studio. Jak mówi Justyna już po 8 godzinach kursantki są w stanie wykonywać dość skomplikowane figury. Jednak zaczynają od zwykłej rozgrzewki, rozciągania. Później przychodzi kolej na pierwsze spotkanie z rurą. Bywa, że sporą trudnością jest wdrapanie się na samą górę. – Zdarzają się dziewczyny z lękiem wysokości, które nie wyobrażają sobie, że można się znaleźć cztery metry nad ziemią, nie mówiąc już o tym, żeby wisieć przy suficie głową w dół. Szybko jednak pokonują swoje lęki i zaczynają wykonywać skomplikowane ewolucje – opowiada. A figur są tysiące i co chwile wymyślane są nowe. – To też sprawia, że pole dance nie jest nudny. Ciągle uczymy się czegoś innego – tłumaczy Nikola Pawlak. Wracając do sprzętu, który potrzebny jest do uprawiania tańca na rurze, to oprócz spodenek i koszulki ważna jest przede wszystkim… rura. W Anglii jest firma, która produkuje rury specjalnie na użytek pole dance. – Taka o długości ok. 4 m to koszt ponad 2 tys. W klubie zamontowane są one na stałe, ale można zamówić także takie rozkręcane, przenośne. Część pań, które chcą trenować w domu, kupuje właśnie takie, które można łatwo rozmontować. Wiadomo, pole dance wciąż niektórym źle się kojarzy, więc lepiej nie denerwować np. babci, cioci czy znajomych – śmieje się Justyna. Co będzie dalej z pole dance w konserwatywnej Polsce? Biorąc pod uwagę to, że powstaje coraz więcej szkół tańca na rurze, organizowane są profesjonalne zawody, przyszłość wydaje się świetlana. Pozostaje tylko jedno, do końca przezwyciężyć stereotyp, a może za jakiś czas pole dance stanie się dyscypliną olimpijską?

ALEKSANDRA SZUMSKA

Wstąp do Drużyny Flagi

Już za niecałe dwa miesiące także Wasza pociecha może znaleźć się w Drużynie Flagi! Nasz tygodnik do rozdania ma osiem wejściówek na mecz grupowy Irlandia – Włochy, który rozegrany zostanie 18.

Bezkrwawa bitwa

Impreza ta cieszy się wielką popularnością w Stanach Zjednoczonych i Holandii. W Polsce czeka na swój debiut.

Miasto odpowiada

Po dwóch tygodniach oczekiwania na stanowisko władz miejskich, w sprawie nie najlepszej sytuacji we Wrocławskim Centrum Sportu Hippiki i Rekreacji, w końcu otrzymaliśmy odpowiedź. Na zadane przez nas pytania odpowiedział Dyrektor Departamentu Spraw Społecznych Urzędu Miasta - Jacek Sutryk.

Zmierzch Partynic?

– Nikt z nas w najczarniejszych snach nie przewidywał, że w ciągu dwóch miesięcy ktoś położy wrocławskie wyścigi – mówią jednym głosem pracownicy stajni i trenerzy na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych – Partynice. Ich rozgoryczenie jest jak najbardziej uzasadnione.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij