Polacy lepsi od Duńczyków

Maciej Piasecki, poniedziałek, 10 października 2016

Hat-trick Roberta Lewandowskiego, bramka samobójcza Kamila Glika, sporo emocji w końcówce i wywalczone w ciężkich bojach, ale zasłużone zwycięstwo – tak można podsumować sobotni występ reprezentacji Polski z Danią w ramach eliminacji do Mundialu 2018. Scenariusz ze spotkania w Kazachstanem, kiedy niemal pewna wygrana wymknęła się z rąk, się nie powtórzył i biało-czerwoni już myślą o jutrzejszym boju z Armenią.

avatar
To był spektakl jednego aktora. Robert Lewandowski strzelił Danii trzy bramki! (fot. K. Ziółkowski)

W deszczową sobotę kibice zadawali sobie jedno pytanie, czy dach na Stadionie Narodowym wreszcie będzie zamknięty. Angielska pogoda przypominała o starciu z… Anglią, które przed czterema laty zostało przełożone o jeden dzień właśnie ze względu na obfite opady i braku decyzji o skorzystaniu z zadaszenia obiektu. Mimo niekorzystnych warunków w dniu meczu kibice w biało-czerwonych barwach opanowali centrum Warszawy, a wieczorem w liczbie ponad 56 tysięcy stawili się na trybunach. 8 października minął dokładnie rok odkąd nasza kadra przegrywała w konfrontacji o punkty i ta statystyka zostanie na razie – i oby jak najdłużej – podtrzymana. Pierwsze trafienie padło po rajdzie i centrze siejącego pozytywny zamęt Kamila Grosickiego do Roberta Lewandowskiego, który zszedł na bliższy słupek i zaskoczył Kaspera Schmeichela. Zawodnik Bayernu, który goni Orłów Górskiego – panów Deynę, Latę i Lubańskiego – pod względem strzelonych bramek w narodowej koszulce, w 20. minucie trafił po raz drugi, tym razem z rzutu karnego (faul na Miliku). Trzecia bramka umknęła tym, którzy w przerwie udali się w katakumby stadionu – 47. minuta i skutecznie wyprowadzona akcja, zakończona golem Lewego pokazała to, z czego – jak powtarzają liczni piłkarscy eksperci w naszym kraju – rodzima piłka słynie, a więc efektywnej gry z kontrataku.

Emocje w tym momencie się… zaczęły. Nim kibice zdołali nacieszyć się trzecim hat-trickiem RL w kadrze, swoje powody do radości miała także nieliczna grupa fanów przyjezdnych. Samobójczy gol Kamila Glika i trafienie Yussufa Poulsena przysporzyły nerwowej końcówki, która należała zdecydowanie do ekipy ze Skandynawii. Być może niektórym przez ułamek sekundy pojawiły się migawki potyczki z Kazachstanem – od 2:0 do 2:2. Defensywa tego dnia nie była najsilniejszym punktem drużyny Adama Nawałki i nie można tego zrzucić jedynie na nieobecność Michała Pazdana. Na swoim poziomie wciąż nie gra Grzegorz Krychowiak, któremu brakuje minut w PSG. Dobrze trzeba ocenić za to Piotra Zielińskiego, któremu wyraźnie się chciało, strzelał, podawał, przypominał siebie z występów w Udinese i Napoli. Mecz miał też swoje ofiary, wydawało się niegroźne starcie bark w bark Arkadiusza Milika z Jannikiem Vestergaardem, zakończyło się urazem Polaka. I to poważnym, uszkodzenie więzadeł przednich w kolanie oznacza kilkumiesięczną przerwę. Milik już opuścił warszawskie zgrupowanie i udał się do klubu. Pozostaje mieć nadzieję, że Kamil Wilczek czy Łukasz Teodorczyk przełożą swoją klubową skuteczność na kadrę i sprawią wiele kłopotów defensywie Ormian. Przekonamy się późnym, wtorkowym wieczorem.

Z Warszawy
ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 6 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.