Podsumowanie sezonu w wykonaniu Śląsk Wrocław

Maciej Piasecki, poniedziałek, 12 czerwca 2017

Od monolitu w obronie, po strzelecką niemoc, bałagan w defensywie i środku pola, aż po szczęśliwy koniec. Śląsk Wrocław zapewnił sobie utrzymanie w Ekstraklasie na kolejkę przed końcem. Z tego wyniku nie można być jednak zadowolonym, gdyż nie takie były oczekiwania przed sezonem. Marzenia o Lidze Europejskiej szybko zniknęły, tak jak z trybun wrocławskiego stadionu znikali kibice. Nie tak miało być.

avatar
Ryota Morioka został sprzedany za 300 tys. euro do belgijskiego Waasland-Beveren. Przed rokiem liczono nawet na 1 mln euro (fot. K. Ziółkowski)

Na uczczenie 70-lecia klubu Liga Europejska. Taka była wizja kibiców Śląska Wrocław przed minioną kampanią. W końcu wiosną przyszedł nowy szkoleniowiec, który poukładał drużynę, wycisnął z każdego zawodnika wszystko, co było możliwe i poniósł tylko jedną porażkę. Niewielu sympatyków wzięło jednak poprawkę na to, że latem Mariusz Rumak dostał zupełnie nowy materiał. Zakontraktowano dwunastu graczy, w tym aż dziewięciu obcokrajowców. Eksperci wróżyli spadek. Kiedy zobaczyli rozkład pierwszych kolejek sądzili, że drużyna już na starcie się posypie. Ale o dziwo, Śląsk grał fenomenalnie. I to z kim? Lech Poznań, Legia Warszawa, Pogoń Szczecin, Lechia Gdańsk. Skracanie pola gry, ostry pressing, szybkie dojście do przeciwnika. To było fenomenalne. I nagle wszystko runęło jak domek z kart. Później już piłkarze zjeżdżali po równi pochyłej. Było coraz gorzej, a nadziei na jakąkolwiek poprawę – żadnej. Pierwsze zwycięstwo u siebie przyszło dopiero w 15. kolejce. W końcu podziękowano Rumakowi i zatrudniono Jana Urbana. Po zimowych roszadach nareszcie można było znów patrzeć na grę wrocławian. Do końca nie obyło się bez turbulencji, ale utrzymanie zostało zapewnione na kolejkę przed finiszem. Nie o to chodziło przed sezonem. Miała być walka o najwyższe cele, tymczasem trzeba było bronić się przed spadkiem. Tytuł „70-lecimy z ligi” był bardzo blisko.

Walec z Bytowa

8. miejsce na półmetku rundy zasadniczej, 11. – na koniec sezonu. Taka lokata nie daje prawa startu w eliminacjach Ligi Europejskiej. Dałoby ją zwycięstwo w Pucharze Polski. To było marzenie Łukasza Madeja, o którym głośno mówił – zagrać na Stadionie Narodowym. Piotr Celeban zapewniał, że to cel ekipy Rumaka, jakby był świadomy, że przez ligę nie da się trafić do Europy. Miał rację, ale ze zwycięstwa w pucharze także wyszły nici. Marzenie Madeja rozjechał walec Bytovii Bytów już w fazie 1/8 tych rozgrywek. Drużyna zagrała fatalnie, a dziennikarze i kibice nie zostawili na niej suchej nitki. Już wtedy było wiadomo, że Śląsk zaprzepaścił szansę na godne uhonorowanie okrągłej rocznicy swojego istnienia. 12 zwycięstw, 10 remisów i 15 porażek w lidze. Bilans bramkowy 49:52. 29 punktów na koncie i 15 oczek straty do Legii. Tak przedstawiają się liczby wrocławian.

Brakowało Wrąbla

Delikatnie mówiąc, to nie był sezon bramkarzy Śląska. Mariusz Rumak oddał na roczne wypożyczenie do Olimpii Grudziądz Jakuba Wrąbla, który miał się tam ogrywać, by pojechać na młodzieżowe Euro. Między słupkami bramki wrocławian mieli stać Mariusz Pawełek lub ściągnięty przed sezonem Lubos Kamenar, i nie dawać młodemu szans na wykazanie się. Słowak, który docelowo powinien być pierwszym wyborem trenera, przegrał rywalizację z Pawełkiem na przedsezonowym zgrupowaniu. Już to nie wróżyło dobrze. W pierwszych czterech meczach jednak Pawełek stawał na wysokości zadania i wprawiał w osłupienie wszystkich, a szczególnie największych hejterów. Wystarczyło jednak poczekać, żeby sam zaczął popełniać błędy. Na początku sezonu obrona robiła wszystko, by na jego bramkę padało jak najmniej strzałów. On miał się tylko wykazać średnio dwa razy na mecz, i robił to. Ale kiedy obrona padła, Pawełek nie pomagał, ale wciągał ekipę jeszcze głębiej pod wodę. W końcu czara goryczy się przelała i szanse dostał Kamenar. I tak samo jak Pawełek – początek był dobry, ale z czasem zaczęły pojawiać się błędy, i to coraz większe. Powrócono do mniejszego zła. Niezłe parady i spektakularne kiksy. Tak było do samego końca. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że najlepszy bramkarz został oddany do innego klubu. Być może, gdyby bronił Wrąbel, Śląsk zagrałby w grupie mistrzowskiej…

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 10 + 7 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment