PKO Ekstraklasa KGHM Zagłębie Lubin minimalnie pokonuje ŁKS

Skromne zwycięstwo KGHM Zagłębia przy skromnym – ale jednak – udziale lubińskiej publiczności. Bramkę Damjana Bohara w meczu z Łódzkim Klubem Sportowym oglądało z trybun niespełna tysiąc osób.

Kibice wrócili na obiekt w Lubinie po 102 dniach nieobecności. Na mecz live czekali długo, ale na komplet „oczek” jeszcze dłużej. Ostatni raz gospodarze odprawili z kwitkiem ekipę przyjezdną 1 marca, a smakiem obszedł się wówczas nie byle kto, bo ich derbowy rywal – Śląsk Wrocław. Potem był podział punktów z Lechią, pandemia i kolejne remisy – z Lechem i Koroną.

Niemasowo

Zgodnie z aktualnymi obostrzeniami, od minionego weekendu piłkarskie stadiony mogą zapełniać się w 25 procentach. Rzecz jasna przy zachowaniu reżimu sanitarnego (płyn dezynfekujący, maseczki, 2 metry odległości, u dziennikarzy także mierzenie temperatury). Wobec powyższego, arena przy ul. Skłodowskiej-Curie może przyjąć każdorazowo nieco ponad 4 tysiące osób, choć – patrząc na poprzednie kolejki, jeszcze sprzed przerwy „pandemicznej” – fani raczej nie będą się o wejściówki zabijać. Według oficjalnych danych, w piątek na pomarańczowych krzesełkach pojawił się niecały tysiąc „tifosich” i w następnych starciach nie należy spodziewać się znacznego wzrostu w tej kwestii. Do końca sezonu ZL rywalizować będzie przecież z mniej atrakcyjnymi drużynami (niestety tendencja „idę na rywala, nie na swój zespół” wciąż się utrzymuje), a dodatkowo odpada też aspekt „emocji”. Miedziowym nie grozi bowiem degradacja, nie muszą za wszelką cenę gryźć trawy.

Jak pokazują dane z 31. serii gier, kibice nie ruszyli tłumnie na trybuny – w czterech z ośmiu konfrontacji liczba fanów nie przekroczyła wspomnianego tysiąca. Inaczej niż na Lubin, należy spojrzeć jednak na frekwencje w Szczecinie, Bełchatowie i Płocku, tam mecze – kolejno – Pogoni, Rakowa i Wisły Płock – nie były imprezami masowymi, przybyła więc maksymalna w tym przypadku liczba 999 osób.

Starzyński ława

Niespodziewanie na ławce rezerwowych usiadł (zdrowy) Filip Starzyński, który – jak po meczu komentował trener Sevela – „miał okazję zobaczyć grę z innej strony”. Playmaker ZL wprawdzie nie notuje swojego najlepszego sezonu w karierze, jego bilans bramek i asyst nie wygląda źle (6+8). Z kim jednak wypróbować inny wariant, jeśli nie z szurającą po dnie (tabeli) Łodzią?

Rywalizacja rozpoczęła się od mocnego uderzenia... gości, którzy już w 6. minucie cieszyli się z bramki. Po obejrzeniu powtórek wideo, arbiter trafienia jednak nie uznał – Jakub Wróbel, walcząc o pozycję, ewidentnie popychał Alana Czerwińskiego. Pomocnik przyjezdnych był nad wyraz aktywny i nadpobudliwy, dzięki czemu Zagłębiu grało się... łatwiej. Konkretnie od 39. minuty, kiedy to z boiska – za drugą żółtą kartkę – wspomniany Wróbel... wyleciał.

Wynik zmienił się tylko raz, w 45. minucie. W całej akcji – obok egzekutora Damjana Bohara – należy wyróżnić Sasę Ziveca, który posłał swojemu krajanowi doskonałą, prostopadłą piłkę. Który to już raz obaj dali dowód wzajemnego zrozumienia, boiskowej chemii. Co będzie, kiedy w przyszłym sezonie zabraknie któregoś (jednego?) z nich?

Solenizant Malarz

Obchodzący tego dnia swoje 40. urodziny Arkadiusz Malarz nie miał w bramkowej sytuacji nic do powiedzenia. Ogólnie bronił dobrze, a raz, w drugiej połowie, bezsprzecznie uchronił swoich kolegów przed wyższą porażką, kiedy fantastycznie wypiąstkował piłkę po uderzeniu Bartosza Kopacza. Gdyby ŁKS miał w swoich szeregach kilku takich piłkarzy, nie tyle doświadczonych, co po prostu z umiejętnościami, jego sytuacja nie byłaby tak beznadziejna. Wydaje się, że właśnie to jest jego główny problem – brak klasowych zawodników. Takowym nie jest już niestety doskonale znany w Lubinie, były defensor Miedziowych Maciej Dąbrowski, który jednak akurat w piątek miał swoje momenty. Wprawdzie z ZL odszedł dobre pół roku temu, to wiedział na kogo trzeba uważać przy stałych fragmentach. Tuż po pół godzinie gry do dośrodkowania spod chorągiewki najwyżej wyskoczył Lubomir Guldan, a zmierzającą do siatki futbolówkę niemalże z linii bramkowej wybił właśnie Dąbrowski.

Mniej więcej od 70. minuty goście przejęli niemalże całkowitą kontrolę nad wydarzeniami. Kilka razy kibice głęboko odetchnęli z ulgą, najgłębiej w 91. minucie po strzale... Dąbrowskiego w poprzeczkę. Finalnie ŁKS był słabszy na każdym polu: w strzałach, strzałach celnych, posiadaniu piłki, podaniach, przebytym dystansie, aczkolwiek w doliczonym czasie gry mógł zremisować.

TRENERSKI DWUGŁOS

Martin Sevela (trener KGHM Zagłębia): – Początek meczu był udany, graliśmy dobrze piłką. Wiedzieliśmy, że spotkanie nie będzie łatwe, przez co przygotowaliśmy się odpowiednio taktycznie. ŁKS to drużyna, która lubi i potrafi grać piłką. Pierwsze minuty drugiej połowy były dobre, ale z czasem stwarzaliśmy coraz mniej sytuacji. W końcówce przeciwnik trafił poprzeczkę i dopisało nam szczęście. Bardzo ważne są trzy punkty. Nie zawsze można strzelić 2-3 gole, więc jestem zadowolony z linii defensywnej. Dobra praca spowodowała, że nie straciliśmy gola.

Wojciech Stawowy (trener ŁKS): – Nie ma co się rozwodzić. Minimalizm i kalkulacja, jakie zaprezentowaliśmy w pierwszej połowie, kosztowa nas utratę gola. Pierwszą cześć gry zdecydowanie przespaliśmy. Po przerwie graliśmy dużo lepiej. Widać, że coś siedzi w głowach zawodników i to im wyraźnie przeszkadza. Minimalizm kosztował nas porażkę. Nie byłem również zadowolony ze współpracy napastników. Kuba miał zupełnie inne zadania do realizowania. Jakub Wróbel to ambitny i waleczny zawodnik. Chciał mocno pomóc drużynie i nie mam do niego pretensji. Drużyna starała się i chciała doprowadzić do remisu, jednak sytuacji nie mieliśmy tyle, by móc myśleć o zdobyciu punktów (za zaglebie.com).

KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN – ŁKS ŁÓDŹ        1:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Bohar (45). Żółte kartki: Balić, Baszkirow, Živec, Guldan oraz Corral, Wróbel, Srnić. Czerwona kartka: Wróbel (39, ŁKS, za drugą żółtą). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 857.

KGHM ZAGŁĘBIE: Hładun – Czerwiński, Kopacz, Guldan, Balić – Živec (77 Starzyński), Poręba (82 Tosik), Baszkirow, Dražić (88 Szysz), Bohar – Białek.

ŁKS: Malarz – Grzesik, Moros Gracia, Dąbrowski, Klimczak – Pirulo (64 Domínguez), Srnić, Sajdak (59 Ratajczyk), Trąbka, Wróbel – Corral.

ARKADIUSZ BARSKI

O czołowych ekipach wrocławskiej okręgówki

To lekko nietypowy „obrazek” z czołówką wrocławskiej okręgówki na pierwszym planie. Niby nic się nie zmieniło – radość z awansów do IV ligi MKP Wołów i Mechanika Brzezina przeplata się z niedosytem, bo WKS Wierzbice plany o grze w IV lidze będzie musiał przełożyć.

W odmiennych nastrojach

Od lat mecze ostatniej kolejki piłkarskiej ekstraklasy rozpoczynają się o tej samej godzinie. W tym sezonie piłkarze dobiegli do mety sezonu zasadniczego wyjątkowo późno, bo w niedzielę, kilka minut po godzinie 20.

W Szczawnie stawiają na e-sport

A-klasowy MKS Szczawno-Zdrój, który z powodu „przestoju” związanego z pandemią koronawirusa szukało nowych rozwiązań znalazło je właśnie w e-sporcie. Klub z Uzdrowiska wziął udział w turnieju #eBekstraklasA, którego organizatorem był klub piłkarski z Warszawy PKS Radość, a partnerem znana w całej Polsce firma bukmacherska forBet.

O co powalczy Djurdjević?

W Głogowie po pandemii koronawirusa nie widać różnicy. Zawodnicy Chrobrego tak jak byli niepokonani na wiosnę, tak nadal są.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij