Piotr Małachowski – wicemistrz świata w dysku

Andrzej Czech, poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Piotr Małachowski to postać wyjątkowa w polskiej lekkoatletyce. Utalentowany, niezmordowany w treningach i wiecznie niezadowolony. Dlaczego? Bo nie znosi – bez względu na okoliczności – przegrywać. Dlatego tak źle przeżył porażkę z Niemcem Robertem Hartingiem w finale konkursu rzutu dyskiem podczas mistrzostw globu w Moskwie. Ale srebro to przedmiot marzeń wielu jego rywali.

avatar
Piotr Małachowski w rywalizacji o mistrzostwo świata wspierał kulomiot Tomasz Majewski

Wicemistrzostwo świata to wielki sukces, a Piotr Małachowski na podium wyglądał jak największy przegrany.
PIOTR MAŁACHOWSKI: – Bo drugi to zawsze pierwszy z przegranych. Było, minęło, ale jakaś zadra zawsze została. Chciałem wygrać, byłem na to przygotowany. Ale, żeby nie pozostać w tak minorowym nastroju – humor wrócił, kiedy sobie uświadomiłem, że zdobyć srebrny medal w mistrzostwach świata to też nie bułka z masłem. Pomyślałem, ochłonąłem i teraz się cieszę. Dałem – to brzmi jak truizm – z siebie wszystko, więcej się nie dało.
Robert Harting po eliminacjach powiedział, że do złota wystarczy 68,5 metra. Wystarczyło. Skąd o tym wiedział?
– Robert wie, że w tak ważnej imprezie psychika decyduje. Trudno o rekord w walce, gdzie decydują inne, niż tylko forma elementy. Wiedział, trafił, czapka z głów przed Niemcem.
Srebrny medal to powód do dumy, czy jednak lekkie rozczarowanie?
– No dobra, obciachu nie było. Ale byłem świetnie przygotowany fizycznie, psychicznie, mentalnie, więc stąd lekkie rzeczywiście rozczarowanie. Stać mnie było na dorzucenie tych ponad osiemdziesięciu centymetrów i wygranie moskiewskiego czempionatu.
Harting to naprawdę jedyny rywal Piotra Małachowskiego od kilku lat. Jakie są wasze w związku z tym relacje?
– Na mistrzostwach kontynentu w Barcelonie Robert „zapomniał” pogratulować mi zwycięstwa. I to jedyny zgrzyt w naszej rywalizacji. Między nami jest co najmniej poprawnie, chociaż – żeby nie było wątpliwości – ani do siebie nie dzwonimy, ani nie esemesujemy, ani nie mailujemy. Harting jest normalnym facetem, ani lepszym, ani gorszym od innych, może tylko trochę gorzej znosi porażki.
W tym sezonie to już koniec prawdziwej rywalizacji?
– Nigdy w życiu. Jestem spragniony wygranych, może i rekordów. Jest „Diamentowa Liga” i jeszcze kilka prestiżowych startów. Oby zwycięskich.
Jest już jeden żelazny kandydat do zwycięstwa w plebiscycie na „Najlepszego sportowca Dolnego Śląska” roku 2013. Czy dla Piotra Małachowskiego to powód do satysfakcji?
– Naturalnie. Kocham Wrocław, jestem z tym miastem i regionem mocno związany. Czuję się w stolicy Dolnego Śląska świetnie, ale życie często rządzi się swoimi prawami. Powiem panu w zaufaniu, że rozważam różne scenariusze moich dalszych nie tylko sportowych losów (poznałem je, ale słowo jest słowem – przyp. W.N.), jednak z oficjalnym stanowiskiem zaznajomię opinię publiczną po rozmowach – przede wszystkim – z prezydentem Wrocławia, w mniejszym stopniu z marszałkiem województwa. Ale raz jeszcze zapewniam: chciałbym zostać wrocławianinem i zawodnikiem Śląska.
Starszy kapral Małachowski ma piękną narzeczoną, i godnie wygląda w wojskowym mundurze (sam widziałem w TV – przyp. W.N.).
– Dziękuję, sam sobie wybrałem taką dziewczynę (choć miała w tym także swój udział). A co do święta 15 sierpnia i mojego munduru to cieszę się, że jakoś wyglądałem, choć dla mnie ten dzień był katorgą. Niemal natychmiast po powrocie z Moskwy wszamałem coś, co mi zaszkodziło i stojąc obok ministra obrony narodowej myślałem, że zejdę. Było, minęło a teraz czas wracać do wielkiego rzucania. Jestem na to przygotowany.

Rozmawiał
Waldemar Niedźwiecki


źródło: brak danych


Proste pytanie: 6 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.