Pierwsza porażka Śląska we Wrocławiu

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 9 grudnia 2019

Po dziewiątym meczu na własnym stadionie w trwających rozgrywkach piłkarze i kibice Śląska Wrocław musieli przełknąć gorycz porażki. WKS nie zdołał postawić się warszawskiej Legii i został przez nią bezlitośnie wypunktowany. A tak niewiele brakowało, by niedzielny mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej...

avatar
Robert Pich bezbłędnie wykonywał rzuty karne w meczach z Piastem i Lechem. Z Legią nie zdołał tego powtórzyć (fot. K. Pączkowska/archiwum)

„Twierdzaaa Wrocłaaaw” – przy takich okrzykach ponad 30-tysięcznej publiczności (najwyższa frekwencja na Dolnym Śląsku w tym sezonie!) zespół gospodarzy rozpoczął konfrontację z ekipą ze stolicy. Cały piłkarski Wrocław liczył na podtrzymanie dobrej passy na własnej ziemi, która od lipca była dla oponentów nie do zdobycia.
Rozpoczęło się bardzo optymistycznie, bo od faulu Igora Lewczuka na Damianie Gąsce w „szesnastce”. Rzut karny to element opanowany przez graczy WKS niemalże do perfekcji, Trójkolorowi mogli bowiem pochwalić się najdłuższą serią wykorzystanych karnych spośród drużyn ekstraklasy – dokładnie trzynastu (ostatni niestrzelony: 1 grudnia 2017 w Gdańsku przez Marcina Robaka). W 8. minucie do stojącej futbolówki podszedł Robert Pich, który podobne sytuacje wykorzystywał w potyczkach z Lechem i Piastem. Tym razem Czech uderzył jednak źle, zbyt słabo i czytelnie, by pokonać Radosława Majeckiego. Młody bramkarz rzucił się w lewą stronę i z palcem w uchu zatrzymał próbę Picha.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 10 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
3 zł netto
(3,69 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.