PGE Turów wygrał z Treflem 77:75

Maciej Szumski, poniedziałek, 21 stycznia 2013

PGE Turów Zgorzelec w dramatycznych okolicznościach wygrał z Treflem Sopot 77:75. Kluczowe punkty dla czarno-zielonych zdobył Piotr Stelmach, który trafił z dystansu niemal równo z syreną kończącą mecz.

avatar

Stawką meczu był dla gospodarzy nie tylko rewanż za ostatnie niepowodzenia w rywalizacji z Treflem (m.in. przegrane półfinały play-off), ale także szansa na umocnienie się na pozycji lidera tabeli Tauron Basket Ligi. – Mamy małe rachunki do wyrównania. Spodziewamy się twardej walki – przewidywał przed meczem kapitan PGE Turowa Michał Chyliński. Nie pomylił się. Zgorzelczanie kolejny raz musieli radzić sobie bez Vukasina Aleksicia, który boryka się z poważną kontuzją pleców. Serb przeszedł już operację i na parkiet wróci najwcześniej za półtora miesiąca. Odnośnie samego meczu, miał on bardzo dramatyczny przebieg. Kiedy w 6 minucie po punktach Adama Waczyńskiego goście wygrywali 19:4 wydawało się, że Turowowi wrócić do gry będzie bardzo ciężko. Tym bardziej, że na swoim poziomie w tym czasie grał lider sopocian Filip Dylewicz. Czarno-zieloni bardzo cierpieli kiedy na początku meczu popularny wśród przyjaciół Dylu trafiał do kosza ze stuprocentową skutecznością. Strata kilkunastu oczek do ekipy z Trójmiasta jednak nie załamała ekipy trenera Miodraga Rajkovicia. Gospodarze starali się wrócić do gry, mozolnie niwelując straty. Bardzo dobrze w obronie radził sobie Damian Kulig, w ofensywie punktowali z kolei Aaron Cel i Michał Chyliński. Do przerwy koszykarze znanego z pracy w Zgorzelcu trenera Mariusza Niedbalskiego ani na chwilę nie oddali jednak prowadzenia i na półmetku spotkania wygrywali 48:40. Duża w tym zasługa skuteczności graczy Trefla w rzutach z dystansu. Wicemistrzowie kraju trafili 8 na 13 prób. Sam Sime Spralija zza linii 675 cm trafił trzykrotnie. Jedno trafienie mniej z tej pozycji zaliczył Filip Dylewicz, który do przerwy zdobył 10 oczek. Na drugą połowę zgorzelczanie wyszli z wiarą w końcowy sukces. Gracze trenera Miodraga Rajkovicia pokazali ogromny charakter, powstrzymując m.in. Filipa Dylewicza. Przez 35 minut koszykarze z nadgranicznego miasta uparcie gonili rywala i w końcu dopięli swego. 5 minut przed końcem po akcji Djordje Micicia Turów pierwszy raz w meczu wyszedł na prowadzenie 68:67. Później z dystansu poprawił Michał Chyliński. Kapitanowi PGE Turowa w tej akcji asystował Piotr Stelmach, który niemal cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. Gdy się jednak pojawił na placu gry, błyszczał. Dwukrotnie trafił z dystansu, w tym raz niemal równo z syreną. Dzięki temu PGE Turów ostatecznie zwyciężył 77:75, odnosząc 13. wygraną w sezonie. Tymczasem już w poniedziałek koszykarze trenera Miodraga Rajkovicia rozegrają kolejny mecz w Zjednoczonej Lidze VTB. Rywalem zgorzelczan będzie ukraiński Azowmasz Mariupol. – Będzie to dla nas ostatnie spotkanie w swojej hali. Dlatego będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Będziemy chcieli poprawić swoją sytuację w tabeli i tym samym wziąć rewanż za porażkę doznaną w hali rywala – powiedział kapitan czarno-zielonych Michał Chyliński. Początek meczu o godz. 17.45. Transmisja w TVP Wrocław i na stronie internetowej rozgrywek. Najbliższy mecz ligowy Turów rozegra 27 stycznia w Gdyni ze Startem. Wcześniej, bo w najbliższy czwartek rozegra mecz Pucharu Polski w Kutnie z tamtejszym AZS.
PGE TURÓW ZGORZELEC –
TREFL SOPOT 77:75
(16:20, 24:28, 19:17, 18:10)
PGE TURÓW: Cel 21 (3), Chyliński 16 (2), Micić 12 (2), Opacak 9 (1), Stelmach 6 (2), Jackson 6, Kulig 5, Zigeranović 2, Wichniarz 0, Leszczyński 0.
TREFL: Spralija 20 (6), Dylewicz 15 (3), Turner 13, Harrington 10 (2), Waczyński 8 (1), Looby 6, Stefański 2, Michalak 1, Dąbrowski 0.
GRZEGORZ BEREZIUK


źródło: brak danych


Proste pytanie: 2 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.