Panthers lepsi od Falcons

Maciej Piasecki, poniedziałek, 8 maja 2017

Druga konfrontacja na Stadionie Olimpijskim przyniosła Panterom pierwsze zwycięstwo. Po porażce ze Swarco Raiders w Pucharze Europy, wrocławianie unieszkodliwili beniaminka Topligi Tychy Falcons i zapewnili sobie pierwszą lokatę po fazie zasadniczej. Interesujący był zwłaszcza początek spotkania, bo to goście nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie.

avatar
Pantery pokonały Falcons Tychy 42:7 (fot. K. Ziółkowski)

To, że zwycięzcy PLFA I 2016 nie są chłopcami do bicia, udowodnili we wcześniejszych spotkaniach. Nieudaną zaliczyli jedynie inaugurację (porażka z Eagles), ale trzy kolejne meczowe weekendy kończyli już w radosnych nastrojach (wiktorie z Husarią, Lowlanders i Outlaws).

Bura w przerwie

Nietypowo, bo nie w weekend, ale w weekendu początek (piątek), postawić zamierzali się także mistrzom Polski i – trzeba przyznać – zaczęli z wysokiego C. Mimo iż mieli za sobą niekrótką podróż, w nogach powera im nie zabrakło. Udowodniły to chociażby ponad 85-jardowa akcja powrotna w wykonaniu Grzegorza Dominika, którego po heroicznym pościgu i jakieś 2 jardy przed polem punktowym, zatrzymał dopiero szybki Adam Nelip. To jednak tylko przełożyło w czasie pierwsze przyłożenie dla Falcons – zanim upłynęły trzy minuty meczu w end-zone Panter wbiegł Jacek Wróblewski i przyjezdni sensacyjnie objęli prowadzenie (podwyższenie Krzysztofa Richtera). To była nowa sytuacja dla podopiecznych trenera Nicka Johansena, którzy w trwającej, ligowej kampanii jeszcze nie przegrywali. Dzięki temu walka nabrała trochę rumieńców, bo ile razy można wygrywać od początku do końca… Niebawem wszystko wróciło jednak do normy, przyłożenia Rickey’ego Stevensa w pierwszej i drugiej kwarcie uspokoiły nieco kibiców, a słabsza, pierwsza połowa może wyjść na zdrowie faworytom, uświadomić, że nie ma drużyny, która nie marzyłaby o pobiciu mistrza, nawet jeśli prezentuje znacznie niższy stopień futbolowego wtajemniczenia. Tym bardziej że do starcia z tą konkretną ekipą dochodzi po raz pierwszy w historii. – Zaczęliśmy ospale, Falcons weszli odważnie w mecz, a my ich trochę zlekceważyliśmy. Pierwsza połowa w ich wykonaniu była naprawdę świetna, w naszym trochę poniżej oczekiwań. Dostaliśmy „burę” w szatni od trenera i wyszliśmy bardziej zmobilizowani na drugą część – mówił kapitan PW, Kamil Ruta.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowa Sportowego". 


źródło: własne


Proste pytanie: 6 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment