Olimpijczycy na medal

Emilian Siemsia, środa, 29 czerwca 2011

Organizowany po raz pierwszy Piknik Olimpijski był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. To zasługa wszystkich uczestniczących w przedsięwzięciu podmiotów: Regionalnej Rady Olimpijskiej, Młodzieżowego Centrum Sportu i gospodarzy pięknego, zadbanego, unikalnego w skali kraju, a myślę, że nie tylko, obiektu – WTWK Partynice.

O przebiegu gonitw, bo był to zarazem jeden z najważniejszych wyścigowych w roku dni – w tym o nagrodę naszej redakcji oraz prezydenta Wrocławia – pisze red. Ola Szumska. Mnie pozostało kilka zdań refleksji na temat samego premierowego wydarzenia. Dopisała pogoda, a i frekwencji organizatorom można było pozazdrościć. Goście Partynic mogli podziwiać zarówno podczas licznych konkursów, jak i w relacjach osobistych, ponad 40-tu polskich olimpijczyków, z medalistami (w tym złotymi) igrzysk włącznie. Licznie reprezentowani byli bokserzy, koszykarze, lekkoatleci, zapaśnicy i szermierze. Nazwiska Renaty Mauer-Różańskiej, Tomasza Motyki, Wojciecha Bartnika, Maćka Zegana, Józefa Grzesiaka, Ryszarda Tomczyka, Janusza Zarenkiewicza, Mieczysława Łopatki, Dariusza Zeliga, Jerzego Binkowskiego, Ryszarda Prostaka, Haliny Aszkiełowicz-Wojno, Leszka Swornowskiego, braci Józefa i Mieczysława Traczów, Jacka Jaracza – że wymienię tylko niektóre z niedawnych sław sportowych aren – to wystarczająca rekomendacja dla tej fantastycznej inicjatywy. Mistrzowie byli oblegani – rozdali setki autografów, pozowali do dziesiątek zdjęć. Dzięki temu idea olimpijska, niezaprzeczalne wartości, jakie niesie z sobą sport, po raz kolejny zostały przez prężną grupę (chwała szefom RRO!) naszych olimpijczyków fantastycznie „sprzedane”, rozpropagowane. A wszystko w atmosferze – wszak nazwa przedsięwzięcia do tego obligowała – pikniku.

Kto twierdzi, że na Partynicach potrzeba reorganizacji (w stylu kawału o worku ze szczurami), bo gospodarzom obiektu brak pomysłowości na jego „pozakońskie” funkcjonowanie, niech wsadzi głowę pod zimny prysznic. Oczywiście, szefowie MCS mieli w tym nader udanym pikniku swój niezaprzeczalny udział, ale to Monika Słowik i jej „kamanda” są na Partynicach najlepszymi dyrygentami. I orkiestra nie fałszuje. Na koniec, co stało się już stałym elementem gry, o kolejnym przejawie ignorancji ze strony włodarzy Wrocławia.

Prezydent Rafał Dutkiewicz miał dekorować zwycięzców w gonitwie o jego nagrodę, miał wystartować i wręczyć nagrody najlepszym w „Biegu Konia” (na dystansie 2400 metrów rywalizowało ponad 160 biegaczy). Ale zrobił wszystkich właśnie w konia. Sam na pikniku i jednym z najważniejszych dni wyścigowych nie stawił się, ba, nie przysłał nawet zastępców, czy choćby dyr. Michała Janickiego, któremu w urzędzie miasta podlega sport. Oddelegował do ciężkiej pracy sympatycznego, skądinąd, przewodniczącego swojego klubu radnych Jarosława Krauzego oraz doradcę Zbigniewa Korzeniowskiego. Sport to także fair play. A tego rodzaju zagrywki – nagminne w wykonaniu włodarza Wrocławia – z pewnością do takich zaliczyć trudno.

 

WALDEMAR NIEDŹWIECKI


źródło: Słowo Sportowe


Proste pytanie: 8 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment