Nowe twarze w Devils Wrocław

Łukasz Haraźny, poniedziałek, 5 grudnia 2011

Karol Pełechaty i Aleksander Kargonović przez ostatnie dwa lata dojeżdżali do Wrocławia z Zielonej Góry, by jako kibice ściskać kciuki za ekipę Devils. Nowy sezon rozpoczną już jako pełnoprawni członkowie pierwszego zespołu. – Realizujemy swoje sportowe marzenia – cieszą się zawodnicy.

avatar

Ich doświadczenia z futbolem trwają niespełna trzy lata. – Wszystko zaczęło się trochę przypadkowo. Któregoś razu oglądaliśmy wspólnie telewizję i przypadkiem trafiliśmy na kanał transmitujący mecz NFL. Od tamtego czasu futbol amerykański zawładnął naszymi sercami i szukaliśmy wszelkich informacji na jego temat – opowiada Aleksander Kargonović, który wspólnie ze swoim przyjacielem Karolem Pełechatym rozpoczynał swoją przygodę ze sportem od koszykówki. – Pierwsze kroki na parkiecie stawialiśmy w naszej rodzinnej miejscowości Szprotawie, gdzie prężnie działa koszykarski UKS. A po przenosinach do Zielonej Góry i rozpoczęciu nauki w liceum, trenowaliśmy w miejscowym Zastalu. Kiedy jednak odkryliśmy futbol amerykański, szybko zmieniliśmy swojej zainteresowania – przekonuje Pełechaty.
Super Bowl na wagarach
Postanowili znaleźć zatem klub. Zaczęli od Internetu. Kiedy wpisali w google hasło „futbol amerykański Zielona Góra” okazało się, że nie byli odosobnieni w swoich poszukiwaniach, a w ich rodzimym mieście więcej osób szuka tego typu rozrywki. Niedługo potem na internetowym forum porozumieli się z innymi pasjonatami tej dyscypliny i wstąpili do powstającego właśnie klubu Dragons. Cieżko trenowali, co ciekawe bez trenera, więc ich źródłem wiedzy był Internet i telewizja. By obejrzeć swój pierwszy w życiu finał Super Bowl, bohaterowie tego tekstu uciekli nawet z lekcji, w końcu świeżo upieczonym futbolistom nie wypadało opuścić futbolowego święta. Potem godzinami naśladowali telewizyjnych idoli, ale wszystko robili we własnym zakresie. Ich początki nie były zatem łatwe. – Po kilku tygodniach spędzonych w Devils widzimy, że w Zielonej Górze od profesjonalizmu dzieliła nas przepaść. W Dragons praktycznie wszystko musieliśmy finansować sami, włącznie z paliwem na wyjazdy po całej Polsce. A przed meczami na własnym terenie nie raz i nie dwa trzeba było chwycić za kosiarkę i własnoręcznie skosić trawę na boisku – opowiada o stronie organizacyjnej swojego poprzedniego klubu Pełechaty.
Futbolowe samouki
– W związku z tym, że byliśmy w zespole najstarsi stażem, musieliśmy pełnić podwójną rolę trenerów i zawodników. Skąd czerpaliśmy o tym wszystkim wiedzę? Byliśmy samoukami. Czytaliśmy fachową literaturę, sportowe czasopisma, oglądaliśmy mecze w telewizji, a w You Tube znaleźliśmy półamatorskie filmiki szkoleniowe. Połączenie tego wszystkiego pozwoliło nam zdobyć podstawową wiedzę o całej dyscyplinie. Oczywiście dziś, kiedy we Wrocławiu mamy do czynienia z fachowcami najwyższej próby, okazuje się, że połowę rzeczy do tej pory robiliśmy źle, a o całej reszcie też nie mieliśmy większego pojęcia. Od czegoś trzeba było jednak zacząć – uśmiecha się Kargonović. Prekursorzy futbolu amerykańskiego w województwie lubuskim nie mieli jednak od kogo się uczyć. – Nasz klub był pierwszym w całej okolicy, dlatego w miarę możliwości jeździliśmy do Wrocławia, by podpatrywać najlepsze zespoły w Polsce. Z czasem zapragnęliśmy trafić do jednej z takich ekip. To było nasze sportowe marzenie – tłumaczy Karol Pełechaty.
Sport pomaga w nauce
W tej sytuacji, po zakończeniu szkoły średniej, wybór miejsca studiów mógł być tylko jeden. Karol trafił na Uniwersytet Wrocławski, wybrał bowiem studia o specjalizacji stosunków międzynarodowych, a Aleksander do Wyższej Szkoły Bankowej, by kształcić się z zakresu finansów i rachunkowości. – Oba te kierunki nie mają może zbyt wiele wspólnego ze sportem, ale jesteśmy zgodni co do faktu, że studia w ogóle sprzyjają uprawianiu sportu. Nie można się przecież cały czas uczyć. A kiedy uprawia się jakąś dyscyplinę, to łatwiej przychodzi zagospodarowanie czasu na naukę. Jedno służy drugiemu – uważa Pełechaty. – Same uczelnie też przychylniej patrzą na studentów – sportowców. Po pierwszym roku nauki, jako zawodnik klubu reprezentującego najwyższy poziom w kraju, będę mógł starać się o stypendium sportowe – dodaje Kargonović.
Pełny profesjonalizm
Znalezienie wymarzonego klubu we Wrocławiu nie było większym problemem. Po przyjeździe do stolicy Dolnego Śląska wysłali aplikacje do obu tutejszych ekip. – Jednak odezwali się do nas tylko przedstawiciele Devils. Od początku zostaliśmy potraktowani bardzo profesjonalnie. Kilka dni po wysłaniu zgłoszenia dostałem telefon i zaproszono mnie na spotkanie. Przedstawiciel klubu wyjaśnił mi, że od razu mamy szanse starać się o angaż w pierwszym zespole, ponieważ mamy już doświadczenie. Przeszło mi przez myśl, że może ktoś pamiętał mój występ przeciwko drużynie B, z którą Dragons Zielona Góra rywalizowali kilkakrotnie na ogólnopolskich turniejach – wspomina 19-letni Kargonović.
To nie koniec
Po wstępnych rozmowach obaj zawodnicy zostali zaproszeni na trening, po którym zadecydowali o swoim pozostaniu w zespole aktualnych wicemistrzów Polski. – Spodobał nam się profesjonalizm, z którym się tu zetknęliśmy. Klub pomógł nam znaleźć mieszkanie we Wrocławiu, jesteśmy dowożeni na treningi. Mamy zapewnione najpilniejsze potrzeby, włącznie z bezpłatnymi odżywkami – mówią zgodnie z uśmiechem nowi futboliści Devils. Z tego transferu zadowolenia nie kryją także w samym klubie. – Pozyskaliśmy dwóch bardzo utalentowanych, perspektywicznych zawodników, którzy będą wzmocnieniem dla naszego pierwszego składu w nowym sezonie – przekonuje wiceprezes wrocławskich Diabłów Dawid Tarczyński, który ma nadzieje, że nie będą to ostatnie posunięcia kadrowe tej zimy w jego klubie. – Pracujemy nad kolejnymi transferami. Wszystko rozstrzygnie się jeszcze w tym miesiącu – dodaje tajemniczo Tarczyński.

ŁUKASZ HARAŹNY


źródło: you tube


Proste pytanie: 10 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.