Nowe porządki dyrektora Pękalskiego

– Nikt z nas w najczarniejszych snach nie przewidywał, że w ciągu dwóch miesięcy ktoś położy wrocławskie wyścigi – mówią jednym głosem pracownicy stajni i trenerzy na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych – Partynice. Ich rozgoryczenie jest jak najbardziej uzasadnione. Pod koniec stycznia nowy dyrektor – Jerzy Pękalski, zmniejszył im wynagrodzenie i być może skróci sezon wyścigowy.

Brak zrozumienia środowiska, ignorancja i niechęć – to tylko niektóre zarzuty, jakie kierują pracownicy partynickich stajni pod adresem dyrektora Wrocławskiego Centrum Sportu Hippiki i Rekreacji. Sytuacja zabrnęła tak daleko, że niektórzy postanowili zrezygnować z pracy, a inni poważnie rozważają taką możliwość.

Odchodzą z Partynic

Pod koniec stycznia dyrektor Pękalski zwołał spotkanie z pracownikami stajni i wręczył im porozumienia, na mocy których ich wynagrodzenia znacznie się zmniejszyły. Spotkanie odbyło się na dzień przed wypłatą…– Otrzymywałam wynagrodzenie w wysokości ok. 2 tys. zł, łącznie z nadgodzinami i premią (tytuł dżokeja mają na Partynicach tylko 3 osoby) teraz dostaję 1100 zł – żali się Joanna Fornal-Laskosz, dżokejka związana z Partynicami od 20 lat. – Gdyby nie moi rodzice nie dałabym sobie rady – opowiada Natalia Hendzel, jedna z najlepiej zapowiadających się w kraju amazonek. – Postanowiłam odejść z Partynic – tłumaczy Natalia. Warto dodać, że Hendzel to zeszłoroczna triumfatorka wrocławskich Derby, czyli najważniejszej gonitwy w sezonie. W poprzednich latach dwa razy triumfowała w gonitwie o Nagrodę Prezydenta Wrocławia (o ironio). Dwa poprzednie sezony kończyła na pierwszym miejscu w klasyfikacji jeźdźców pod względem liczby wygranych gonitw i dwukrotnie była nominowana do tytułu najlepszej amazonki w Polsce. W nowym sezonie na wrocławskim torze niestety już jej nie zobaczymy. Dostała propozycję pracy na nieporównywalnie lepszych warunkach. W ślady Natalki poszły jeszcze dwie inne osoby, a kolejne poważnie rozważają taką możliwość. – Kto przeżyje i utrzyma rodzinę za 1100 zł? – pytają. Mało tego, że trzeba płacić rachunki, spłacać kredyty, czy cokolwiek wrzucić do garnka, wrocławscy jeźdźcy muszą jeszcze sami kupić sobie sprzęt, odpowiednią odzież, a to wszystko niestety nie jest tanie. Koszt sprzętu jeździeckiego to wydatek rzędu 3 tysięcy zł. – Pomimo naszego sentymentu do tego miejsca, dłużej tak nie damy rady. Nie dość, że codziennie jeździmy na ok. 6-7 koniach (norma europejska to 3 do 4 dosiadów), to jeszcze musimy je nakarmić, wyczyścić, zadbać o porządek w boksie, stajniach i terenie dookoła budynków stajennych. To są żywe istoty i nie można ich zostawić samym sobie. Nie wspomnę już o ryzyku zawodowym i o tym, że musimy trzymać bardzo niską wagę, co wiąże się z regularnymi wizytami w saunie, na basenie i siłowni, za które sami musimy zapłacić – tłumaczy Fornal-Laskosz. W innych ośrodkach nie zdarza się, żeby dżokej jednocześnie był stajennym, sprzątaczką i to za głodową stawkę. – Do niedawna sytuacja wyglądała inaczej, też brakowało nam pieniędzy, ale czuliśmy się dowartościowani. Wiedzieliśmy, po co wykonujemy swoją pracę, cieszyła nas rosnąca liczba publiczności, a teraz traktuje się nas jak zło konieczne – mówi Hendzel. – Jak możemy wymagać od jeźdźców, żeby pracowali tak ciężko, za takie stawki? – pytają trenerzy. Mało kto zdaje sobie sprawę z wymagań, jakie stawia się jeźdźcom zawodowym i jakie niebezpieczeństwo wiąże się z wykonywaniem tej pracy. Każdy taki pracownik jest na wagę złota, zwłaszcza, że jego szkolenie trwa latami, a dodatkowo musi spełniać rygorystyczne warunki wagowe (w gonitwach płaskich jeździec wraz ze sprzętem waży do 59 kilogramów). Jeżeli odejdą z Partynic, bardzo trudno będzie ich zastąpić. Klasę i umiejętności polskich jeźdźców od dawna doceniają już europejskie ośrodki i bardzo chętnie zatrudnią ich w swoich stajniach. W związku z coraz trudniejszą sytuacją pracownicy postanowili zgłosić sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy. Pierwsza wiadomość, jaką otrzymali od nowego dyrektora, informowała, że do 31 marca, czyli momentu wprowadzenia nowego regulaminu, obowiązują stare zasady. Szybko jednak Pękalski zmienił zdanie. Ile może go to kosztować? Wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy poznamy już w tym tygodniu.

Kto jeszcze?

Pensje i być może skrócony sezon to jednak nie wszystko. Na poczynaniach dyrektora mogą ucierpieć też konie. Nie zamówił on jeszcze leków potrzebnych do odrobaczenia zwierząt. Nie chce zezwolić też na kucie koni co miesiąc, czy 5 tygodni, tak jak powinno się to odbywać w stajniach wyścigowych. – Ten człowiek nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób może wyrządzić zwierzętom krzywdę – mówią ludzie, którzy na co dzień pracują z końmi. – Dyrektor zabrania nam nawet zamówić jodynę. A przecież w naszej pracy w każdej chwili może wydarzyć się wypadek – mówi Hendzel. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że budżet Partynic na rok 2012 jest niemal taki sam, jak ten sprzed roku. Jaki więc sens mają te decyzje? Co się stanie z zaoszczędzonymi pieniędzmi?

To jednak nie koniec zmian. Nie wiemy jeszcze, jak potoczą się losy ośrodka hipoterapii. Ponoć ma zostać ogłoszony przetarg. Warto dodać, że obecnie zajęcia prowadzą wykwalifikowani pracownicy Otto – Prodent. Ośrodek ten w 2002 roku został wybrany najlepszym w Polsce i od tego czasu utrzymuje się w krajowej czołówce. Posiada także certyfikat Polskiego Towarzystwa Hipoterapii. Pod swoją opieką ma około 150 pacjentów. Jaka będzie jego przyszłość i przyszłość Partynic? Miejmy nadzieję, że najbliższe tygodnie pozwolą nam odpowiedzieć na te pytania, a już w kwietniu rozpocznie się sezon wyścigowy, trwający… nie 8, a 15 dni.

ALEKSANDRA SZUMSKA

Polska druga w kendo

Męska oraz żeńska reprezentacja Polski w kendo odniosły duży sukces na prestiżowym turnieju w Berlinie, gdzie zajęły drugie miejsca. W turnieju indywidualnym mężczyzn triumfował natomiast Polak, Bartosz Barylski.

WCSHiR utonie?

Wszystko zaczęło się roku temu. Wtedy do naszej redakcji dotarła informacja o połączeniu dwóch jednostek: Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych – Partynice i Młodzieżowego Centrum Sportu.

Rudyk górą

Kolarz UKS Moto AGBUD Jelcz-Laskowice Mateusz Rudyk okazał się zwycięzcą plebiscytu Słowa Sportowego i Szkolnego Związku Sportowego na najlepszego ucznia sportowca. Najlepszym trenerem-nauczycielem został natomiast szkoleniowiec wrocławskich pływaków - Robert Poniatowski.

Dziękujemy!

Dziękujemy sponsorom, którzy zdecydowali się nas wesprzeć w organizacji Balu Sportowca  oraz plebiscytu Słowa Sportowego na najpopularniejszego sportowca i trenera na Dolnym Śląsku w 2011 roku

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij