Nie walczymy dla pieniędzy

, piątek, 10 stycznia 2014

Dla Pauliny Bieć, Róży Gumiennej i Małgorzaty Dymus kickboxing to coś więcej niż sport. – To styl życia – przyznają zgodnie zawodniczki Fightera Wrocław. Utytułowane wojowniczki (wszystkie są mistrzyniami świata) w rozmowie z nami zdradzają, dlaczego zdecydowały się na tak brutalną dyscyplinę, jak przyjmują sukcesy i jak znoszą porażki oraz jaką rolę w ich osiągnięciach odegrał trener Tomasz Skrzypek.

avatar
Trzy mistrzynie. Od lewej: Róża Gumienna, Paulina Bieć i Małgorzata Dymus

Wiadomo, jakie są stereotypy – sporty walki kojarzą się z muskularnymi, silnymi facetami, którzy na ringu rozcinają sobie łuki brwiowe i łamią nosy. Jak to się stało, że zdecydowałyście się na taką dyscyplinę? Nie obawiałyście się o urodę?
PAULINA BIEĆ (dalej PB): – Wcześniej trenowałam gry zespołowe, ale to nie było to, co chciałam robić. Przyszłam na trening do trenera Tomasza Skrzypka i tak już zostało. A jeśli chodzi o urodę, to trzeba było przyłożyć się do treningów, na tyle dobrze opanować techniki, żeby trzymać rywalki na dystans i nie dopuścić do możliwości odniesienia kontuzji. Poza tym na treningu są ochraniacze, są kaski. Jeśli mądrze się trenuje, to nie ma dużego ryzyka. Trzeba też pamiętać, że kobiety mają zdecydowanie mniejszą siłę niż mężczyźni. Dlatego naprawdę rzadko zdarzają się jakieś poważniejsze zranienia.
RÓŻA GUMIENNA (dalej RG): – Ja na początku trenowałam karate i jednocześnie lekką atletykę. Później z karate zrezygnowałam, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że chcę wrócić do sportów walki. Wybór padł na kickboxing. Jeśli rozmawiamy o jakichś obawach, to w moim przypadku bardziej chodzi o zdrowie niż urodę. O kontuzje, które mogłyby uniemożliwić mi trenowanie.
MAŁGORZATA DYMUS (dalej MD): – Zaczęło się od tego, że koleżanka się zapisała, a ja byłam ciekawa, jak to jest. Na początku nie traktowałam tego tak poważnie, nie wiedziałam, że będę startować w zawodach. Same treningi na pewno urodzie zaszkodzić nie mogą.
Wasi bliscy, rodzice, przyjaciele nie pytali, po co pchacie się do sportów walki?
RG: – Moi cały czas pytają. Rodzina po czasie to zaakceptowała i mnie dopinguje, ale ciągle spotykam się z pytaniami bliższych lub dalszych znajomych: „Po co ci to? Co ci to daje? Zgłupiałaś?”.
Jak reagujecie na tego typu zaczepki? Może traktujecie to jako dodatkową motywację i wchodząc do ringu, myślicie sobie: „Teraz wam pokażę”?
PB: – Nie można tak tego traktować, nie można z takim założeniem wchodzić do ringu. To prosta droga do przegrania walki.
RG: – Jeśli komuś chcemy coś udowodnić, wchodząc na ring, to tylko sobie. A złośliwe docinki po prostu trzeba puszczać mimo uszu. To moje życie, moja pasja i nikomu nic do tego.
Wszystkie macie na koncie wybitne osiągnięcia, ale sportowa kariera to nie tylko wzloty, ale również upadki…
PB: – Miałam taki moment. 2005 rok, mistrzostwa świata. Były nadzieje, oczekiwania, a wróciłam bez medalu. Dramat. Było naprawdę ciężko przez parę miesięcy. Trenowałam, ale nie było tej radości. Trener zawsze jednak powtarza, że nieważne, ile razy upadniesz, tylko ile razy wstaniesz. Wstałam.
MD: – Dla mnie trudne były tegoroczne mistrzostwa świata w Brazylii. Dostałam szansę wyjazdu na taką imprezę, ale zawiodłam siebie i trenera. Od razu trafiłam na faworytkę i przegrałam. Było ciężko, ale na początku grudnia nieoczekiwanie przyszła szansa na odkupienie. Pojechałam do Turcji walczyć z reprezentantką gospodarzy o zawodowe mistrzostwo świata. W pierwszej rundzie byłam liczona. Strasznie się wkurzyłam, muszę przyznać. Od trzeciej rundy zaczęłam atakować, w czwartej rywalka była liczona, w piątej też i sędziowie przerwali walkę.
PB: – Sporty walki to sprawdzian charakteru. Tak pojedyncza walka, jak i cała kariera.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.