Nie płacze, że ma pod górkę

Wrocławianin Mateusz Masternak (30-1, 22 KO) 1 lutego w duńskim Frederikshavn stoczy pierwszy pojedynek od czasu październikowej porażki z Grigorijem Drozdem, która kosztowała go utratę tytułu zawodowego mistrza Europy wagi junior ciężkiej. Rywalem „Mastera” będzie Gruzin Sandro Siproshvili (27-17, 13 KO).

26-letni wrocławianin musiał ubiegłej jesieni przełknąć gorycz przegranej po raz pierwszy w karierze, do tego poległ z Rosjaninem przed czasem. Dla zawodnika, który zdaniem wielu miał niebawem walczyć o mistrzostwo świata, było to niezwykle bolesne. – Nie sądziłem, że porażka będzie boleć aż tak. Przez pierwsze dwa tygodnie nie chciałem wychodzić z domu. Nie mogłem spojrzeć w oczy żonie, dziecku. Czułem, że zawiodłem kibiców. Czas leczy rany, ale na razie boli i pewnie jeszcze trochę będzie bolało – przyznał niedawno w jednym z wywiadów. Po stracie pasa mistrzowskiego w tak słabym stylu wiadomo było, że w obozie Masternaka zajdą jakieś zmiany. Coraz głośniej mówiło się o nieporozumieniach między pięściarzem a trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Oliwy do ognia dolał Dariusz Michalczewski, który od niedawna wspiera karierę „Mastera”. Były pięściarz oskarżył Gmitruka i stwierdził, że za przegraną z Drozdem główną winę ponosi właśnie szkoleniowiec. Sam Masternak nie chce otwarcie krytykować trenera, ale przyznaje, że nie wszystko było idealnie. – Przez cztery miesiące sparowałem. Zrobiłem tych sparingów chyba dwadzieścia pięć i wyszło tak, że się wypaliłem. Do ringu wyszedłem nie w formie szczytowej, tylko w treningowej. W najlepszej dyspozycji byłem na miesiąc przed walką. Poza tym, jeśli boksujesz jak śpioch, wracasz do narożnika i trener cię jeszcze usypia, to znaczy, że coś jest nie tak – przyznaje zawodnik, zastrzegając jednak, że sam też nie jest bez winy. – Nie chodziłem na masaż, nie robiłem odnowy biologicznej. Byłem zbyt pewny siebie, sądziłem, że nawet jeśli nie będzie to moja najlepsza walka, to i tak go wypunktuję – analizuje przyczyny porażki z Drozdem. Jak można się było spodziewać, drogi Masternaka i doświadczonego trenera ostatecznie się rozeszły. Gmitruka zastąpił Piotr Wilczewski, jeszcze trzy lata temu zawodowy pięściarz. Masternak twierdzi, że potrzebował bodźca do mocniejszej, a przede wszystkim mądrzejszej pracy i zatrudnienie „Wilka” ma być właśnie takim impulsem. – Z Piotrkiem dobrze się rozumiemy, wyciągnęliśmy wnioski z przegranej, wychwycił u mnie parę błędów, na przykład słabą pracę biodrami. Jesteśmy na stopie koleżeńskiej, ale na treningach jest rygor. Plan jest ułożony od A do Z. Wiadomo, że Piotrek nie będzie zmieniał mojego stylu, ale skupia się na tym, żeby trochę go oszlifować. W końcu nie jestem 19-letnim zawodnikiem na starcie zawodowej kariery – zdradza „Master”. Wilczewski twierdzi, że złe nawyki u byłego mistrza Europy utrwalały się przez ostatnie dwa lata, dlatego wyplenić w krótkim czasie ich nie sposób. Zapewnia jednak, że już w najbliższym pojedynku zobaczymy Masternaka lepszego o przynamniej 20 procent w porównaniu do walki z Drozdem. Sam pięściarz skupia się na ciężkiej pracy, a swoją obecną sytuację podsumowuje krótko i obrazowo. – Jeśli idziesz na szczyt, to nie płacz, że masz pod górę – mówi.

Jeśli chodzi o najbliższego rywala wrocławianina, to… właściwie nie ma o czym mówić. Siproshvili to może nie ringowe mięso armatnie, ale na pewno zawodnik idealny na przełamanie się po nieudanej walce. Gruzin bilans ma dodatni, ale zbudował go na zwycięstwach z typowymi „kelnerami”. Trzeba jednak zaznaczyć, że z pewnością nie ma szklanej szczęki. Z siedemnastu przegranych walk, tylko cztery zakończyły się dla niego przed czasem. Dlatego wyzwaniem dla Masternaka w najbliższym pojedynku nie powinno być samo zwycięstwo, ale właśnie wygrana przed czasem.

RAFAŁ ZAGROBELNY

Musiałem wygrać

Maciej Zegan to bokser z „przeszłością”. Ongiś był bliski wywalczenia tytułu mistrza świata prestiżowej federacji, ale został skrzywdzony przez sędziów, którzy niezasłużenie przyznali wygraną Grigorianowi.

Dolnoślązak w kadrze

W rozpoczynających się niedługo mistrzostwach świata w boksie wystąpi czterech reprezentantów Polski. Wśród nich znalazł się Ireneusz Zakrzewski z klubu Janik Boks Jelenia Góra.

Krzywdzący werdykt

W walce wieczoru sobotniej gali „Starcie Tytanów” w łódzkiej Atlas Arenie legendarny bokser Roy Jones Junior po kontrowersyjnym werdykcie sędziów pokonał niejednogłośnie na punkty 96:93, 96:94, 94:95 Polaka Pawła Głażewskiego.

Adamek nie miał szans

Innego scenariusza w sobotni wieczór być nie mogło. Witalij Kliczko osłabiał Tomasza Adamka lewymi prostymi, trzymał go na dystans i dał Polakowi wytrwać aż 10 rund.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij