Nie czuję strachu przed nikim w NFL

Aleksandra Szumska, poniedziałek, 13 lipca 2015

Zapraszamy do lektury wywiadu Bartka Michalaka z Babatunde Aiyegbusim, pierwszym graczem PLFA z kontraktem w amerykańskiej NFL. Zawodnik Minnesota Vikings po raz pierwszy od wyjazdu do Stanów Zjednoczonych gościł w Polsce. Pochodzący z Oleśnicy „Babs” opowiedział nam m.in. o pierwszych wrażeniach z największej ligi futbolu na świecie.

avatar
Fot. K. Ziółkowski

Trzy miesiące minęły od Twojego wyjazdu za Wielką Wodę. Czego Ci najbardziej brakuje?
BABS AIYEGBUSI: –
Rodziny. Spokoju domowego i możliwości pogadania z kimś o czymś innym niż futbol. Wiesz, jak masz malucha, który w każdej chwili może coś zbroić, to skupiając uwagę na nim odrywasz się od reszty, co czasem bywa zbawienne.

Tymczasem tam...
- Przede wszystkim bardzo dużo teorii, którą muszą opanować. Cały pokój w hotelu, każdą ścianę, mam wyklejony zagrywkami, bo chciałem wkuć wszystkie. Zasypiam – widzę zagrywki, otwieram oczy – widzę zagrywki. W pewnym momencie zacząłem fiksować, ale to było skuteczne.

Wizytę w Polsce też masz pracowitą. Gościsz w mediach i na wielu wydarzeniach. Był czas dla najbliższych?
- Tak, bo w poprzednim tygodniu telefon mi się rozładował i nie mogłem znaleźć ładowarki. Pojechaliśmy nad morze i spędziliśmy ten wolny czas razem. Moja żona Luiza jest nie tylko fantastyczną matką, ale też bardzo mądrą kobietą, która wspiera mnie i rozumie, że pewne rzeczy muszę robić. Wielu ludzi mi pomogło, a teraz czuję, że powinienem spłacić im dług wdzięczności. Podróż do Stanów to spełnienie moich marzeń prywatnych, ale z drugiej strony chciałbym podkreślić, że miejsce, w którym jestem teraz, to kumulacja ciężkiej pracy wielu ludzi, którym zależało na mnie i moim sukcesie.

Jak wielu?
- To są listy nazwisk moich trenerów, a nawet wuefistów z Oleśnicy, którzy pokazali mi pierwsze sporty, zawodników, z którymi dzieliłem szatnię i boisko, a także cała rzesza innych osób mających wpływ na mój sportowy rozwój. Mam nadzieję, że teraz dzięki swoim kontaktom i doświadczeniom będę mógł z jednej strony rozwijać futbol i sport w Polsce, jednocześnie z drugiej strony otworzę nieco Amerykę na naszych zawodników.

Myślisz, że sobie poradzą w Stanach?
- A dlaczego nie? Jest wielu dobrych graczy, którzy mają szansę rywalizować na poziomie high school czy college’u. Jedynym problemem jest dystans. Jestem tu i nie czuję strachu przed nikim w NFL. To też są homo sapiens, którzy oddychają tlenem i piją wodę.
Mimo to, jeszcze wcale nie tak dawno trudno było sobie wyobrazić, że chłopak wytrenowany w Polsce trafia między tych homo sapiens.

Kiedy zacząłeś wierzyć, że gra w NFL jest realna? Zmierzam do historii jednego z firmowych szkoleń.
– To było szkolenie motywacyjne w firmie OVB, podczas którego prowadzący zaintrygował mnie stwierdzeniem, że jeśli problemy przysłaniają ci drogę do celu, to wiesz, co musisz zrobić? Zwiększyć cel. Wtedy łatwiej będzie ci go widzieć. Czasem też warto się wycofać, aby spojrzeć na coś z szerszej perspektywy. Rozmawiałem z nim o tym w przerwie, przy okazji opowiadając, że gram w futbol...

A potem wywołał Cię na scenę.
- Tak, stoję przed wszystkimi obecnymi tam ludźmi, a on pyta: co chcesz robić za 5 lat? Ja, że nie wiem, że chcę być człowiek sukcesu. On: co to dla mnie oznacza? Co byłoby sukcesem dla gracza futbolu? Oczywiście odpowiedziałem, że grać w NFL. To po prostu postaw sobie taki cel – usłyszałem. Wiadomo, nie stwierdziłem od razu „wow, mogę grać w NFL, lecę tam!”. Ameryka? Za 5 lat? Pierwsze, co zacząłem sobie tłumaczyć, to dlaczego nie, lecz potem każdą kolejną decyzję podejmowałem z myślą, że to naprawdę może się wydarzyć.

Kiedy to było?
- Jakoś dwa, może trzy lata temu.

I już jesteś u bram NFL. Pierwsze wrażenia?
– Zupełnie inny świat. Wszystko dzieje się o wiele szybciej. Zasoby, finansowe i sportowe, są nieograniczone, co za tym idzie, bycie tam daje nieograniczone możliwości. Szczerze mówiąc, to nie zdawałem sobie sprawy ze skali, w jakiej to funkcjonuje. Wystarczy otworzyć buzię i powiedzieć: mam pomysł. Pomóż mi zrobić plan i wprowadzić go życie. Nie ma problemu. A jak już masz plan, to znajdzie się nagle cała sala ludzi, którzy pomogą zrealizować.

Masz już jakiś plan?
- Powiem ci, że moim wielkim idolem jest Marcin Gortat, który za oceanem jest bardzo szanowany za to, co robi. W Polsce też coraz bardziej. Wykorzystuje możliwości, jakie daje mu NBA, żeby rozwijać polski sport, a uwierz mi, że NFL ma dużo większe możliwości. Mam zamiar z nich korzystać. Wiesz, że jestem dumny, że jestem stąd i zawsze to podkreślałem, więc będę tu wracał i będę chciał rozwijać nasz polski sport, nie tylko futbol.

Mówiłeś, że czysto sportowo możemy już próbować się dobijać do gry w Ameryce. W kwestii finansów czy infrastruktury sportowej przepaść jest chyba nie do przeskoczenia?
– Na ten moment to nawet nie ma co porównywać. W Polsce mieliśmy tak, że to jest fajne, przydałoby się, ale jest za drogie, tam nie liczy się strona finansowa, tylko funkcjonalna. My jako klub możemy mieć wszystko, więc nie bierzemy wszystkiego, ale tylko to, co działa. I jest sprawdzanie tego, co jest skuteczne. Jak jest, to bierzemy pięć, jak nie, mówimy głośno, że my uważamy, że to jest do niczego. Kinezjotejpy? Byłem przekonany, że to świetna rzecz. Tam uważają inaczej. Komora hiperbaryczna też nie, bo naukowo udowodnione, że w czymś tam szkodzi. Jest za to bieżnia antygrawitacyjna, w meeting roomach mamy specjalnie wyprofilowane krzesła, aby kręgosłup się sam nastawiał, a w recover roomie są stoły z kompresorami, pomagającymi w szybszej odnowie. Dodam jeszcze, że sam pokój jest w kolorze niebieskim, bo podobno uspokaja, a telewizor jest kontrolowany głosem, abyś nie musiał wstawać. Wszystko jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Zapewniają ci wszystko, a ty masz się skupić na tym, aby zasuwać i dać wszystko z siebie.

Jak przyjęli Cię pozostali zawodnicy? Trudno było złapać kontakt?
- W zasadzie to oni szukali kontaktu nawet bardziej niż ja. Dla kolegów moja droga to bardzo ciekawa historia. Niektórzy nawet nie wiedzieli, że w Polsce jest futbol amerykański, a tu facet z tego kraju trafia do NFL. Ponadto jest z Polski, a ma egzotyczne nazwisko. To też jest jakaś tam moja siła. Oni nie mają tego factora X, czegoś co sprawia, że przyciągają uwagę, bo wszyscy pokonali podobną drogę. Ja mam swoją historię, jestem z Europy, z Polski, trenuję i pracuję, mam już rodzinę. Dla nich to coś zupełnie innego
Dla kibiców zapewne też. Wciąż traktują Cię bardziej jako ciekawostkę czy przekonali się już, że ten gość naprawdę potrafi grać w futbol?
– Chyba wciąż jestem ciekawostką. Przypomina mi się historia Big Mike’a. Niedawno był artykuł o gościu, który go grał. Jemu ten film bardzo przeszkodził w karierze, bo wszyscy patrzyli na niego przez pryzmat właśnie tego Big Mike’a, a nie przez pryzmat sportowy. Moja sytuacja jest pozornie zgoła inna, ale też zawsze będą patrzeć przez pryzmat, że jestem z Polski, że nie mam trenera z college’u, z którym mogą pogadać o moich słabościach czy też pozytywnych rzeczach. Inną sprawą jest to, że oni kumają już chyba, że można się otworzyć na inny kontynent. Mam nadzieję, że będę tym pierwszym, otworzę te drzwi i chłopaki będą przyjeżdżać już na poziomie college’u czy high school. To najlepsza droga.

Dlaczego najlepsza?
– Z trzech powodów. Doświadczenie, edukacja w tamtym systemie i przede wszystkim inna kasa. Podpisujesz kontrakt i już masz bonus – 22 lata i kilka baniek.

Czujesz, że jesteś te kilka kroków dalej niż w momencie przyjazdu?
– Jak najbardziej. Tam każdy dzień się liczy i każdego dnia musisz mieć w planie się rozwinąć. Jeżeli się nie rozwijasz, to ci podziękują. Czasem to są prozaiczne rzeczy. Gościu nie przyszedł na badania, bo coś mu wypadło, to go trener wywalił z drużyny, a to nie był rookie, ale doświadczony zawodnik. Wystarczy, że ktoś zauważy, że się opierniczasz. Ciśnienie jest non stop. Jesteś, ale zaraz może cię nie być. Myślę jednak, że jestem dobrej drodze. Czuję, że trenerom zależy na moim sukcesie. Wszystko zależy ode mnie.

Ilu masz konkurentów w linii ofensywnej?
– Łącznie mamy 16 liniowych. W składzie na sezon zostanie prawdopodobnie 10, czyli 6 wylatuje. Z czego pewnie 8-9 będzie w składzie meczowym, więc tych dwóch będzie włączonych do practice squadu.

Jak oceniasz sam siebie na ich tle?
– Technicznie miałem zaległości, które trzeba było szybko nadrabiać. Do tej pory szliśmy bez sprzętu, niby full speed, ale nie do końca kontakt. Skupialiśmy się na tej stronie technicznej i szybkościowej, a ta fizyczna była odsunięta na boczny tor. Teraz już po powrocie zakładamy cały ekwipunek, będzie gra do ziemi i wchodzimy na ten poziom, gdzie, że tak powiem, liczy się kto ma większe przyrodzenie. Mam nadzieję, ze tutaj będę miał szansę. Znam miejsca, w których odstaję od reszty, ale wiem też, gdzie dominuję.

Siła i warunki fizyczne są zdecydowanie po Twojej stronie.
- Kilku trenerów zwróciło mi nawet uwagę, abym się uspokoił, bo uszkodziłem mu gościa. Usunęli mnie w ogóle z tego, żeby pokazywać kick-off dla special teamów, dlatego, że gościowi skręciłem nadgarstek, nie wiedząc nawet jak i czym. Dostaję sygnały, że boją się tej mojej fizyczności. Ta przewaga masy i siły, myślę, że będzie się wybijała, ale to też nie jest tak do końca. Jest sporo dużych i silnych chłopów. Na moich oczach Everson Griffen podniósł gościa, który waży 130 kg i trzepnął nim o ziemię. Te dwadzieścia kg więcej może mu nie robić aż tak dużej różnicy. Zobaczymy.

We wtorek wracasz już do USA. Jak wygląda plan na najbliższe, kluczowe dla Twojej przyszłości w Vikings, tygodnie?
- Jadę do San Antonio i będę trenował w Teksasie. 25 lipca rozpoczynamy camp treningowy, który potrwa do pierwszego meczu we wrześniu. W międzyczasie pięć meczów przedsezonowych jako jedna z dwóch drużyn, bo gramy w Hall of Fame Game ze drużyną Steelers. To będzie kolejna okazja, aby się pokazać, bo główną rolę odgrywać będziemy właśnie my, „świeżaki”. Wielu starterów nawet się nie będzie przebierać, bo to dla nich nie jest okres do grania. Będzie to bardzo ciekawy okres, od 6 do 22 na treningach przez cały tydzień z jednym dniem wolnego, a w międzyczasie jeszcze grasz mecz. Tutaj zacznie się ten prawdziwy NFL. Teraz wchodzimy na ten poziom hard.

Rozmawiał BARTEK MICHALAK


źródło: Słowo Sportowe


Proste pytanie: 6 + 8 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.