Nasi pewni swego

, wtorek, 2 września 2014

Odcinek drugi, a właściwie pierwszy w wersji "prawie live", czyli na opadających emocjach prosto z Hali Stulecia. Na początek zaserwowałem bowiem rozmowę z włodarzem siatkówki w regionie dolnośląskim, czyli prezesem DZPS Mirosławem Wachowiakiem. Przekonywał, że w przypadku meczów naszej reprezentacji zadziała siatkarski samograj. I rzeczywiście, we wtorkowy wieczór Hala Stulecia wypełniła się prawie do ostatniego miejsca. Właściwie tylko na najwyższych sektorach kartoniki nie znalazły swoich właścicieli. W pozostałych przypadkach białe bądź czerwone prostokąty powędrowały w górę, tworząc piękny obraz serc bijących "na trzy". A może i na więcej? Nie no, na pewno na więcej! 

avatar
Polacy nie dali najmniejszych szans siatkarzom Australii (@fot. K. Ziółkowski)

"Januszem" być
Ażeby statystycznie wszystko się zgadzało, podsumujmy, co za nami. Pomijając rekordowe zajścia na Stadionie Narodowym (choć niektórzy koledzy po fachu mówią o tzw. januszowym spotkaniu, także dobrze, jestem tzw. "Januszem" w 100%), zachwyca Iran. Odprawienie Włochów 3:1 i USA 3:2 (choć już 2:0 mieli i chyba sami w to nie mogli uwierzyć) daje sygnał, że mogą być groźni. Choć dla mnie skończą się w momencie, kiedy przegrają – już w drugiej fazie turnieju. Zadziała dobrze znany z piłkarskiego światka efekt beniaminka. Fala, fala, a później już tylko... w pysk i w pysk. Mistrzostwa jednak wciągają, bo kiedy po całym dniu pracy (czyt. poniedziałek, kocham go) wróciłem do domu i zamiast odpocząć od wszystkiego, odpaliłem na swoim przenośnym "telewizorku" mecz Chiny – Egipt, który oglądałem z wypiekami na policzkach, to... coś się chyba jednak ważnego (sic!) dzieje w moim życiu (Tunezję z Koreą Płd. też połknąłem, a co!). Choć nie tylko o moje życie się tutaj rozchodzi, widać bowiem, że podłączeni do prądu są ci, którzy na MŚ czekali długie, długie miesiące. I wszystkie organizacyjne niedociągnięcia poszły w niepamięć, a nad całością rozciągnął się parol ochronny, który zniknie – jestem o tym przekonany – ale... teraz o tym nie myślę i nie napiszę.

Wrocławski Kamerun
Najwięcej sympatii wśród wrocławskich kibiców (wyłączając rzecz jasna z zabawy naszych siatkarzy) zdecydowanie wzbudza reprezentacja Kamerunu. Wyraźnie najsłabsza ekipa z grupy A póki co zdołała urwać jednego seta w dwóch meczach (0:3 z Australią i 1:3 z Wenezuelą). Mało brakowało, żeby siatkarskie "Nieposkromione Lwy" zostały z niczym i to przez własną fantazję. Przy stanie 24:23 w secie numer trzy spotkania z Wenezuelą zdobyli bowiem punkt, ale jak się chwilę później okazało, niezbyt prawidłowo (co zauważyło sokole oko telewizyjne dzięki systemowi challange). Co się stało? Otóż Kameruńczyk tak bardzo chciał zablokować rywala, że... zahaczył całym łokciem o siatkę, niemal łamiąc antenkę w pół. Ostatecznie ekipie z Afryki udało się urwać tego seta, wygrywając 33:31, czym wprawili wrocławską publiczność w nie lada ekstazę (a raczej jej zaczątek, patrząc na późniejsze wydarzenia, już podczas pojedynku biało-czerwonych). Showmanem o zacięciu wręcz kabaretowym jest za to kapitan Kamerunu Jean Patrice Mboulet Ndaki, który poza umiejętnościami rozbawienia publiczności (nie zapominając o kolegach z zespołu), jest też całkiem nie złym siatkarzem. W meczu z Wenezuelą zdobył bowiem łącznie aż 25 punktów.

Idą po coś wielkiego
Takie przekonanie panowało w mojej głowie, kiedy oglądałem ostatni wtorkowy pojedynek w Hali Stulecia, czyli mecz Polaków z Australią. Jeszcze przed spotkaniem upatrywałem sporego zagrożenia w postaci Thomasa Edgara, prawdziwego bombardiera po kangurzej stronie siatki. Jak się jednak okazało, przykre wspomnienia z IO 2012 (wówczas Edgar wbił nam skromne 26 punktów w parkiet) odeszły w niepamięć. Różnice między meczem z Serbią? W pierwszych partiach mam wrażenie, że to nie nasi siatkarze, a kibice robią największą robotę. Zanim się przeciwnik zorientuje, co i jak, set się kończy i jest po herbacie. Australijczycy kilka razy pokazali się jednak z dobrej strony (jak już wrócili na parkiet w drugiej partii), starając się naciskać naszą kadrę. Kiedy wynik robi się na styku mamy jednak w zanadrzu wirtuoza o pseudonimie "Guma". Najlepiej pokazują to punkty: Mika 14, Winiarski 13, Wlazły 12. Do tego ekspres na środku siatki, czyli dwa szybkie "Gumiaki" (tak nazwijmy krótkie z Nowakowskim i Kłosem) i koniec zabawy. Do tego jest zagrywka Wlazłego itd., itp. Nie popadając w hurraoptymizm chyba ponownie włożę nogi do zimnej wody. Umówmy się jednak. Strata jakiegokolwiek seta w grupie A przez Polaków jest obecnie bardzo mało prawdopodobna.

SOBOTA

Grupa A: Polska – Serbia 3:0 (19, 18, 18)

NIEDZIELA
Grupa A: Wenezuela – Argentyna 0:3 (-23, -17, -19)
Grupa A: Kamerun – Australia 0:3 (-22, -15, -18)
Grupa D: Włochy – Iran 1:3 (-16, 23, -21, -22)
Grupa D: Belgia – USA 2:3 (21, -17, -16, 21, -11)
Grupa D: Portoryko – Francja 0:3 (-23, -22, -24)

PONIEDZIAŁEK
Grupa B: Brazylia – Niemcy 3:0 (21, 19, 17)
Grupa B: Finlandia – Kuba 3:2 (-18, -21, 25, 23, 12)
Grupa B: Korea Płd. – Tunezja 3:1 (-24, 24, 21, 18)
Grupa C: Rosja – Kanada 3:0 (21, 19, 21)
Grupa C: Meksyk – Bułgaria 0:3 (-16, -17, -21)
Grupa C: Chiny – Egipt 3:1 (20, 20, -23, 31)

WTOREK
Grupa A: Argentyna – Serbia 1:3 (-17, 20, -21, -21)
Grupa A: Wenezuela – Kamerun 3:1 (22, 21, -31, 14)
Grupa A: Australia – Polska 0:3 (-17, -19, -22)
Grupa D: USA – Iran 2:3 (-23, -19, 19, 18, -15)
Grupa D: Belgia – Portoryko 3:0 (19, 17, 20)
Grupa D: Francja – Włochy 2:3 (20, 20, -23, -13, -12)


źródło: własne


Proste pytanie: 9 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.