Na biegówki? Tylko do Jakuszyc!

, poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zima… Choć jej nie cierpię, to jednak brzydko mówiąc, nie można było jej olać. Zwłaszcza, że Justyna Kowalczyk wygrywa kolejne puchary świata… Przyszedł więc czas i dla mnie na narty biegowe. Próbowałam na własnej skórze przekonać się o tym, co może być fascynującego w tym sporcie, a pomagał mi to zrozumieć aktor Krystian Wieczorek, który każdą wolną chwilę spędza trenując na Polanie Jakuszyckiej.

avatar
W pierwszej przebieżce towarzyszył mi aktor Krystian Wieczorek, który w Jakuszycach spędza każdą wolną chwilę

Jak na biegówki, to oczywiście do Jakuszyc! Nieraz byłam na Polanie, ale zawsze w pracy. Albo robiłam materiał o przygotowaniach do Biegu Piastów, albo relacjonowałam to wydarzenie. Szczerze mówiąc nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby założyć narty. To się zmieniło. W sobotę w Jakuszycach było piękne słońce. Idealnie, jak na pierwszy raz na biegówkach. W sprzęt wyposażył mnie Tomek Kałużny – biegowy guru Jakuszyc, były zawodnik, który teraz prowadzi Centrum Sportowe Jakuszyce, w którym można wypożyczyć, kupić sprzęt, skorzystać z porad rewelacyjnych instruktorów. Mi przydzielono Sławka Kuleja, który na swoim koncie ma niejedno zwycięstwo w Biegu Piastów. Na Polanie czekał na nas Krystian Wieczorek. Zakładam narty i startujemy od razu pod niezłą, jak dla mnie, górę. Na początku czuję się trochę tak, jakby ktoś mi związał nogi, ale z każdym krokiem jest lepiej. Jednak problemem są dla mnie… kijki. Mam wrażenie, jakby były za długie i chyba bardziej mi przeszkadzają niż pomagają. Sławek poprawia mnie na każdym kroku. A w tym czasie Krystian Wieczorek pewnie jest już 10 km dalej. – Krystian to czasem trenuje więcej niż kadra narodowa – opowiada Sławek. Dotarłam na górę. Choć zawsze mi zimno i nie cierpię śniegu, tym razem jest inaczej, jest genialnie! I ten widok! Zjeżdżamy. Tu zaczynają się schody. Rozpędzić się na tych cienkich biegóweczkach jest całkiem prosto. Kolana ugięte, pochylona sylwetka i jedziemy. Tylko jak się zatrzymać? – Musisz przenieść ciężar ciała na wewnętrzną stronę nart – tłumaczy Sławek. – Niżej na nogach – radzi Krystian. Zjechałam… Chociaż przez chwilę na końcu zjazdu miałam wrażenie, że już nad niczym nie panuję. Biegówki? Jak najbardziej! Chyba nawet polubię zimę… Teraz czas na rozmowę z „twarzą” Jakuszyc.
Jak to się stało, że zostałeś ambasadorem Jakuszyc?

KRYSTIAN WIECZOREK: – Splot wielu zbiegów okoliczności. Próbowałem biegać na nartach. Szukałem informacji w Internecie, wcielałem je w życie i wydawało mi się, że skoro od dziecka jestem związany ze sportem, to dam sobie radę. Kiedyś w kulisach serialu „M jak Miłość” pochwaliłem się, że biegówki stały się moją pasją i zdradziłem, że mam takie marzenie, żeby zobaczyć na żywo Bieg Piastów. Później okazało, że program oglądał Julian Gozdowski. Zapamiętał to sobie i kiedy dostał zaproszenie do jednego z programów TV, powiedział, że je przyjmie, ale jak ja też się pojawię. I tak się zaczęła nasza przyjaźń.
I przyjechałeś na Bieg Piastów?
– Tak, ale za pierwszym razem tylko, żeby zobaczyć, poczuć atmosferę. Gdybym wtedy wystartował… To byłaby kompromitacja i byłby ze mnie marny ambasador.
Dlaczego?
– Bo wtedy to ja raczej dreptałem niż biegałem. Coś mi się wydawało, ale to mijało się z prawdą. Dopiero od zeszłego sezonu zrozumiałem naprawdę, o co w tym wszystkim chodzi. Nie ukrywam, że kosztowało mnie to sporo czasu, sporo lekcji m.in. u Tomka Kałużnego, ale warto było, bo teraz mogę powiedzieć, że odczuwam wielką satysfakcję z tego mojego biegania. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jestem na początku drogi i że np. techniki uczyć się trzeba właściwie do końca życia. A jeśli mogę dać radę osobom, które chcą rozpocząć przygodę z biegówkami, to niech nie tracą czasu na dreptanie po lesie i oglądanie filmików w internecie tylko niech przyjeżdżają do Jakuszyc i pod okiem fachowców rozpoczną bieganie na nartach. Jeśli się tego nie zrobi, to potem bardzo trudno jest się pozbyć tych swoich domorosłych nawyków.
Rok temu stanąłeś już na starcie Biegu Piastów?

– Tak najpierw na 10 km, później na 26. To było niezwykłe przeżycie. Walka z samym sobą i ze swoim organizmem, który co chwila podpowiadał mi myśli „po co się męczysz, przecież w każdej chwili możesz skończyć ten horror, zejść z trasy”. Biegłem dalej, na początku chciałem wyprzedzić tego czy tamtego, ale w pewnym momencie stanąłem, popatrzyłem na piękną panoramę i chyba z powrotem zrozumiałem, po co ja tak naprawdę biegam.
Po co?
– Przede wszystkim dla siebie, dla piękna tych gór, dla zdrowia oczywiście też, ale to banał. Nie biegam z oczami wbitymi dwa metry przed nartami i nie myślę tylko o tym, żeby tempo było coraz większe, nie muszę nikomu nic udowadniać. Dla mnie ważne jest to, żeby podziwiać przyrodę, wyciszyć się i w harmonii przemierzać te wspaniałe trasy. I tu wracamy do początku bo żeby uzyskać przyjemność z biegania, to trzeba stale pracować nad techniką.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 10 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.