Mógł być lider, jest czwarte miejsce

Maciej Piasecki, poniedziałek, 7 listopada 2016

Do soboty niepokonani na swoim parkiecie – i to bez straty choćby seta – byli siatkarze lubińskiego Cuprum. Sytuacja jednak uległa zmianie po wizycie PGE Skry Bełchatów. Mariusz Wlazły i jego koledzy czterokrotnie mierzyli się w lidze z Cuprum i wygrali wszystkie pojedynki. Piąty skalp dołożyli w sobotę, wygrywając bardzo pewnie 3:0.

avatar
Robert Taht w sobotę nie mógł przebić się przez bełchatowską ścianę (fot. K. Ziółkowski)

Zaległość z Kielc miała znaczenie?
Zanim doszło do hitowego pojedynku, w minioną środę siatkarze z Lubina odrobili ostatnie zaległe spotkanie, grając w Kielcach. Wyprawa do stolicy województwa świętokrzyskiego dla Cuprum nigdy nie była wyprawą łatwą, jak się okazało, tradycja została podtrzymana. Choć po dwóch; stosunkowo pewnie wygranych przez lubinian setach wydawało się, że zgarnięcie pełnej puli będzie formalnością. Niestety, pomimo prowadzenia 21:18 czy 20:22, przewagi nie udało się dowieźć do końca. Co gorsza, ze wspomnianego 22:20 skończyło się na 22:25 i trzeba było grać seta numer cztery. A jak się później okazało, także numer pięć, gdzie goście wrzucili odpowiednią przerzutkę i wywieźli z terenu Effectora cenne dwa punkty. Dziś być może średnio doceniane, w końcu – przy zwycięstwie za trzy punkty – Cuprum byłoby liderem tabeli, ale trudno. Zapewniamy, w Kielcach jeszcze kilka ekip się potknie i dwa punkty wywiezione z tego terenu wydają się najniższym wymiarem kary. MVP został wybrany Grzegorz Łomacz, zresztą trudno się temu dziwić, wystarczy spojrzeć na liczby. Rozgrywający reprezentacji Polski tak rozłożył atak po strefach, że na koniec spotkania czterech siatkarzy miało ponad 10 punktów na swoim koncie, a piąty był tego bardzo bliski. Kolejno: Łukasz Kaczmarek i Marcus Böhme po 16, Robert Täht 15, Keith Pupart 11 i Dawid Gunia, który ugrał 8 oczek. A sam Łomacz zdobył trzy punkty, z czego dwa za sprawą asów serwisowych. Perspektywy na weekend były zatem co najmniej obiecujące. Pytanie tylko, czy pięć setów w środku tygodnia nie dało o sobie znać w sobotę?

Pierwszy set zadecydował
Po piątkowej porażce Asseco Resovii Rzeszów z Jastrzębskim Węglem wiadomo było, że Cuprum wystarczy jeden punkt do tego, żeby wskoczyć na pozycję lidera PlusLigi. To działało na wyobraźnię, do tego w Lubinie pojawił się nie byle kto – PGE Skra Bełchatów. Na trybunach hali lubińskiego RCS na 3714 możliwych miejsc prawie 3400 zajętych, nie zabrakło – poza miejscowym – także Klubu Kibica przyjezdnych. Atmosfera wielkiego święta, doping od samego startu. I co? Niestety, nic dobrego dla gospodarzy. Zwłaszcza dlatego, że Cuprum podjęło walkę w pierwszym secie, gdzie oba zespoły długo szły łeb w łeb. Lubinianie wypracowali sobie jednak przewagę, najpierw 19:16, później 20:17, 21:19 czy 23:21. Wtedy PGE Skra pokazała klasę. Siatkarze tacy jak Wlazły, Michał Winiarski czy Srećko Lisinac udowodnili i skąd przekonanie, że są jednymi z najlepszych w swoim fachu. Z 23:21 zrobiło się 23:25 i tym samym Cuprum straciło pierwszego seta u siebie w tym sezonie. Trudno nie odnieść wrażenia, że był to decydujący moment spotkania. Z gospodarzy trochę zeszło powietrze, wprost przeciwnie w obozie gości: jeszcze większa mobilizacja i wręcz przekonanie, że z Lubina da się wywieźć komplet punktów. Dość powiedzieć, że Cuprum po pierwszym secie jeszcze tylko dwa razy było na prowadzeniu. W drugiej partii przy stanie... 1:0 i w trzeciej przy wyniku 2:1. A to najbardziej dobitnie pokazuje, jaka przewaga była po stronie gości z Bełchatowa. Koncert w ataku PGE Skry, aż 61% skuteczności przy nienajgorszym, 47% w przypadku Cuprum. Bełchatowianie mieli też lepsze przyjęcie (57% dokładnego i 29% perfekcyjnego przy 44/15 u gospodarzy). Na plus na pewno występ Łukasza Kaczmarka, który skończył mecz z najlepszym dorobkiem punktowym spośród wszystkich na boisku, 21 punktów. Niezłą zmianę dał też Rafael Koumentakis, Grek wszedł w II secie i zagrał całkiem przyzwoicie (50% w przyjęciu, 75% w ataku). Od zakończenia pierwszego seta wynik – jak pokazała powyższa statystyka – nie był jednak zagrożony.

MACIEJ PIASECKI

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 2 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.