Młodzieżowa siatkówka w zderzeniu z reformą edukacji, czyli problemów nie brakuje...

Maciej Piasecki, poniedziałek, 8 maja 2017

Na temat reformy szkolnictwa zaaplikowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej sporo napisano i powiedziano. Rozwiązanie resortu oświaty z minister Anną Zalewską na czele to „nienajlepsze” rozwiązanie pod względem sportowym. Dla przykładu, siatkówka straci ośrodek, który na Dolnym Śląsku jest jednym z wiodących – wrocławskie Gimnazjum nr 5.

avatar
Volleymania to jeden z projektów, który popularyzuje siatkówkę wśród najmłodszych (fot. K. Ziółkowski)

Polityka ma to do siebie, że jej wpływ na codzienne życie dla jednych bywa zbawieniem, inni traktują ją niczym zło konieczne. W przypadku reformy edukacji zdania także są podzielone, choć można odnieść wrażenie, że zdecydowanie więcej jest tych na „nie”. Klamka jednak zapadła, wywodząca się ze Świebodzic minister Zalewska decyzję podjęła. Reforma jest już zatwierdzona, od nowego roku szkolnego (tj. 2017/18) gimnazja odchodzą do lamusa. Tym samym niektóre z placówek od kilku ładnych miesięcy mają spory ból głowy. Nie inaczej jest w przypadku siatkarskiej kopalni talentów przy ul. Iwana Pawłowa we Wrocławiu. Zespół Szkół nr 5 złożony ze Szkoły Podstawowej nr 97 oraz Gimnazjum nr 5 zostaje zredukowany, zostając jedynie przy swojej podstawówce. Co do samej reformy edukacji, zafundowanej przez rządzących z Prawa i Sprawiedliwości, dyrektor Andrzej Słoka ze szkoły przy Pawłowa jedynie wzrusza ramionami. Trudno bowiem zmienić samą decyzję, trzeba raczej czym prędzej odnaleźć się w nowych realiach. – Niestety reforma działa na niekorzyść sportu młodzieżowego. Dlaczego? W systemie gimnazjalnym naturalną koleją rzeczy było to, że kończył się pewien etap edukacyjny i wszystkie dzieci zainteresowane sportem, w tym wypadku siatkówką, składały papiery do szkoły i po przejściu przez egzamin sprawnościowy już tu były. Teraz wracamy do tego, co było mniej więcej 20 lat temu, jest to niezwykle utrudniony system. Sport młodzieżowy przeniósł się do szkoły. Praktycznie żaden trener pracujący z młodzieżą nie ma szansy utrzymania się tylko z pracy w klubie. Dlatego ta praca przy różnych dyscyplinach i sporcie młodzieżowym oparta jest na współpracy ze szkołami, gdzie szkoleniowcy pracują jako nauczyciele wychowania fizycznego – przyznaje „głowa” placówki, która przez wiele lat wyznaczyła wysoki poziom osiąganych rezultatów sportowych. Dyrektor Słoka argumentuje, że układ z Zespołem Szkół, czyli mając w murach szkoły również gimnazjum, był dobrym rozwiązaniem. – Mam wrażenie, że system gimnazjalny w Polsce sprawdził się w doskonały sposób. Co do sportu, wypracowaliśmy pewien system pracy. I to nie tylko w piłce siatkowej, w wielu innych dyscyplinach również. Młodzież może się kształcić i podnosić swoje umiejętności sportowe, realizować swoje pasje. Był to przełom wiekowy, jeszcze po zakończeniu szkoły podstawowej, można było ten sport zacząć uprawiać i osiągnąć satysfakcjonujące wyniki. Choć fakt faktem, świat sportu zmierza do tego, żeby szkolić dzieci od najmłodszych lat – kwituje dyrektor wrocławskiej placówki.

MACIEJ PIASECKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 0 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment