Mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów: Bartosz Bonk z brązem

, poniedziałek, 28 października 2013

Zakończyły się mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów, które przez cały ubiegły tydzień rozgrywane były we wrocławskiej Hali Stulecia. Zakończyły się ogromnym sukcesem organizacyjnym za co wielkie gratulacje należą się Polskiemu Związkowi Podnoszenia Ciężarów na czele z prezesem Szymonem Kołeckim, ale i niedosytem. Niestety nasi reprezentanci wywalczyli tylko jeden medal. Honor obronił Bartłomiej Bonk, który ostatniego dnia stanął na 3. stopniu podium.

avatar
Bartłomiej Bonk - brązowy medalista mistrzostw świata w kategorii 105 kg

Bonk ratuje honor
Na początku minionego tygodnia jeszcze nieliczni kibice w Hali Stulecia dopiero uczyli się dopingować. Z dnia na dzień szło im coraz lepiej, a zagrzewał ich do tego genialny DJ Ucho. Naprawdę sporo zaczęło dziać się w czwartek, kiedy na pomoście w kategorii do 77 kg zobaczyć można było Krzysztofa Zwarycza. Hala zaczęła żyć. A i Zwarycz zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Po rwaniu był 3., a ostatecznie 5. Kolejne emocje przyszły w piątek. Hala wypełniła się niemalże do ostatniego miejsca, a wszystko dlatego, że na pomoście miała pojawić się nasza wielka medalowa nadzieja – Adrian Zieliński. Po rwaniu był czwarty, ale widać było, że ciężko mu idzie tym razem dźwiganie. Podrzut zdecydowanie mistrzowi olimpijskiemu nie wyszedł i ostatecznie zawody skończył na 4. pozycji. – Co mam powiedzieć byłem słaby – mówił po swoich bojach Zieliński. – Musiałem zbijać wagę, do tego doszła kontuzja. Dlatego podczas zawodów zwyczajnie nie miałem siły. Taki już mój pech, że starty w latach nieparzystych zawsze mi nie wychodzą – zakończył. Poza zasięgiem tego dnia był Rosjanin Apti Aukhadov, który w dwuboju uzyskał wynik 387 kg. Kibice czekali więc na sobotę. Wystartował wtedy Arsen Kasabijew i brat Adriana Zielińskiego – Tomasz. Także i tym razem doping niemal w 100 procentach wypełnionej hali nie przyniósł oczekiwanego efektu. Zieliński próbował walczyć, ale ostatecznie był 8. Po pierwszej próbie podrzutu z rywalizacji wycofał się natomiast Arsen Kasabijew. – Nie miałem szans, ani sił – przyznał ze łzami w oczach. – Popełniliśmy sporo błędów w przygotowaniach. Trudno mi na gorąco powiedzieć, jakich, ale trzeba to będzie na spokojnie przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Bardzo chciałem tu zawalczyć o medal, zwłaszcza że jeszcze 3 tygodnie temu to wszystko inaczej wyglądało – tłumaczył załamany Kasabijew. W niedzielę humory zdecydowanie nam się poprawiły. Co prawda faworyt Marcin Dołęga spalił trzy próby w rwaniu i nie ukończył zawodów. Na jego usprawiedliwienie trzeba dodać, że miał kontuzję mięśni brzucha, jednak pewnie kwestie psychiczne też nie były tu bez znaczenia. Za to rewelacyjnie zaprezentował się Bartłomiej Bonk. Brązowy medalista z Pekinu po życiowych perturbacjach pokazał kolejny raz, że jest prawdziwym wojownikiem i stanął na najniższym stopniu podium. – Wszyscy faworyzowali Marcina, a tymczasem to ja zdobyłem medal. Sport jest przewrotny. Bardzo się cieszę, to ogromny sukces, bo pozostałych dwóch zawodników było poza zasięgiem – mówił. – W 80 procentach skupiłem się na organizacji mistrzostw i być może nie dałem należytego wsparcia zawodnikom i sztabowi szkoleniowemu – komentował wyniki mistrzostw Szymon Kołecki. – Na pewno trzeba wyciągnąć z tego wszystkiego wnioski, bo jako prezes jestem przecież też odpowiedzialny za wyniki. Jeżeli chodzi natomiast o ogólny poziom zawodów, to był genialny. Rekordy świata w roku po igrzyskach? To naprawdę się rzadko zdarza – mówił Kołecki.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 2 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.