Mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 30 września 2019

Tak tragicznych mistrzostw świata w kolarstwie szosowym w wykonaniu polskiej reprezentacji nie mieliśmy dawno. W elicie mężczyzn deszczowego wyścigu nie ukończył żaden z biało-czerwonych. Jedyną kategorią, w której nasi reprezentacji byli zauważalni, co nie znaczy, że odnieśli sukces, byli orlicy.

avatar
W tęczowej koszulce w 2020 roku jeździć będzie Duńczyk Mads Petersen (fot. archiwum)

Zacznijmy od wyścigu, który najbardziej elektryzował kibiców kolarstwa, czyli od wyścigu ze startu wspólnego mężczyzn. Na starcie stanęło 197 kolarzy, w tym sześciu Polaków: Rafał Majka, Maciej Bodnar, Łukasz Wiśniowski, Łukasz Owsian, Paweł Poljański oraz Michał Gołaś. Przypomnijmy, że w mistrzostwach nie wystartował Michał Kwiatkowski. Mistrz świata sprzed pięciu lat przyznał szczerze, że jest bez formy i przez szacunek dla biało-czerwonych barw powołania przyjąć nie może. Szkoda, bo trasa wyścigu w Wielkiej Brytanii najbardziej odpowiadała jego charakterystyce. Panowie do przejechania mieli aż 284 km! Co wydaje się chorym pomysłem. Już dystans 250 km robi swoje. Całe szczęście, organizatorzy ze względu na beznadziejne warunki pogodowa zdecydowali się skrócić trasę o 20 km. W niedzielę lało, wiało i było bardzo zimno. – Nie znoszę takich warunków – przyznał Rafał Majka. – Powiem wprost, nie będę liderem naszej drużyny, bo ani trasa pode mnie, ani pogoda dla mnie. Będę się starał pojechać jak najlepiej, a nie będę też ukrywał, że odczuwam zmęczenie po Vuelcie – mówił Rafał Majka na dzień przed startem. Do ucieczki dnia udało się zabrać Maciejowi Bodnarowi. Ucieczka jednak została dość szybko skasowana i na 60. km peleton jechał razem, a odjazdów próbowali kolejni kolarze. Z grupy głównej na każdej rundzie odpadali kolejni zawodnicy. Niestety byli wśród nich biało-czerwoni. Najdłużej na trasie utrzymał się Michał Gołaś. Na 40 kilometrów do mety zaatakowało dwóch kolarzy: Szwajcar Stefan Kung oraz Amerykanin Lawson Craddock. Utrzymywali oni niewielką przewagę nad peletonem, bo zaledwie 18-sekundową. Kiedy do harcowników dojechali kolejni: Giani Moscon, Mateo Trentin, Mads Petersen oraz jeden z faworytów Holender van der Pool, Amerykanin nie wytrzymał tempa i odpadł z ucieczki. Z biegiem kolejnych kilometrów uciekinierzy powiększali swoją przewagą. W pogoń rzucili się Belgowie, którzy mieli chyba jedną z najmocniejszych ekip podczas tego wyścigu. Na 10 kilometrów do mety przewaga wynosiła ponad minutę i jasne stało się, że mistrzem świata będzie któryś z harcowników. Z czołówki odpadł Holender, a następnie Moscon. Na ostatnim kilometrze zaatakował Mads Petersen, który mimo zimna i zmęczenia zachował zdecydowanie najwięcej sił. To on w następnym sezonie jeździć będzie w tęczowej koszulce mistrza świata. Srebro wywalczył Trentin, a brąz Kung. Na piątej pozycji uplasował się Peter Sagan – trzykrotny mistrz świata.

ALEKSANDRA SZUMSKA

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 9 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment