Mistrzostwa Europy karate kyokushin

Nie chciałbym, by zabrzmiało to zbyt eufemistycznie. I jednocześnie zaznaczam, iż nie miałem – nie mam, i miał nie będę – w tej opowieści o karate kyokushin żadnego interesu. Więcej, to jest nawet wbrew mojemu dziennikarskiemu obowiązkowi. Ale jest coś ważniejszego, niż zwykła żurnalistyczna relacja. Tak właśnie jest w tym przypadku. 

Jedno nazwisko – Jacek Lamot. To on któregoś dnia wymyślił swoje karate – potem tylko realizował pomysł na życiową „szajbę” – nigdy nie traktując tego projektu (to jedno z najbardziej modnych teraz słów) jako wyłącznie sposobu na życie. I tylko dzięki temu doszedł do świetnych wyników sportowych, ale także znalazł sposób na skuteczne promowanie swojej dyscypliny w świecie. Z powodzeniem. To „Łomot” – tak któregoś dnia go nazwałem – wyszkolił wielkie postaci kyokushinu w Rzeczypospolitej, to on dbał o to, by władze międzynarodowej federacji zaufały Jackowi jako organizatorowi prestiżowych imprez. Takich jak np. mistrzostwa Starego Kontynentu w kat. kadetów i U 22. Czyli przyszłości stylu kyokushin w Europie (a nawet w świecie). Więc Lamot w końcu swoje ugrał. To, o co zabiegał, dostał. I dziś może być z tego faktu dumny.
W Kobierzyce warto inwestować
To była wielka szansa dla Kobierzyc, i najlepsza wiejska gmina w Polsce ową szansę wykorzystała. Wójt Pacholik postanowił mocno zainwestować w sport, stąd pomysł, by za 14 milionów wybudować wspaniałą halę, spełniającą wszelkie wymogi – dla mnie imponująca okazała się nie tylko widownia (wiele miejsc na parterze, mnóstwo też na balkonie), ale i zaszczepienie w tzw. kobierzycką społeczność zamiłowania do szeroko pojętego sportu. Jednak gdyby nie wspomniany na wstępie Jacek Lamot, a w ślad za nim sensei Kwiecień nie przekonali kobierzyczan, że dla wielu młodych ludzi pójście w karate kyokushin to możliwość znalezienia miejsca w życiu, nic by z tych starań nie wyszło. Lamot ludziom wójta Pacholika zaufał, więc do tej gospodarnej gminy trafiła impreza, jakiej jeszcze w Kobierzycach nie było – mistrzostwa Europy kadetów w karate kyokushin (z dodatkiem shin). Niejako „na dodatek” kobierzyczanie dostali rywalizację o tytuł w specjalizacji kata (w obu kategoriach wiekowych), uważanej przez wojowników tej dyscypliny za przedsionek prawdziwej walki o „jaja”. Tu dominowali Ukraińcy, a naszym dorobkiem były trzy brązowe medale. Ale wszyscy czekali na kumite, a szczególnie występ przedstawiciela gospodarzy Pawła Michniewicza. Trenującego dopiero od trzech lat mieszkańca Kobierzyc zjadła trema, a i bardziej doświadczony rywal z Ukrainy był mocniejszy fizycznie, ponadto bardziej agresywny, więc wygrał zasłużenie. Jednak innym naszym reprezentantom poszło znacznie lepiej, stąd drugie miejsce Polski w klasyfikacji drużynowej (za zdecydowanie najlepszą Litwą). 
Zwycięzcy i najwyżej 
sklasyfikowani Polacy:
Chłopcy: waga 50 kg: Vidmantas Kutkevicius (Litwa), 55 kg: Jakub Zakończyk (PL), 60 kg: Andrej Rusew (Bułg.) 3. Kacper Glanc, 65 kg: Narcis Pop (Rum.), 2. Daniel Sternik, 70 kg. Arnas Grigas (Litwa), 75 kg Artnoldas Grevas (Litwa), + 75 Paulius Sasnauskas (Litwa), 3. Paweł Krasuski
Dziewczyny: 50 kg: Justina Siskaite (Litwa) 3. Iwa Powałka, 55 kg: Paula Malikowska, 60 kg: Akvile Janaviciute (Litwa) 3. Marta Zwierz, 65 kg: Karolina Paszko, +65 kg: Stella Gołębiewska 3. Monika Lipka
Ale dopiero w „Orbicie” się działo…
na poważnie, bo to zaplecze wszystkich przyszłych gwiazd, dnia następnego (czyli w sobotę, 3 grudnia) we wrocławskiej hali „Orbita”. Nie da się ukryć, że przy całym szacunku dla wszystkich blisko 200-tu uczestników czempionatu Starego Kontynentu, nasza sympatia była skierowana na reprezentantów Polski, szczególnie wrocławianina (zawsze bliższa ciału koszula) Igora Lamota. Nie ma to nic wspólnego z osobistą sympatią dla faceta, który jest częstym gościem „Słowa Sportowego”. Zresztą Jacek wie doskonale, że popierając jego wieloletnie starania o popularyzację dyscypliny, nie tracimy zdrowego rozsądku, tym bardziej obiektywizmu. Zacznę więc od tego, że w sensie organizacyjnym wszystko było na tzw. piątkę. Sportowo zresztą też, ale na tym znam się średnio (więc obiektywny nie jestem). Niemal do ostatniego miejsca wypełniona hala – podczas eliminacyjnych bojów również widziałem solidnie zajętą widownię – żyła emocjonalnie, sekundanci uczestników mistrzostw szaleli na swoich stołkach, zatem cel został osiągnięty. My, wrocławianie kibicowaliśmy przemocno synowi szefa WKKK im. Oyamy Jacka Lamota – sprawcy tego czempionatu, człowiekowi – orkiestrze całego przedsięwzięcia (także kobierzyckiego). Nie dlatego, że lubimy „od zawsze” Jacka, Jego żonę Barbarę (gdyby Szanowni Czytelnicy zobaczyli, jak przeżywali występy syna!), a także samego Igora. I aż do półfinału było super. W prezentowanym na zdjęciu pojedynku Igor po morderczej walce pokonał rywala z Azerbejdżanu (po walce powiedział – nic nie widzę). Znalazł później pogromcę, ale za 2-3 lata – bo jest inteligentny, i lubi pracować – powali każdego z rywali. Trzymamy kciuki! 
Kobiety:
55 kg Iwona Roreckaja (Litwa), 2. Joanna Hebda, 3. Agata Godos, 60 kg Ruta Brazdzionyte (Litwa), 65 kg Eimante Leliukaite (Litwa), 3. Julita Burczyńska, +65 kg Christie Bucholt (Dania), 3. Aleksandra Czerwiecka 
Mężczyźni:
65 kg Valeh Jafarov (Azerbejdżan), 70 kg Dimitri Bartels ((Belgia), 75 kg Kyryło Rogozin (Ukraina), 3. Igor Lamot, 80 kg. Erekle Priveli (Gruzja), 2. Patryk Kostrzewa, 85 kg Maciej Mazur, +85 kg Gergo Petho (Węgry), 3. Michał Malesa i Maciej Matusewicz.
WALDEMAR 
NIEDŹWIECKI

Jedno nazwisko – Jacek Lamot. To on któregoś dnia wymyślił swoje karate – potem tylko realizował pomysł na życiową „szajbę” – nigdy nie traktując tego projektu (to jedno z najbardziej modnych teraz słów) jako wyłącznie sposobu na życie. I tylko dzięki temu doszedł do świetnych wyników sportowych, ale także znalazł sposób na skuteczne promowanie swojej dyscypliny w świecie. Z powodzeniem. To „Łomot” – tak któregoś dnia go nazwałem – wyszkolił wielkie postaci kyokushinu w Rzeczypospolitej, to on dbał o to, by władze międzynarodowej federacji zaufały Jackowi jako organizatorowi prestiżowych imprez. Takich jak np. mistrzostwa Starego Kontynentu w kat. kadetów i U 22. Czyli przyszłości stylu kyokushin w Europie (a nawet w świecie). Więc Lamot w końcu swoje ugrał. To, o co zabiegał, dostał. I dziś może być z tego faktu dumny.W Kobierzyce warto inwestowaćTo była wielka szansa dla Kobierzyc, i najlepsza wiejska gmina w Polsce ową szansę wykorzystała. Wójt Pacholik postanowił mocno zainwestować w sport, stąd pomysł, by za 14 milionów wybudować wspaniałą halę, spełniającą wszelkie wymogi – dla mnie imponująca okazała się nie tylko widownia (wiele miejsc na parterze, mnóstwo też na balkonie), ale i zaszczepienie w tzw. kobierzycką społeczność zamiłowania do szeroko pojętego sportu. Jednak gdyby nie wspomniany na wstępie Jacek Lamot, a w ślad za nim sensei Kwiecień nie przekonali kobierzyczan, że dla wielu młodych ludzi pójście w karate kyokushin to możliwość znalezienia miejsca w życiu, nic by z tych starań nie wyszło. Lamot ludziom wójta Pacholika zaufał, więc do tej gospodarnej gminy trafiła impreza, jakiej jeszcze w Kobierzycach nie było – mistrzostwa Europy kadetów w karate kyokushin (z dodatkiem shin). Niejako „na dodatek” kobierzyczanie dostali rywalizację o tytuł w specjalizacji kata (w obu kategoriach wiekowych), uważanej przez wojowników tej dyscypliny za przedsionek prawdziwej walki o „jaja”. Tu dominowali Ukraińcy, a naszym dorobkiem były trzy brązowe medale. Ale wszyscy czekali na kumite, a szczególnie występ przedstawiciela gospodarzy Pawła Michniewicza. Trenującego dopiero od trzech lat mieszkańca Kobierzyc zjadła trema, a i bardziej doświadczony rywal z Ukrainy był mocniejszy fizycznie, ponadto bardziej agresywny, więc wygrał zasłużenie. Jednak innym naszym reprezentantom poszło znacznie lepiej, stąd drugie miejsce Polski w klasyfikacji drużynowej (za zdecydowanie najlepszą Litwą). Zwycięzcy i najwyżej sklasyfikowani Polacy:Chłopcy: waga 50 kg: Vidmantas Kutkevicius (Litwa), 55 kg: Jakub Zakończyk (PL), 60 kg: Andrej Rusew (Bułg.) 3. Kacper Glanc, 65 kg: Narcis Pop (Rum.), 2. Daniel Sternik, 70 kg. Arnas Grigas (Litwa), 75 kg Artnoldas Grevas (Litwa), + 75 Paulius Sasnauskas (Litwa), 3. Paweł KrasuskiDziewczyny: 50 kg: Justina Siskaite (Litwa) 3. Iwa Powałka, 55 kg: Paula Malikowska, 60 kg: Akvile Janaviciute (Litwa) 3. Marta Zwierz, 65 kg: Karolina Paszko, +65 kg: Stella Gołębiewska 3. Monika LipkaAle dopiero w „Orbicie” się działo…na poważnie, bo to zaplecze wszystkich przyszłych gwiazd, dnia następnego (czyli w sobotę, 3 grudnia) we wrocławskiej hali „Orbita”. Nie da się ukryć, że przy całym szacunku dla wszystkich blisko 200-tu uczestników czempionatu Starego Kontynentu, nasza sympatia była skierowana na reprezentantów Polski, szczególnie wrocławianina (zawsze bliższa ciału koszula) Igora Lamota. Nie ma to nic wspólnego z osobistą sympatią dla faceta, który jest częstym gościem „Słowa Sportowego”. Zresztą Jacek wie doskonale, że popierając jego wieloletnie starania o popularyzację dyscypliny, nie tracimy zdrowego rozsądku, tym bardziej obiektywizmu. Zacznę więc od tego, że w sensie organizacyjnym wszystko było na tzw. piątkę. Sportowo zresztą też, ale na tym znam się średnio (więc obiektywny nie jestem). Niemal do ostatniego miejsca wypełniona hala – podczas eliminacyjnych bojów również widziałem solidnie zajętą widownię – żyła emocjonalnie, sekundanci uczestników mistrzostw szaleli na swoich stołkach, zatem cel został osiągnięty. My, wrocławianie kibicowaliśmy przemocno synowi szefa WKKK im. Oyamy Jacka Lamota – sprawcy tego czempionatu, człowiekowi – orkiestrze całego przedsięwzięcia (także kobierzyckiego). Nie dlatego, że lubimy „od zawsze” Jacka, Jego żonę Barbarę (gdyby Szanowni Czytelnicy zobaczyli, jak przeżywali występy syna!), a także samego Igora. I aż do półfinału było super. W prezentowanym na zdjęciu pojedynku Igor po morderczej walce pokonał rywala z Azerbejdżanu (po walce powiedział – nic nie widzę). Znalazł później pogromcę, ale za 2-3 lata – bo jest inteligentny, i lubi pracować – powali każdego z rywali. Trzymamy kciuki! Kobiety:55 kg Iwona Roreckaja (Litwa), 2. Joanna Hebda, 3. Agata Godos, 60 kg Ruta Brazdzionyte (Litwa), 65 kg Eimante Leliukaite (Litwa), 3. Julita Burczyńska, +65 kg Christie Bucholt (Dania), 3. Aleksandra Czerwiecka Mężczyźni:65 kg Valeh Jafarov (Azerbejdżan), 70 kg Dimitri Bartels ((Belgia), 75 kg Kyryło Rogozin (Ukraina), 3. Igor Lamot, 80 kg. Erekle Priveli (Gruzja), 2. Patryk Kostrzewa, 85 kg Maciej Mazur, +85 kg Gergo Petho (Węgry), 3. Michał Malesa i Maciej Matusewicz.

WALDEMAR NIEDŹWIECKI

Dziwna gala KSW

Piękną laurkę i słodkie czekoladki powinni dostać od Mariusza Pudzianowskiego właściciele federacji KSW. Gdyby nie ich sympatia do byłego strongmana (a właściwie do pieniędzy, jakie dzięki niemu mogą zarabiać), „Pudzian” musiałby doliczyć do swojego bilansu w MMA kolejną porażkę.

MP w Kendo

W miniony weekend poznaliśmy nowych mistrzów Polski w kendo, dość egzotycznej jak na polskie warunki, dyscyplinie rodem z Japonii. Kendocy rywalizowali w sobotę we Wrocławiu.

WSK w Stuttgarcie

Wrocławscy zawodnicy kendo walczyli w Niemczech

Mistrzostwa na 10!

W weekend Wrocław gościć będzie najlepszych w Polsce zawodników kendo.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij