„Miedzianka” przegrywa z Sandecją

Maciej Szumski, poniedziałek, 22 kwietnia 2013

W smutnych nastrojach z Nowego Sącza do Legnicy wracali podopieczni trenera Bogusława Baniaka. Miedź przegrała co prawda tylko 0:1 i z samego wyniku tragedii robić nie można, ale już styl, jaki zaprezentowali legniczanie, może budzić coraz większy niepokój. – Walczymy o I ligę i nie możemy sobie grać na tak zwanego „konia”, robić banalne błędy, bo potem tak jest, że przegrywamy – nie ukrywał frustracji przed kamerami telewizyjnymi doświadczony pomocnik Miedzi Marcin Nowacki.

avatar

Aby być jednak w pełni obiektywnym, trzeba przyznać, że w fragmentach meczu w Nowym Sączu gra „Miedzianki” nie wyglądała źle. Szybkie tempo pierwszej połowy mogło się podobać, zarówno jeden, jak i drugi zespół miał szansę na objęcie prowadzenia. Czujni na swoich posterunkach byli jednak po stronie Sandecji – Marcin Cabaj, w Miedzi – Aleksander Ptak i… Grzegorz Bartczak. Były obrońca m.in. Zagłębia Lubin w pierwszej części uratował bowiem swój zespół, skutecznie wybijając piłkę nieuchronnie zmierzającą do legnickiej bramki. Wynik dla Miedzi mógł za to otworzyć Zbigniew Zakrzewski, ale mając przed sobą właściwie tylko Cabaja, popularny „Zaki” przegrał pojedynek z golkiperem gospodarzy. Napastnik „Miedzianki” nie będzie zresztą dobrze wspominał meczu przeciwko Sandecji. Nie dość, że nie zdołał strzelić bramki, zaliczył „mało udany” występ (więcej przez 25 minut swojego pobytu na placu gry zrobił Jakub Grzegorzewski), to jeszcze doznał kontuzji wybicia barku. Jak długo potrwa przerwa Zakrzewskiego, ciężko stwierdzić, ale uraz wydaje się być sprawą co najmniej poważną, powodującą dodatkowy ból głowy u trenera Baniaka.
Popularny „Bebeto” nie ma zresztą się z zbyt wielu powodów do zadowolenia. W drugiej połowie Miedź zagrała kiepsko, dając szansę zaistnieć przeciwnikom. Co ciekawe, chwilę przed utratą decydującej o losach meczu bramki, to „Miedzianka” mogła jednak objąć prowadzenie. Niestety, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Grzegorzewski niefortunnie zamiast głową, odbił piłkę barkiem i futbolówka minimalnie minęła prawy słupek świątyni Cabaja. W odpowiedzi gospodarze przeprowadzili akcję rozpoczętą przez… kiksującego Bartczaka, po której gola na wagę trzech punktów zdobył najlepszy obecnie snajper Sandecji Patryk Tuszyński. – Mówimy sobie w szatni, że musimy po przerwie zagrać lepiej, ale nic z tego nie wynikło. Zapomnieliśmy, jak się strzela bramki. Klepiemy sobie pan do pana, mamy przewagę w posiadaniu piłki, ale co z tego? Czasem widocznie trzeba zagrać tak, jak z Polonią Bytom. Jedyne, z czego kibice po tym meczu mogą się cieszyć, to fakt, że mecz był ciekawy i mogło się to dobrze oglądać – wprost mówił na gorąco po spotkaniu wyraźnie niepocieszony wynikiem Marcin Nowacki. Niestety, po raz kolejny nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego o występie „Miedzianki”. Wydaje się, że brak tak ważnego jesienią ogniwa ,jakim był Wojciech Łobodziński faktycznie coraz bardziej daje o sobie znać. Przed Miedzią jednak seria ważnych pojedynków i najistotniejsze jest to, aby jak najszybciej wrócić na odpowiednie tory. Paradoksalnie bowiem w I lidze ostatnimi czasy sensacja goni sensację i legniczanie nadal są w grze pod tytułem: walka o awans.
SANDECJA NOWY SĄCZ –
MIEDŹ LEGNICA 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Tuszyński (85). Żółte kartki: Kowalski (Sandencja) oraz Bartczak (Miedź). Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec). Widzów: 1000.
SANDECJA: Cabaj – Makuch, Petran, Czarnecki, Mójta (83 Kowalski), Certik (65 Bębenek), Nowak, Mroziński, Kosiorowski, Giel (76 Górski), Tuszyński.
MIEDŹ: Ptak – Wołczek, Bany, Woźniczka, Bartczak, Kasperkiewicz, Łuszkiewicz (83 Marciniak), Nowacki, Madejski, Alexandre (73 Lenkiewicz), Zakrzewski (64 Grzegorzewski).
MACIEJ PIASECKI
PO MECZU POWIEDZIELI
BOGUSŁAW BANIAK (trener Miedzi): – Przyjechaliśmy do Nowego Sącza wygrać – takie było nasze założenie. Wiedzieliśmy, że Sandecja gra teraz dużo lepiej niż jesienią i to się potwierdziło. Nie można wygrać meczu, jak się nie wykorzystuje takich sytuacji, jakie mieliśmy w pierwszej połowie. Potem to się mści na nas i w 85. min po własnych błędach tracimy bramkę. Na dodatek kontuzjowany jest Zakrzewski i nie wiadomo na jak długo nam wypadnie. Pech za pechem.
MIROSŁAW HAJDO (trener Sandecji): – Chcieliśmy wygrać ten mecz i dopięliśmy swego. Przy tych sytuacjach Miedzi z pierwszej połowy, to nie wiem dlaczego graliśmy tak nerwowo w obronie. Cieszymy się z 3 punktów. Mamy swój cel i spokojnie go realizujemy. Oczywiście, jest jeszcze kilka rzeczy do poprawy, przede wszystkim rozegranie piłki, ale można to poprawiać, jednocześnie zdobywając punkty. Gratuluję moim zawodnikom, bo tworzy się tutaj naprawdę fajna drużyna.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.