Miedź zdemolowana w Bydgoszczy

Maciej Szumski, poniedziałek, 25 marca 2013

Podobno jak ma się pecha, to i w kościele cię okradną. Duży niefart miała w niedzielę Miedź. Legniczanie jechali do Bydgoszczy z dużymi ambicjami. Niestety, tylko na ambicjach się skończyło, bo Zawisza nie miał żadnej litości
dla swoich gości. Sromotna porażka 1:5 chluby nie przynosi, ale oddać należy, że na takie lanie podopieczni trenera Baniaka
nie zasłużyli.

avatar

Na bardzo dobrze przygotowanej bydgoskiej murawie doszło do szlagieru 20. kolejki I ligi. W niedzielne popołudnie spotkało się dwóch sąsiadów z czołówki tabeli, choć wynik meczu sugerowałby coś innego. Miedź, choć grała dobrze i przez większą część kontrolowała przebieg gry, przegrała 1:5. Futbol nie zawsze jest sprawiedliwy, z czego zdaje sobie sprawę doświadczony obrońca „Miedzianki” Krzysztof Wołczek: – W pierwszej połowie to my prowadziliśmy grę. Może w tej lidze tak nie powinniśmy grać, tylko trzeba było się cofnąć i czyhać na kontry? O porażce na pewno zadecydowały błędy w obronie. Zarówno te indywidualne, jak i ogólne. Z taką grą w defensywie tej ligi nie zwojujemy. Ale nie zamierzamy składać broni i będziemy walczyć. W dużo lepszym nastroju był bohater tego spotkania, Paweł Abbott, który dwukrotnie pokonał Aleksandra Ptaka i raz asystował. – Mojemu synkowi śniło się, że zdobędę dziś gola już w drugiej minucie. Udało mi się trochę później, więc cieszę się, że udało mi się jego sen odtworzyć. Miałem szansę na więcej bramek. Gdybym jednak wykorzystywał wszystkie okazje ,to pewnie dziś grałbym w Manchesterze City – pół żartem, pół serio skomentował napastnik Zawiszy.
Pierwsza połowa przypominała walkę bokserską, w której jeden z bokserów narzuca swoje warunki, ale mimo to ląduje na deskach. Miedź po raz pierwszy na deskach wylądowała już w 7. minucie. Wówczas Paweł Abbott prostym zwodem oszukał Daniela Tanżynę i strzałem w długi róg nie dał najmniejszych szans Aleksandrowi Ptakowi. Po stracie gola legniczanie odważnie ruszyli do ataku. W sytuacjach pod bramką Zawiszy podopiecznym trenera Baniaka brakowało zimnej krwi. Najbliżej szczęścia był Adrian Łuszkiewicz, po którego strzale piłka jedynie oznakowała poprzeczkę gospodarzy. Należy zaznaczyć, iż tę akcję kapitalnym rajdem lewą flanką zapoczątkował Mariusz Zasada. Miedź atakowała coraz śmielej i gdy wydawało się, że remis jest kwestią czasu, Zawisza wyprowadził kolejny cios. Jakub Wójcicki złamał linię spalonego i w sytuacji sam na sam pokonał Aleksandra Ptaka. Po trafieniu pomocnik gospodarzy wsadził piłkę pod koszulkę, czym dał jasno do zrozumienia, że wkrótce na świat przyjdzie jego potomek. Miedź zacisnęła zęby i zdecydowanie ruszyła na rywala. Niestety dla legniczan schemat się powtórzył i Zawisza ukłuł po raz trzeci. Swojego drugiego, a czwartego gola w rundzie jesiennej zdobył Paweł Abbott. Gołym okiem widać było, że obrona „Miedzianki” jest eksperymentalna, bo znów brak komunikacji zadecydował o tym, że Aleksander Ptak musiał wyciągać futbolówkę z siatki. W przerwie spotkania jeden z bohaterów, Jakub Wójcicki, mówił: – Na drugą połówkę wyjdziemy tak jakby na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0. Musimy nadal być skoncentrowani i nie poprzestać na tym wyniku.
W podobnym tonie musiał wypowiedzieć się w szatni trener Jurij Szatałow. Jego podopieczni tuż po przerwie podwyższyli rezultat. Z doskonałego podania Pawła Abbotta skorzystał Kamil Drygas i z najbliższej odległości wepchnął piłkę do siatki. Ten cios był decydujący. „Miedzianka” w drugiej części ani przez moment nie nawiązała do całkiem dobrej gry z pierwszej odsłony. A Zawisza, widząc zrezygnowanie legniczan, postanowił dobić rywala. W 76. minucie w swoim pierwszym kontakcie z piłką Sebastian Ziajka zdobył bramkę. Bydgoskim kibicom było mało i nie ustawali w śpiewaniu przyśpiewki „Zawisza gol”. Na złość miejscowym fanom zrobił Piotr Madejski, który w samej końcówce zdecydował się na indywidualny rajd zakończony honorowym trafieniem dla Miedzi. Pomocnik był zdecydowanie najjaśniejszą postacią gości. Był bardzo aktywny, inicjował wiele akcji. Szkoda tylko, że jego koledzy nie potrafili dotrzymać mu kroku.
W ostatnich dwóch meczach Miedzi można było oglądać festiwal kartek. Co ciekawe, w tym spotkaniu sędzia Krztoń ani razu nie sięgnął do swojej kieszonki. Piłkarze obu drużyn grali twardo, ale zgodnie z zasadami fair play. Należy raz jeszcze podkreślić, że Miedź zdecydowanie nie zasłużyła na taki wymiar kary, co nie oznacza, że przegrała niezasłużenie. Zawisza doskonale wypunktował rywala i wykorzystał wszystkie błędy obrony rywala. A że tych pomyłek w defensywie było tak wiele, to już osobna kwestia. Trener Baniak będzie miał sporo materiału do przemyśleń. Na wyciągnięcie wniosków ma dwa tygodnie, bo dopiero za ten czas Miedź zagra swoje ligowe spotkanie. Łatwo nie będzie, bo o pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej legniczanie powalczą z Flotą Świnoujście.
ZAWISZA BYDGOSZCZ –
MIEDŹ LEGNICA 5:1 (3:0)
Bramki: 1:0 Abbott (7), 2:0 Wójcicki (25), 3:0 Abbott (30), 4:0 Drygas (48), 5:0 Ziajka (76), 5:1 Madejski (85). Sędziował: Wojciech Krztoń (Olsztyn). Widzów: 3600 (w tym 150 gości).
ZAWISZA: Kaczmarek – Nawotczyński, Skrzyński, Petasz, Płonka, Mąka (69 Nather), Drygas, Masłowski (61 Ostalczyk), Hermes, Wójcicki (74 Ziajka), Abbott.
MIEDŹ: Ptak – Wołczek, Bany (58 Lenkiewicz), Tanżyna, Bartczak, Kasperkiewicz, Łuszkiewicz (37 Marciniak), Nowacki (46 Zakrzewski), Zasada, Madejski, Grzegorzewski.
GRZEGORZ BARYLAK


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.