Markowe rozmowy – Radosław Hyży

Maciej Piasecki, poniedziałek, 20 listopada 2017

Postać niezwykle barwna, mająca swoje zdanie i dużą mądrość życiową. Niegdyś zawodnik, obecnie trener WKS-u Śląska Wrocław. Szczerze – jak zawsze – mówi, dlaczego zawodnicy powinni mieć w domu lustro, opowiada o swoim zawodzie, doświadczeniach, grze dla kibiców i dzisiejszym społeczeństwie. Z jednej strony wulkan emocji, z drugiej spokojny człowiek, cały Radosław Hyży.

avatar
Trener Radosław Hyży powrócił do Wrocławia i został trenerem młodych koszykarzy Śląska Wrocław (fot. W. Cebula)

Dokopałam się do archiwalnych numerów „Słowa Sportowego”, w których np. w 2004 r. powiedział Pan półżartem, że może będzie kiedyś trenerem, ale zobaczymy, w 2013 r. było podobnie. A teraz rozmawiam z selekcjonerem WKS Śląska Wrocław.
RADOSŁAW HYŻY: – Uściślijmy, zawsze chciałem zostać trenerem, tylko nigdy o tym nie mówiłem. Teraz wiem, że nie myślałem, że będzie tak ciężko. Dorastałem jako zawodnik w innych czasach i wtedy może bycie trenerem było łatwiejsze. Z nami rozmawiało się w szatni prosto, bez ogródek, szczerze, żołnierskimi słowami. Teraz nie można powiedzieć pewnych rzeczy, bo zawodnik może się obrazić lub coś podobnego.

Rozumiem, że zawód trenera wymaga pokory?
Tak. Mnie wydawało się, że przejście z bycia zawodnikiem będzie naturalne. Może dla niektórych było to łatwiejsze, ale dla mnie to był szok. Teraz jestem w trochę mniejszym szoku.

Dlaczego?
Pamiętam, kiedy sam skończyłem grać, myślałem, że z zawodnikiem wystarczy porozmawiać: „wiesz, musisz trenować, będę w stosunku do ciebie w porządku, przyjdę, wytłumaczę pewne rzeczy, pokażę na wideo” i sądziłem, że naprzeciwko mnie będzie siedzieć zawodnik, który to zrozumie. Najczęściej jest tak, że tłumaczę i jest zero odzewu. To może ja źle tłumaczę? Problem jest w myśleniu niektórych graczy i tym, że nie mają w domu lustra. Nazywam to lustrem, żeby spojrzeć prawdzie w oczy, jakim jestem zawodnikiem i jakim jestem człowiekiem. I często trener spotyka się ze ścianą, bo zawodnik nie słucha albo ma o sobie większe mniemanie. Wtedy są dwie opcje: trener traci pracę, bo zawodnik ma więcej do powiedzenia w klubie, albo odwrotnie.

Czyli w tych czasach trudniej jest być zawodnikiem?
Przyznaję, że to jest fajnie odwrócone pytanie. To jest tak samo, jak bardzo wiele osób zastanawia się, czy teraz łatwiej jest być nastolatkiem, czy kiedyś było łatwiej. Uważam, że teraz jest trudniej dorastać. To są trudne czasy. My mieliśmy mocniejszy kręgosłup moralny ukształtowany przez rodziców, szkoła też nas więcej uczyła, były autorytety, nie było internetu, nie wiedzieliśmy, co jest na zachodzie. Teraz każdy może się wychowywać jak chce i mnie się to w sporcie nie podoba. Ludzie nie rozumieją, że w sporcie jest potrzebna dyscyplina, a młodzież jej nie ma. Moim trenerom wiele można zarzucić, ale zawsze była dyscyplina. Nie było tak, że można było odezwać się do trenera i nie ponieść konsekwencji. Teraz trenerzy nie mogą sobie poradzić z 13- lub 15-latkami. Brakuje im silnej ręki starszego pokolenia trenerów.

Słyszałam Pańską anegdotkę o pani od matematyki…
To jest mój wzór, siedziałem w pierwszej ławce i wiele się od tej pani nauczyłem. Zrozumiałem, że nie chodzi o klasę, tylko o to, jak nauczyciel będzie podchodzić. Ta sama klasa na języku polskim i fizyce robiła co chciała, a na matematykę nikt nigdy się nie spóźniał, każdy zawsze zachowywał się wzorowo. Biorę od tej pani dużo w trenowaniu i nie mam żadnych problemów dyscyplinarnych w moim zespole. Dla mnie zawodnik albo robi to, co chcę, albo nie robi, a jak nie robi, to chyba czas znaleźć trenera, który pozwoli robić to, co oni chcą.

Trener też powinien być takim nauczycielem i wychowawcą.
Trener jest po pierwsze wychowawcą. Czasem o tym zapominamy. Moja żona się niekiedy czepia, że wychowuję córkę jak zawodników, a to nie jest moja zawodniczka. Uważam, że należy ostro wychowywać swoje dzieci i swoich zawodników, bo muszą sobie poradzić, jak już mnie nie będzie. Chcę, żeby następnemu trenerowi albo nauczycielowi z moją córką było łatwiej. Przygotowuję ją do dorosłego życia, tak samo zawodników chcę przygotowywać do życia w dorosłej koszykówce.

Wspomniał Pan wcześniej, że chciałby rozmawiać z zawodnikami, a to jest młody zespół, bo średnia wieku to około 22 lat.
Nie uważam tego zespołu za młody. Twierdzę, że 16-18 lat to są młodzi zawodnicy i powinniśmy w Polsce zrozumieć, że młodzi zawodnicy w sporcie kończą się w wieku 19 lat. Uważam swój zespół za doświadczony, który grał w ekstraklasie, w I, w II lidze, mają po 21-22 lata, jest dwóch młodszych zawodników, ale z ogromnym doświadczeniem, jeśli chodzi o reprezentację i granie w U20. I liga nie jest tak mocna, żeby tego nie unieśli. Za długo wierzymy, że dwudziestoparolatek jest obiecujący. Musimy stawiać młodym zawodnikom wyżej poprzeczkę.

I swoim zawodnikom ją Pan stawia?
Oczywiście, ale stawiam ją też sobie i przez to jestem nieszczęśliwy, bo wiem, że dużo jeszcze nie wiem, szczególnie gdy teraz poznaję nowe tajniki i myślę, że przecież moja głowa jest taka mała. Muszę się codziennie mierzyć z tym, że nie jestem taki mądry, bo ja to lustro w domu mam.

Stanęliśmy na tym, że ma Pan doświadczony zespół.
Nazwałbym to raczej połączeniem rutyny z młodością… Dowody osobiste niektórzy mają odpowiednie.

Skoro jest więc rutyna z młodością, chciałabym się skupić na tej młodości. Jak szkolić takich młodych zawodników, żeby nie strzeliła im przysłowiowa sodówa?
Ja bym chciał, żeby komuś ta sodówa uderzyła, bo wtedy my – trenerzy – będziemy potrzebni. Jeśli strzeli, to znaczy, że coś dobrze zagrał. A kiedy ma mu strzelić? Jak będzie mieć 40 lat i będzie się zastanawiać, czy kupić Ferrari? Uważam, że jesteśmy za mało wyrozumiali. Jestem za dyscypliną, ale jak ktoś zdobędzie bardzo dużo punktów i bardzo dobrze zagra, to powinien się z tego cieszyć. A że czasem jedna czy dwie głowy nie wytrzymują, po to są rodzice i trenerzy, żeby utemperować danego zawodnika. Potrzeba rozwagi.

Kiedy oglądam Wasze mecze, widzę, że wyróżnia się 20-letni Olek Dziewa.
Mam problem z Olkiem, bo nie stawiałem na niego od początku, ale piłka go szuka i to jest ten dar, który ma. Wydaje mi się, że nie zagraliśmy na niego żadnej zagrywki, a swoje punkty robi. To poprawna gra 20-latka, ma przewagę wzrostu, więc ją wykorzystuje. Kiedyś usłyszałem fajną anegdotę. Dziennikarz pyta trenera: „center ma 16 zbiórek, wspaniały wynik”, a trener na to: „przecież jest wysoki to niech zbiera”. Dalej: „rozgrywający ma 18 asyst”. „Ma przy tyłku cały czas piłkę, więc dlaczego się dziwić”. Tutaj jest tak samo, Olek jest wysoki, sprawny, młody, piłka go szuka, zdobywa punkty, ale nic nadzwyczajnego w jego grze jeszcze nie zobaczyłem.

A coś nadzwyczajnego widzi Pan u Karola Michałka?
Uważam, że to jest zawodnik w 100% za zespołem. Jego zaangażowanie, poświęcenie na treningach i na meczu jest dla mnie uderzające. Podaję go za wzór, bo jeszcze nigdy nie narzekał. Według mnie takich zawodników trzeba wyróżniać i o nich opowiadać, bo cechy, które posiada Karol, umykają innym trenerom, a na pewno umykają kibicom.

Powiedział Pan bardzo ciekawą rzecz, my – dziennikarze – czy kibice nie widzimy, jaką pracę wykonuje dany zawodnik na treningu.
Zawsze powtarzam zawodnikom, że kibiców i prezesów nie interesuje, co robimy od poniedziałku do piątku. My musimy w sobotę czy niedzielę pokazać swoją grę. Naszym psim obowiązkiem jest chodzenie do pracy, a dopiero pokazanie się świadczy o nas. Niektórzy zawodnicy nie mają statystyk, nie błyszczą w nich, ale są bardzo potrzebni w zespole.

Czy Waszym celem jest awans do play-offów?
To minimum. To kolejna rzecz, której nie boję się mówić. Wierzę w swój zespół i uważam, że to lepsze podejście do danej sprawy. Są dwie szkoły. Jedni mówią: „awans? No nie… Tamci mają lepsze warunki. Ósemka? Ciężko…”. Ja tego nie lubię, spotykałem się z takimi trenerami na swojej drodze i to mnie denerwowało. Ósemka to minimum, ale naszym celem jest czwórka. Ludzie mówią: „Nie będzie czwórki, będą się z trenera Radosława śmiali”. Trzeba wziąć to na klatę. Jeśli ktoś zechce się pośmiać po sezonie, że zajmiemy 12., 11. albo 8. miejsce, a ja mówiłem, że będzie 4. – przyjmę to na klatę, z pokorą i przeanalizuję, co źle zrobiłem.


źródło: własne


Proste pytanie: 3 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.