Małymi krokami do przodu

To już piąta odsłona cyklu reportażowego redaktora Macieja Piaseckiego pod tytułem „Na własne oczy”. Tym razem nasz dziennikarz odwiedził Ząbkowice Śląskie. Właśnie tam swoją siedzibę ma ósma drużyna ligowej klasyfikacji, dobrze znany dolnośląskim kibicom Orzeł. – Pierwsza szóstka jest takim moim małym marzeniem, a miejsce w ósemce na koniec będzie dobrym fundamentem, żeby w przyszłym sezonie walczyć o coś poważniejszego – opowiada trener ząbkowickiej drużyny Tomasz Stelmach.

Zanim jednak nadarzyła się okazja porozmawiać z opiekunem Orła, same Ząbkowice Śląskie przywitały mnie... mało pozytywną aurą. Mowa tu rzecz jasna wyłącznie o warunkach pogodowych, które bardziej przypominały wyprawę do angielskiego miasteczka, aniżeli obranie kursu do zimowego (przynajmniej na papierze, czyt. kalendarzu) polskiego miasta. Z dworca autobusowego zostałem odebrany przed kierownika Józefa Mierzwińskiego, którego miałem zlokalizować, poszukując niebieskiego samochodu. – To auto jest niebieskie, kiedy wyjeżdża z myjni samochodowej – stwierdził z przymrużeniem oka kierownik, kiedy spojrzałem na wspomniany motoryzacyjny punkt odniesienia.


Po dotarciu na miejsce, Mierzwiński oprowadził mnie po terenie kompleksu miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, gdzie znajduje się również stadion Orła. – Płyta jest po gruntownym remoncie, czyli aeracji oraz piaskowaniu – opowiadał kierownik, pokazując nieźle wyglądającą murawę. Moją uwagę zwróciło miejsce, w którym znajduje się stadion. Jest to typowa niecka, której widok robi spore wrażenie. – Mamy jeszcze boisko treningowe zewnętrzne, drugie wewnętrzne oraz zaraz obok orlik – jakkolwiek brzmi ta nazwa w odniesieniu do ząbkowickiego zespołu. Tak czy owak, baza – jak na III ligę – jest porządna. Zabrałem się więc do uwiecznienia infrastrukturalnych ujęć na fotografii, bo chwilę później czekała mnie rozmowa z trenerem Orła Tomaszem Stelmachem.

Jak pan chce, to możecie panowie sobie spokojnie usiąść w drugim pomieszczeniu, gdzie nikt nie będzie przeszkadzał – zaproponował Mierzwiński. Skrzętne skorzystanie z takiego rozwiązania okazało się strzałem w dziesiątkę, bo tematów do obgadania było co najmniej kilka. Na początek podsumowanie. – Biorąc pod uwagę dwa poprzednie sezony w wykonaniu klubu, gdzie Orzeł pałętał się w ogonach ligowej tabeli, to jestem zadowolony. Założyłem sobie cel miejsca w pierwszej dziesiątce. Moim zdaniem postępy można robić małymi kroczkami – odpowiedział na pytanie trener, dodając przy tym nieco z innej beczki: – Biorąc jednak pod uwagę okoliczności spotkań, w których traciliśmy bramkę, naszą grę, pozostaje spory niedosyt. Tak naprawdę, zabrakło nam czterech punktów, żeby być wiceliderem III ligi – zakończył Stelmach. 


Widać, że trener Orła jest ambitnym człowiekiem. Podkreślał to zresztą kierownik Mierzwiński, kiedy spacerowaliśmy po murawie stadionu. – Tomek jest bardzo ambitny i gdyby mógł, to awansowałby to II ligi już jutro. Jest związany z regionem i chce jak najlepiej dla naszej piłki – stwierdził dodając przy tym: – Co do młodości i ambicji, to od niedawna mamy nowego prezesa Dariusza Małozięcia. Wcześniej był nim zresztą jego wielce zasłużony dla klubu ojciec Jan. Młodość plus doświadczenie w zarządzie może dać pozytywny efekt dla wszystkich – słusznie zauważył Mierzwiński. Nie tak dawno Orzeł był naprawdę silnym punktem na dolnośląskiej mapie piłkarskiej.

Ideę powrotu do pięknych tradycji rozjaśnił nieco trener Stelmach. – My teraz chcemy przede wszystkim ustabilizować naszą równą i dobrą grę, żeby cieszyć nią kibiców. Być może w przyszłym sezonie porozmawiamy o awansie – podkreślał szkoleniowiec. W Orle widać początki budowania czegoś, co faktycznie w niedalekiej przyszłości może wypalić. – Był czas spojrzeć na pełnym spokoju i przeanalizować wszystko. Cieszyłem się i robię to nadal, kiedy ludzie obserwujący naszą grę – chociażby trenerzy innych zespołów – chwalą nas, za styl gry. Z drugiej jednak strony zastanawiam się, czy gdybyśmy zajęli to drugie miejsce, to czy nie byłoby to za wysoko? Od razu pojawiłby się temat awansu, a po prostu trzeba poczekać i spokojnie poukładać wszystko organizacyjnie – rozsądnie opisywał trener Orła. Progres w porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy paradoksalnie ząbkowiczanie  spadli z ligi (ostatecznie, po rezygnacji beniaminków ze strony lubuskiej, Orzeł powrócił na trzecioligowy front), jest jednak widoczny. – Liczyliśmy z chłopakami, że teraz mamy 23 punkty, a w zeszłym roku zespół miał cztery oczka na koncie. A to praktycznie ten sam skład personalny – zauważa Stelmach.


W Ząbkowicach Śląskich coraz bardziej stawiają na młodzież. – Dawid Gołdyn jest z rocznika 1993 i ma bardzo dobrą rundę za sobą. Do tego Paweł Pukacz, rocznik 1995 i Marek Postawa, również 1993. Dodatkowo chcemy ściągnąć Tomka Cieślaka, który był naszym zawodnikiem, ale odszedł do Młodej Ekstraklasy Śląska Wrocław. Myślę, że to będzie wzmocnienie – podkreśla szkoleniowiec. W Orle są jednak również ludzie, którzy swoim doświadczeniem wspierają młodych i zdolnych kolegów. – Istnieje taki trzon zespołu: Okrojek, Zieliński, Deneka, Madej, Woźniak. Taka dwójka, która mobilizuje chłopaków cały czas, to Zieliński i Woźniak. Po przegranym spotkaniu z Ilanką, gdzie powinniśmy wygrać, w szczególności ta dwójka, po prostu kipiała ze złości. Zdawali sobie sprawę, że byliśmy lepsi, ale cóż... taka jest piłka – rozkłada ręce trener Orła, zauważając jedną ciekawą rzecz: – Fajne jest jednak to, że dla tych chłopaków każde kolejne spotkanie to nie jest zwykły mecz. Oni wkładają w to mnóstwo siebie.

Lista poruszanych wątków podczas rozmów, czy to z trenerem Stelmachem, czy też kierownikiem Mierzwińskim, nie miała końca. Właściwie to nawet dokładnie trudno mi określić, czy do końca można mówić o debacie na temat piłki, czy bardziej aspekcie mentalnym sportowca i całej tej otoczce, towarzyszącej na co dzień. Na koniec kierownik Mierzwiński zaprezentował otrzymany od Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej wycinek ze „Słowa Polskiego”. Co ciekawe, data to 29 maja 1959 roku! Historycznych pamiątek w siedzibie klubu mają zresztą więcej – chociażby patrząc na pucharową kolekcję. W końcu 65 lat tradycji robi swoje. Pozostaje więc życzyć ząbkowickiemu Orłowi sukcesów sportowych i organizacyjnego spokoju.

Na własne oczy

Z noworocznymi odwiedzinami w ramach cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki wybrał się na wizytację do Świdnicy. W tym, jakże bogatym w historię mieście, swoją siedzibę ma Polonia, która plasuje się na szóstej pozycji w tabeli III ligi dolnośląsko-lubuskiej.

Radomski w Świdnicy

Świdnicka Polonia nowy rok rozpoczęła z nowym dyrektorem ds. organizacyjnych i prawnych.

Na własne oczy

Na świąteczną odsłonę cyklu reportażowego „Na własne oczy” Maciej Piasecki zaprasza do Dzierżoniowa. Swoją siedzibę ma tam trzecia w ligowej hierarchii Lechia.

Na własne oczy

W drugiej odsłonie cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki z wizytacją wybrał się do Trzebnicy. Swoją siedzibę ma tam wicelider III ligi Polonia.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij