Krzysztof Piątek, czyli z Dzierżoniowa na podbój Mediolanu!

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 28 stycznia 2019

23-letni Krzysztof Piątek zrobił furorę we Włoszech, grając w średniaku z Genui. Zdobyć tam aż trzynaście bramek i rywalizować o tytuł króla strzelców z Cristiano Ronaldo to jak zdobyć Mount Everest. Teraz Piątek stał się najdroższym polskim piłkarzem w historii i za 35 milionów euro przeniósł z Genoi do AC Milan. My tymczasem odwiedziliśmy miejsce, gdzie wszystko się dla niego zaczęło.

avatar
Krzysztof Piątek już w sobotę zadebiutował w barwach AC Milan (fot. foxsportsasia.com)

Klubu, który dla wielu w Polsce kojarzy się ze wspaniałym Dream Teamem, w którym grali tacy piłkarze jak Roberto Baggio, Danielle Massaro, Paolo Maldini czy też bardziej współczesny idol Andrij Szewczenko. I choć Milan dzisiaj nie ma tak wielkiej pozycji w światowym futbolu jak kiedyś, to wciąż działa na wyobraźnię wszystkich w Polsce. Ale zanim Piątek podbił Mediolan, podbił boiska Dzierżoniowa, grając w tamtejszej Lechii. U nas, na Dolnym Śląsku. I o tym będzie ta opowieść!

Od małego miał to coś!

Krzysztof Piątek nie urodził się w Dzierżoniowie, jak błędnie podaje znany portal piłkarski, a w leżącej nieopodal Niemczy, oddalonej od Dzierżoniowa o 14 kilometrów. Na stary, rozpadający się już stadion III ligowej Lechii miał więc daleko. Prawie godzinę jazdy autobusem. - Nieraz się spóźnił na treningi, a to nie dojechał a to poszedł wagarować, generalnie był z niego niezły urwis! – mówi nam Zbigniew Soczewski – człowiek legenda w Dzierżoniowie, pierwszy trener Piątka w seniorach, oraz aktualny szkoleniowiec pierwszego zespołu, który nie tak dawno toczył równe boje z Jagiellonią Białystok w Pucharze Polski, ale dzisiaj broni się przed spadkiem z III ligi. Dla futbolu Krzysztofa Piątka odkrył jednak Andrzej Bolisęga, znany działacz samorządowy, były wiceburmistrz Dzierżoniowa, ale przede wszystkim trener juniorów piłkarskich w założonej przez siebie szkółce: Dziewiątka Dzierżoniów! To tam najpierw Piątek trafił z drużyny Niemczanki, ze staropiastowskiej Niemczy, by wreszcie znaleźć się w Lechii Dzierżoniów. To właśnie Bolisęga dostrzegł talent „Bani”. No właśnie jeszcze nie „El Pistolero” ale „Bani”, bo co mu na banię popularną siadło, czyli na główkę to wpadało do siatki. Tak będzie później też w Cracovii gdzie strzeli 32 bramki w dwa lata i w Genoi, gdzie wystarczyło mu pół roku, by strzelić kilkanaście goli. Wróćmy jednak do początków, do Dzierżoniowa.

ŁUKASZ CIONA

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.