Krzysztof Gajewski pobił rekord Polski w długodystansowym pływaniu bez pianki na otwartych akwenach

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 22 lipca 2019

Choć apetyty był na pobicie rekordu świata w długodystansowym pływaniu bez piany na otwartych wodach, to skończyło się na pobiciu rekordu Polski. Krzysztof Gajewski w 32,5 godziny przepłynął 78,7 km. Próbę przerwał ze względu na hipotermię.

avatar
Krzysztof Gajewski pobił rekord Polski w ciągłym pływaniu bez pianki na otwartych wodach (fot. archiwum K. Gajewski)

– Czy się boję? Oczywiście, że się boję. To co robię nie jest bezpieczne – mówił na dwa tygodnie przed podjęciem próby Krzysztof Gajewski. Do wody pływak z Dolnego Śląska wszedł o 14.30 15 lipca. Rekord miał bić płynąc przez jeziora i kanały mazurskie. Trasa wiodła przez 13 jezior, 7 kanałów; m.in. Kanał Giżycki, Niegocin, Tałty, jezioro Mikołajskie aż do Śniardw. Po pokonaniu 85 km miał zawrócić, by tą samą trasą powrócić na Mamry. – Najbardziej boimy się warunków pogodowych. Burza zmusi mnie do wyjścia z wody – mówił Gajewski. Cel był bardzo ambitny, bowiem trenujący na co dzień we Wrocławiu Gajewski chciał pobić rekord świata, który w 2017 ustanowiła Amerykanka Sara Thomas. Pokonała wtedy aż 168 km! Woda w jeziorach mazurskich miała ok. 19 stopni, co wcale nie ułatwiało zadania pływakowi. Przebywanie długo w takiej temperaturze grozić mogło zbytnim wychłodzeniem organizmu. Próba, która miała potrwać nawet trzy doby, zakończyła się po 32 godzinach i 33 minutach. Krzysztof Gajewski przerwał ją po przepłynięciu 78,7 km. Powód? Hipotermia. Pływak przyznał, że to był ostatni moment, żeby wyjść z wody o własnych siłach. – Hipotermia.. Najpierw uczucie chłodu, później pojawiają się dreszcze. Kolejny krok to halucynacje i lęki. Gdy po tym wszystkim nagle przestajesz czuć zimno to znak, że nie ma już żartów. Organizm przestaje się bronić. Wtedy właśnie na 78 kilometrze zapadła decyzja o przerwaniu płynięcia. Ostatnie 400 metrów do brzegu w tym stanie to wizje jak z koszmarów. Wychodzę na brzeg i zaczyna się walka o moje zdrowie. Gdyby nie dr n. med. Michał Starosolski i jego ratownicy Adam Hnatyszyn i Kordian Grzybek pewnie wylądowałbym w szpitalu – napisał w swoich mediach społecznościowych Krzysztof Gajewski. Pływak zapewnia, że kolejną próbę bicia rekordu świata podejmie w przyszłym roku.

ALEKSANDRA SZUMSKA

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.