Koszykarki Ślęzy Wrocław po 30 latach zdobyły drugie w historii mistrzostwo Polski

Maciej Piasecki, poniedziałek, 8 maja 2017

„Wrocławianki potrafiły się skoncentrować w tym decydującym boju i grały bardzo dobrze, a podenerwowane takim obrotem sprawy krakowianki popełniały błędy” – tak 30 lat temu w „Gazecie Robotniczej” pisał nieżyjący już redaktor Tadeusz Doliński. Te słowa są również idealnym opisem ostatniego spotkania pomiędzy Ślęzą i Wisłą, z tym że w roku 2017. Mistrzostwo Polski, po chudych latach żeńskiej koszykówki w naszym mieście wróciło do Wrocławia!

avatar
Tak prezentował się złoty zespół sprzed 30 lat (fot. archiwum M. Pawlak-Marzec)

30 lat temu…

Koszykarki Ślęzy cztery raz z rzędu zdobywały wicemistrzostwo Polski. Wisła była dominatorem… – W Hali Ludowej były jakieś targi. W związku z tym pierwszy mecz rozegrałyśmy w hali przy ulicy Mieszczańskiej – wspomina Mariola Pawlak-Marzec – bohaterka rywalizacji z Wisłą 30 lat temu i żywa legenda Ślęzy Wrocław. – Rywalizacja wtedy toczyła się do dwóch zwycięstw. Pierwszy mecz u siebie wygrałyśmy i kiedy świętowałyśmy w szatni, trener powiedział nam „Dziewczyny, w piątek jedziemy do Krakowa. My tam możemy wygrać, one muszą” – wspomina Mariola Pawlak-Marzec. Mało kto koszykarki z Wrocławia stawiał w roli faworytek. – One miały nóż na gardle, my nie miałyśmy presji i do tego drugiego meczu podchodziłyśmy na luzie – przyznaje Iwona Kowalczyk-Zuchora. – Byli tacy, którzy w nas wierzyli, więc kiedy okazało się, że pokonałyśmy Wisłę po raz drugi (76:52) nagle w szatni znalazł się szampan i rozpoczęło się świętowanie – wspomina Lucyna Wierzbicka. Mistrzowski zespół grał wtedy w składzie: Mariola Pawlak, Mirosława Pabijasz, Teresa Swędrowska, Katarzyna Kowalska, Iwona Kowalczyk, Violetta Kuźbik, Maria Lenczowska, Zuzanna Leżuch, Barbara Klęczar, Lucyna Wierzbicka, Beata Fajowska. Zespół poprowadzili: Zbigniew Fajbusiewicz i Romuald Krauze. Najlepszą zawodniczką została Mariola Pawlak, która w ostatnim meczu rzuciła 33 punkty, została także „królową strzelczyń” z dorobkiem 673 pkt. – Po wygranym meczu i szale radości zaczęłyśmy się zastanawiać, gdzie by tu można było poświętować. Na wyjeździe z Krakowa był zajazd „Krak”, trenerzy wszystko zorganizowali i impreza trwała do białego rana – opowiada Mariola Pawlak-Marzec. – Z Wisłą zawsze miałyśmy na pieńku, bo to właśnie ta drużyna co roku pozbawiała nas mistrzostwa Polski – dodała Pawlak-Marzec. – Byłyśmy innym zespołem niż te, które są teraz – opowiada Iwona Kowalczyk-Zuchora. – Teraz jak na kolejny sezon zostaną dwie, trzy zawodniczki, to jest dobrze, a my ze sobą grałyśmy przez lata. To było też naszym kluczem do sukcesu. Właściwie trzon zespołu został stworzony w roku 80, a później dochodziły do nas poszczególne zawodniczki. Kibice, kiedy słyszeli nazwisko którejś z koszykarek, od razu zgadywali jaki to klub. Teraz już tak nie ma, ale to dlatego, że są inne czasy, panowały inne zasady – przyznaje Iwona Kowalczyk-Zuchora. – To, co było też fajne i co będziemy zawsze wspominać, to posezonowe turnieje. Teraz każda dziewczyna pakuje się w walizkę zaraz po ostatnim meczu, a my dzięki wspólnym wyjazdom miałyśmy okazję  jeszcze bardziej się zintegrować – dodaje Kowalczyk-Zuchora.

OSZ

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 3 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.