Kolejna domowa porażka Śląska Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 5 listopada 2018

Po ubiegłotygodniowej wygranej (wygranej? pogromie!) w Legnicy, kibice Śląska spodziewali się po piłkarzach punktowej zdobyczy w ostatnim wyjazdowym meczu formalnej rundy jesiennej. Oczekiwania jednych i możliwości drugich kompletnie się jednak rozminęły, zresztą nie pierwszy raz. Mimo sprzyjających okoliczności, za co uznać należy grę w przewadze już od 28. minuty, wrocławianie nie potrafili przeciwstawić się płockiej Wiśle, pokazując, że w tym sezonie są jak cała nasza LOTTO Ekstraklasa...

avatar
Tadeusz Pawłowski (na zdjęciu) ma o czym myśleć. Śląsk przegrał połowę meczów w tym sezonie LOTTO Ekstraklasy (fot. K. Pączkowska)

Zaskakujący, nieprzewidywalni, groteskowi. Czasami niebywali, a częściej pokręceni. Nie wiadomo, co przygotują na weekend, superkino czy gniot, zagrają wolnego poloneza czy rock&rolla, przyprawią beszamelem czy zbyt ostrą papryczką. Gdyby jeszcze tych jasnych momentów było więcej, gdyby wystarczyły na dobrą lokatę w klasyfikacji... Taką w górnej ósemce. Na razie nie wystarczają.

Apatycznie

Nowy trener wiślaków, Kibu Vicuna zna zawodników WKS bardzo dobrze, jak sam mówił jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, jako asystent Jana Urbana trenował 80 procent z nich. Płocczan przejął przed miesiącem, niewykluczone więc, że wie o wrocławianach więcej niż o swoich nowych podopiecznych. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że tak rzeczywiście będzie... Pierwsza połowa to taki wspomniany polonez. Gra apatyczna, wolna, bez momentów przyśpieszenia, zaskoczenia, konkretów i dobrych strzałów. Może piłkarzy onieśmieliło odegranie czterech zwrotek Mazurka Dąbrowskiego, co miało związek z obchodami 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Również z tej okazji, Śląsk wystąpił w biało-czerwonych strojach. Więcej czerwieni niż koledzy, zobaczył w 28. minucie Adam Dźwigała. Obrońca gości sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Damiana Gąskę i po zdecydowanej reakcji arbitra nawet nie protestował. Po zmianie stron, Zbigniew Dobrynin podjął kolejną korzystną decyzję dla gospodarzy, dyktując rzut karny za rzekome przewinienie Cezarego Stefańczyka na Robercie Pichu. Decyzję podważyli sędziowie VAR, a jak pokaz ały powtórki, faulu – i tym samym „jedenastki” – nie było.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 0 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.