KGHM Zagłębie Lubin nokautuje Śląsk Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 17 września 2018

Jednostronny przebieg, wysokie zwycięstwo gospodarzy i gol bezpośrednio z rzutu rożnego – to najważniejsze, co pozostanie w pamięci po 41. derbach Dolnego Śląska pomiędzy KGHM Zagłębiem Lubin a Śląskiem Wrocław. Zdecydowanie lepszą drużyną byli Miedziowi, a ich pierwszoplanowa postać – Filip Starzyński – miała swój udział we wszystkich czterech golach. Minusy? Niestety – niska frekwencja.

avatar
W piątkowych derbach Dolnego Śląska Filip Starzyński (w wyskoku) był górą nad Michałem Chrapkiem i pozostałymi piłkarzami WKS (fot. K. Pączkowska)

Najwyższe zwycięstwo lubinian w tym sezonie oglądało nieco ponad 6 tysięcy widzów. To najniższa derbowa frekwencja od – uwaga – 2002 roku... Ślad po Miedzi Skupmy się jednak nie na nędznym zainteresowaniu fanów, ale na analizie boiskowych wydarzeń. Zacznijmy od... końca, mianowicie od pomeczowego komentarza trenera ZL, Mariusza Lewandowskiego. – Za nami dwa tygodnie ciężkiej pracy, mentalnej i fizycznej. Cieszę się, że zawodnicy wykonali plan, choć też może nie w stu procentach, bo pierwsze minuty w naszym wykonaniu nie były najlepsze i jest co poprawić. Po strzeleniu bramki grało nam się zdecydowanie lepiej, następnie poprawiliśmy drugim golem. W przerwie powiedziałem zawodnikom, że trzeba sprowokować kilku zawodników do drugiej żółtej kartki, tak też się stało. Cieszę się, że konsekwentnie realizowali nakreślone zadania. Wynik 4:0 cieszy nie tylko mnie, ale też kibiców, chcieliśmy bowiem zrehabilitować się za porażkę z Miedzią – mówił lubiński Lewy, który po serii pytań od dziennikarzy poprawił jeszcze: – Derbowe pojedynki rządzą się swoimi prawami i kibice pewnych rzeczy nie wybaczają. Ja też jestem z tego regionu i sam nie mogłem sobie wybaczyć tamtej porażki, cieszy mnie to, że teraz, w kolejnych derbach, odnieśliśmy zwycięstwo. Porażka z Miedzią... Nie chodzi tu o obrażanie się kibiców na zespół, ale o jej niebagatelny wpływ na postawę zawodników w piątek. Ich skupienie, konsekwencję, spryt, pomysłowość, nie mówiąc o zaangażowaniu i skuteczności. Czas na pracę był, takowy umożliwiła przerwa na mecze reprezentacji narodowych. A Lewandowski wiedział, że to może być dla niego decydujący czas w Lubinie. Dwóch derbowych pojedynków, na dodatek z rzędu, przegrać nie wolno. Nie wybaczyliby kibice, nie wybaczyłaby klubowa wierchuszka. I jak się okazało, nie ma czego wybaczać. To znaczy – w Lubinie...

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 3 + 8 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.