Józef Tracz najpopularniejszym trenerem Dolnego Śląska w 2012 roku

Głosami czytelników „Słowa Sportowego” tytuł najlepszego trenera na Dolnym Śląsku w minionym roku przypadł Józefowi Traczowi, opiekunowi zapaśników Śląska Wrocław i asystentowi pierwszego trenera reprezentacji Polski.

Dlaczego trener najlepszych polskich zapaśników nie jest trenerem reprezentacji Polski?

JÓZEF TRACZ: – Nie jestem pierwszym trenerem reprezentacji, ale jestem jego asystentem. I to już od pięciu lat. Brałem udział m.in. w przygotowaniach do Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Ale do Londynu już Pan nie pojechał?

– Pojechałem, ale jako kibic. Oglądałem z trybun walki naszych zawodników. Siedząc na widowni podpowiadałem, krzyczałem, no i przede wszystkim cieszyłem się kiedy Damian Janikowski zdobywał medal. Ale w składzie kadry na Igrzyskach Olimpijskich rzeczywiście mnie nie było. PKOL miał limity miejsc i pojechało dwóch trenerów etatowych.

Kibice są jednak zgodni w opinii, że sukces Janikowskiego to przede wszystkim Pańska zasługa...

– Ale nie tylko ja dołożyłem starań, żeby Damian i Łukasz Banak mogli powalczyć na Igrzyskach Olimpijskich. Przede wszystkim jest to zasługa trenera kadry Ryszarda Wolnego i drugiego trenera Włodzimierza Zawadzkiego, który jest zarazem trenerem kadry juniorów. Ja jestem trzecim trenerem do pomocy, jeżdżę na większość zgrupowań, zawodów, konsultacji...

I nie ma Pan problemu z tym, że nie jest w kadrze tym pierwszym?

– Spełniam się w obecnej roli. Mam więcej czasu na pracę w Śląsku Wrocław. W kadrze jest trzech trenerów, a zawodników ponad 20. I nie wszystkimi w trakcie zgrupowań można się dokładnie zająć. Dlatego koncentruję się na moich podopiecznych w Śląsku, którzy zarazem są reprezentantami Polski. Mogę poświęcić się tym ludziom od początku do końca, a nie jestem uwikłany w różnego rodzaju obowiązki organizacyjne w kadrze. Tym samym jestem w o wiele bardziej komfortowej sytuacji niż trener główny, który ma masę dodatkowych obowiązków.

To jednak pierwszy trener jest na świeczniku i w przypadku sukcesu na niego spływają laury i pochwały...

– A także krytyka jeśli coś się nie powiedzie. Chociaż nie ukrywam, że gdyby Damian Janikowski nie zdobył medalu w Londynie to sam do siebie miałbym duże pretensje.

Czytelnicy „Słowa Sportowego” docenili Pańskie zasługi. Został Pan trenerem roku na Dolnym Śląsku, pozostawiając w pokonanym polu m.in. trenera piłkarzy Śląska, zdobywców mistrzostwa Polski. To chyba dodatkowa satysfakcja?

– Nie, wcale nie czuję czegoś takiego. Uwielbiam wszystkie dyscypliny, w tym piłkę nożną. Zresztą w przeszłości sam ją uprawiałem. Jeszcze przed rozpoczęciem kariery zapaśniczej grałem w trampkarzach Promienia Żary. Dzięki temu do dziś w miarę dobrze gram w piłkę. Kilka razy wystąpiłem w oldbojach WKS. A wracając do pytania, nie rywalizuję z piłkarzami czy trenerami piłkarskimi. Ale oczywiście bardzo się cieszę, że zostałem doceniony przez czytelników „Słowa Sportowego”. Uważam, że to doskonały wybór (śmiech). Mam się czym pochwalić. Przypomnę tylko, że Damian Janikowski zdobył nie tylko medal olimpijski, ma też srebrny krążek z mistrzostw Europy. Inni zapaśnicy Śląska też odnosili sukcesy. Mieliśmy medale na mistrzostwach świata i Europy w młodszych kategoriach wiekowych, a jako drużyna zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Chcę jednak podkreślić, że wszystkie te sukcesy nie są moim jednoosobowym dziełem. Ciężko pracował na nie cały sztab ludzi. Na przykład trenerzy, którzy wychowywali tych zawodników od najmłodszych lat, że wymienię tu chociażby Leszka Użałowicza, pierwszego szkoleniowca Damiana Janikowskiego. Przyznana mi w sobotę nagroda, to nagroda dla wielu wspaniałych osób.

Wpadł Pan na bal dosłownie na chwilę, a Damian Janikowski nie pojawił się w ogóle...

– Mamy taki okres, że wszyscy sportowy rozpoczynają przygotowania do nowego sezonu. Damian jest na zgrupowaniu reprezentacji na Kubie, a ja i trener Zawadzki z drugą grupą kadrowiczów (m.in. z zapaśnikami Śląska Michałem Traczem i Tomaszem Świerkiem przyp. red.) pracujemy w Zakopanem. Wyrwałem się stamtąd dosłownie na kilka godzin, by przyjechać na bal. Ale prosto ze Stadionu Miejskiego wracam do stolicy Tatr.

Rozmawiał
ŁUKASZ HARAŹNY

Światowy Czarny Bór

  W sobotę odbył się 7. Międzynarodowy Turniej Czarny Bór Open w zapasach kobiet.

Światowy Czarny Bór

W sobotę odbył się 7. Międzynarodowy Turniej Czarny Bór Open w zapasach kobiet.

Złoty Tejchman

115 zawodników z 28 klubów rywalizowało w Wałbrzychu w X Memoriale Bogusława Dąbrowskiego, który był zaliczany do Pucharu Polski juniorów w zapasach klasycznych. Dolnoślązacy zdobyli tylko trzy medale.

Na co dzień nie płaczę

Od kilku sezonów zaliczany jest do jednych z najlepszych zapaśników w Polsce i na świecie. Rodowity wrocławianin był jednym z pewniaków do medalu olimpijskiego i jako jeden z niewielu wytrzymał presję i stanął na podium igrzysk w Londynie.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij