Józef Białek ratuje III ligę w Kątach Wrocławskich

– Ludzie do mnie dzwonili, płakali, że tylu chłopaków z Kątów Wrocławskich gra w tej drużynie, że trzeba to ratować. No i się zlitowałem, i uratowałem – mówi Józef Białek, który po pół roku przerwy postanowił znów wyciągnąć pomocną dłoń do III-ligowca znad Bystrzycy.

Znów jest Pan w Bystrzycy Kąty Wrocławskie?

JÓZEF BIAŁEK: – W sensie formalnym czy nieformalnym?

To Pan zna odpowiedź na to pytanie.

– Klub się rozsypał, przyszli do mnie, żeby to poskładać, więc porozmawiałem z zawodnikami i... udało mi się uratować III ligę, ale zespołu z Ligi Dolnośląskiej Juniorów już nie. Musieliśmy wycofać go z rozgrywek. Niestety, przez pół roku, kiedy nie było mnie w klubie, zostało to rozwalone, zespołu juniorów nie dało się już poskładać. Tylko III liga będzie grała dalej, juniorzy muszą szukać nowych klubów.

Jak do tego doszło?

– Kiedy zrezygnowałem z działalności w klubie, nie było zarządu, był kurator, a on jedyne co miał zrobić, to zwołać wybory nowych władz. A potem skończyła się runda jesienna, nikt niczego nie kontrolował, trener juniorów odszedł, a klub dość mocno się zadłużył. Gmina dawała na LDJ tylko 12 tys. zł. Nie było możliwości tego utrzymać. Ale to jest w Polsce typowe, skąd my mamy mieć w przyszłości dobrych, dorosłych piłkarzy, jak na młodzież daje się tak niewiele? To jest temat na osobną rozmowę. Nie ma pieniędzy, nikt nie chce ich dawać, jest katastrofa. A ci, co już dają, to mają tylko problemy i nawet się im nie dziękuje. Ja przez dziewięć lat utopiłem w tym klubie tyle pieniędzy, a nigdy dobrego słowa nie usłyszałem.

Ale wrócił Pan...

– Z żalu przyszedłem i to wszystko pozbierałem, bo inaczej nic tam nie było, nawet klasy C. Jedyne co mogłem zrobić, to zrestrukturyzować działalność Bystrzycy. Żeby domknąć budżet, poobniżałem trochę stypendia zawodnikom z drużyny seniorów.

Zlitował się Pan nad Bystrzycą.

– Tak to trzeba nazwać, bo ludzie do mnie dzwonili, płakali, że tylu chłopaków z Kątów Wrocławskich gra w tej drużynie, że trzeba to ratować. No i się zlitowałem, i uratowałem.

Pańska pomoc jest doraźna czy na lata?

– Do końca sezonu, bo nie widzę możliwości jakiejkolwiek współpracy z gminą, która daje pieniądze na klub z musu.

Gmina daje 200 tys. zł.

– Netto jest tego około 180 tysięcy. Ale część i tak szybko wraca do gminy, bo za same szatnie musimy płacić 24 tysiące. Nic innego ich kompletnie nie interesuje, zaproponowałem, żeby zrobić nawadnianie boiska za 18 tysięcy, zaprzyjaźniona firma chciała mi to zrobić po kosztach, ale gmina się nie zgodziła. Mam wrażenie, że tutejsi radni myślą, że dają na klub jakieś olbrzymie pieniądze, a ja czerpię z tego jakieś zyski. To absurd. Oni nie mają pojęcia o kosztach, a sami też o nic nie zapytają. Bardzo niewdzięczna jest rola takiego działacza jak ja w takich gminach, gdzie nikt niczego nie rozumie

Zrobił Pan szacunki, ile będzie musiał włożyć do klubu przez najbliższą rundę?

– Oczywiście, przecież jestem przedsiębiorcą. Trzeba będzie dołożyć niemałe pieniądze.

Ile mniej więcej?

– W granicach 30 tys. zł. Chłopcy zgodzili się grać za 500 zł miesięcznie, to praktycznie tyle, co na benzynę, by dojeżdżać na treningi i mecze.

Ale pewnie wszystkich nie udało się przekonać do tych oszczędności?

– Kilku zawodników odeszło, ale też kilku przyszło. Ale mamy kadrę, z którą jesteśmy w stanie utrzymać III ligę.

Ma Pan satysfakcję, że stał się dla Bystrzycy ostatnią deską ratunku?

– Przez moment miałem satysfakcję, bo kiedy nie było mnie w klubie, wszystko zostało rozwalone, a pomoc nie nadeszła znikąd. Wszyscy zobaczyli, że problemy z jakimi klub zmagał się już wcześniej, nie były moją winą. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi naszej młodzieży. Szkoda też drużyny seniorów, która przez lata zapisała wspaniałą historię, a w gminie nikt jej nie doceniał i nie docenia nadal. Dzięki niej do Kątów Wrocławskich przyjeżdżały takie kluby, jak Śląsk Wrocław, Górnik Wałbrzych, Lechia Zielona Góra, GKS Jastrzębie czy Odra Opole. Takie drużyny do nas przyjeżdżały, to była potężna reklama dla gminy.

Po sezonie znów odejdzie Pan z klubu?

– Poczekajmy, na razie o tym nie myślę.

Rozmawiał

ŁUKASZ HARAŹNY

Na własne oczy

Na przedostatnią wyprawę w ramach cyklu reportażowego pt. „Na własne oczy”, Maciej Piasecki wybrał się do najmniejszego dolnośląskiego miasta, mającego ponad siedmiusetletnią historię.

Na własne oczy

Piłkarze wrócili do treningów, karuzela transferowa powoli się rozkręca, a redaktor Maciej Piasecki pomału dociera do końca cyklu „Na własne oczy”. Ostatnią reportażową trójkę otwiera Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie.

Na własne oczy

To już piąta odsłona cyklu reportażowego redaktora Macieja Piaseckiego pod tytułem „Na własne oczy”. Tym razem nasz dziennikarz odwiedził Ząbkowice Śląskie.

Na własne oczy

Z noworocznymi odwiedzinami w ramach cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki wybrał się na wizytację do Świdnicy. W tym, jakże bogatym w historię mieście, swoją siedzibę ma Polonia, która plasuje się na szóstej pozycji w tabeli III ligi dolnośląsko-lubuskiej.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij