Jaka praca, taka płaca

Miesiące przygotowań, by przez niecałe 2 tygodnie bezinteresownie służyć sportowcom oraz kibicom. Ciężka praca, za którą zapłatą są szczere uśmiechy, radość oraz wdzięczność. Przygoda, zdobycie doświadczenia, nawiązanie znajomości, słowem – wolontariat. 

Przed startem igrzysk sportów nieolimpijskich właściwe wydawało mi się określenie wolontariuszy tymi, którzy są po drugiej stronie. Praktyka pokazała, że tak naprawdę są w samym sercu. Intrygowała oraz integrowała różnorodność. We Wrocławiu spotkali się ludzie z 52 krajów, w różnym wieku (od 16 do 72 lat), z różnym doświadczeniem w tej roli.

Co 25 głów, to nie jedna

W grupie działa się lepiej. Na obiekcie Sky Bowling, w którym miałam przyjemność pracować, łącznie było nas 25 wolontariuszy. Podczas rozmów jednogłośnie mówiliśmy, że chcemy zdobyć doświadczenie, poznać nowe osoby i po prostu dobrze się bawić. – Nadal czuję się bardziej wolontariuszem niż liderem wolontariatu. Zasada – którą mam nadzieję, że udało mi się wprowadzić – to zasada partnerstwa. Nie wyobrażam sobie rozgrywania zawodów sportowych, w których nie mielibyśmy być dla siebie wsparciem i partnerami. Najważniejszym faktem jest dobrowolność udziału wszystkich wolontariuszy. Sportowcy chcą walczyć o najwyższe cele, dla sędziów jest to prestiż, a wolontariusze są tu z dobrej woli, a nie z przymusu. Jesteśmy w stanie rozwiązać każdą kryzysową sytuację poprzez relację partnerską i załatwienie wszystkiego na poziomie konstruktywnej rozmowy, a nie nakazywania – przyznaje Łukasz Gojny, lider wolontariatu Sky Tower Bowling, który swoją przygodę rozpoczął w 2012 roku podczas piłkarskiego Euro. Sporty nieolimpijskie nie cieszą i nie będą się cieszyć aż taką popularnością, jak te olimpijskie, ale to wcale nie oznacza, że są mniej ciekawe. Dla tych sportowców to najważniejsze wydarzenie w życiu i należy to uszanować. Wydawać by się mogło, że podczas zawodów bowlingu nie będą towarzyszyły emocje. Tymczasem już drugiego dnia zawodów na trybunach licznie zasiedli reprezentanci Holandii, którzy wywołali furorę, głośno dopingując swoich kolegów.

WERONIKA MAREK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij