Jak to było po mistrzostwie?

Maciej Piasecki, poniedziałek, 27 marca 2017

Z transferami bywa różnie. Wiadomo, że każdy, kto ściąga do klubu nowego gracza, liczy na to, że będzie jego realnym wzmocnieniem. Jednak nie każde z tych nazwisk może na długo zapaść w pamięć kibicom lokalnej drużyny. Zobaczmy kto z pozyskanych graczy przez Śląsk Wrocław od lata 2012 do lata 2015 zawiódł, a kto sprostał oczekiwaniom.

avatar
Takich graczy jak Marco i Flavio Paixao jeszcze długo nie będzie we Wrocławiu (fot. K. Ziółkowski)

Mowa o Tomie Hateleyu i Tomaszu Hołocie. Kto by pomyślał przed trzema czy czterema laty, kiedy przychodzili do Śląska, że po ich odejściu załamie się druga linia. Od razu trzeba wyjaśnić. Ani jeden, ani drugi nie byli wirtuozami w swoim fachu. Hołota zaliczał raz lepsze, a raz gorsze występy. Zazwyczaj występował na pozycji defensywnego pomocnika, choć Tadeusz Pawłowski nie bał się go też wystawiać na środku obrony. Różnie sobie wtedy radził. Kiedy do WKS-u zawitał Mariusz Rumak, Hołota przypomniał sobie, że w młodzieżowej reprezentacji Polski grywał nawet jako napastnik. Zawodnik z „szóstką” na koszulce spędził we Wrocławiu trzy sezony i zawsze był podstawowym zawodnikiem z wyjątkiem wiosny 2014, kiedy leczył kontuzję. Dwa lata później zaliczył najlepszą rundę pod względem strzeleckim – zdobył wtedy aż cztery gole. Rozstał się z zielono-biało-czerwonymi latem poprzedniego roku. Postanowił wyjechać za naszą zachodnią granicę, jednak udany był dla niego tylko początek rozgrywek drugiej Bundesligi. Później stracił miejsce w składzie Arminii, a Śląsk chciał wyciągnąć do niego pomocną dłoń i go wypożyczyć. Hołota jednak odmówił, bo postanowił walczyć o miejsce w składzie. W ciągu ostatniego półrocza spędził na murawie zaledwie jedną godzinę. Co innego Hateley, który jest podstawowym graczem szkockiego Dundee. On także nie przedłużył umowy z WKS-em, jednak nie dlatego, że chciał sprawdzić się na Zachodzie, ale z powodów rodzinnych. Rok wcześniej został ojcem i na powrót na Wyspy Brytyjskie bardzo nalegała żona Toma. Kibice Śląska mają czego żałować, bo Anglik najlepszą formę prezentował przed odejściem z drużyny Mariusza Rumaka. Częściowo próbowano go zastąpić Adamem Kokoszką. Środkowy obrońca, po raz pierwszy pozyskany zimą 2013 roku, radził sobie całkiem nieźle w środku pola, jednak miewał problemy z rozegraniem i pokazywał też, że jego podania nie są tak dokładne jak Anglika. Po tym, jak na ławce trenerskiej zasiadł Jan Urban, były reprezentant Polski wrócił na swoją nominalną pozycję. Wygrał rywalizację z Lashą Dvalim, który został wypożyczony do końca sezonu. Na lewej obronie Mateusz Lewandowski zamienia się z Augusto. Gdy dołączył do drużyny przed rokiem, szybko sprawił, że zapomniano o Dudu Paraibie. Brazylijczyk miał ciągoty do gry ofensywnej. Tylko w swoim pierwszym sezonie w drużynie ze stolicy Dolnego Śląska zdobył aż pięć goli w Ekstraklasie. Przez wyprawy pod pole karne zdarzało się jednak, że brakowało go na nominalnej pozycji.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 0 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.