...jak sylwester

Monika Pelc, wtorek, 25 lipca 2017

No i zaczęło się 10. Igrzyska The World Games Wrocław 2017 ruszyły w miniony czwartek. Uroczyste otwarcie zorganizowano na Stadionie Wrocław. Miało być wielkie wydarzenie z pompą, promujące Wrocław i samą imprezę sportową, a wyszło, powiedzmy sobie szczerze, nieciekawie. Miejmy nadzieję, że przy okazji innej wielkiej imprezy sportowej we Wrocławiu nie będziemy, stawiać już na Krzysztofa Maternę, który spektakl otwarcia wyreżyserował… nieudolnie.

avatar
Główny punkt otwarcia - przemarsz reprezentacji

Są tacy, którzy TWG uważają za niepotrzebną imprezę i pieniądze wyrzucone w błoto, są tacy, którzy są ciekawi tych rożnych dla nas dziwnych i nieznanych dyscyplin, jest również grupa osób, która TWG bardzo przeżywa i otwarcia, a także zawodów w poszczególnych konkurencjach nie mogła się doczekać. Podzielona była także nasza redakcja, ale im bliżej startu igrzysk, dziennikarska ciekawość była coraz większa, więc prawie w komplecie stawiliśmy się w czwartek na Stadionie Wrocław. Pierwsze wrażenie: dreszcze emocji, że uczestniczymy w czymś ważnym ze sportowego punktu widzenia, ale im dalej, tym gorzej…


Płachta jak na Euro
Aranżacja stadionu, powiedzmy szczerze, była taka sobie. Pierwsze wrażenie było dobre, ale jak się człowiek dłużej przyglądał, to zaczynał się zastanawiać, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Po pierwsze połowa trybun została właściwie wyłączona z użytku ze względu na dekorację, tak że opowiadania, że na otwarciu było ponad 30 tys. widzów, wsadzić można między bajki. I na tych czynnych trybunach było sporo wolnych miejsc, a dodatkowo dwa sektory zajmowali sportowcy. Kolejna kwestia to zagospodarowanie przestrzeni stadionu. Scena OK, choć trzeba przyznać, że trzeba było wytężać wzrok, żeby w ogóle zobaczyć, co się na niej dzieje. Aranżacja płyty stadionu łudząco przypominała Euro 2012. Wtedy dziurę koło stadionu zagospodarowano kolorową płachtą, tak po prostu z braku laku. Teraz było podobnie. Na boki płyty rzucono również dwie kolorowe płachty, głównie z rysunkami krasnali. Szkoda tego miejsca, bo przecież można by tam było prezentować poszczególne dyscypliny…


Sportu było za mało
To jest kolejny ważny zarzut. Trzeba przyznać, że muzyka podczas otwarcia była genialna, a zwłaszcza kończący całą imprezę koncert. Był rewelacyjny! I to chyba jeden z nielicznych plusów tego wydarzania. Jednak nie przyszliśmy na „sylwestra z dwójką”, w tym wypadku z Polsatem, a na otwarcie największej imprezy sportowej w naszym kraju! Otwarcie rozpoczęło się od przemarszu poszczególnych reprezentacji, który trwał ok. godziny. To jeden z ważniejszych momentów, bo mogliśmy oklaskiwać sportowców. Szkoda tylko, że tak mało ekip zjawiło się na tym otwarciu. O to jednak nie można mieć pretensji, w końcu nie każdą reprezentację stać na to, żeby we Wrocławiu przebywać przez całe 11 dni. To co różniło przemarsz ekip podczas otwarcia TWG, a klasycznych igrzysk, to z pewnością stroje. Tu panował duży luz i dowolność. Większość ekip przyszła w dresach, spodenkach i klapkach. Pięknie w eleganckich strojach prezentowali się przede wszystkim Węgrzy oraz reprezentanci Ukrainy. Największe wrażenie zrobiła najliczniejsza ekipa gospodarzy. Biało-czerwoni maszerowali i maszerowali i końca było. Po uroczystym otwarciu, którego dokonał prezydent MKOl-u, przyszedł czas na show i prezentację dyscyplin. I tu niestety duży niedosyt! Byli tancerze, futboliści amerykańscy, przeciąganie liny w wykonaniu wrocławskich krasnali. Poza tym na telebimach wyświetlały się filmy z poszczególnymi dyscyplinami, ale to zdecydowanie za mało. Miejsca na prezentację było mnóstwo i z pewnością lepiej by zostało to odebrane przez kibiców, gdyby mieli możliwość zobaczenia, z czym podczas TWG będą mieli do czynienia. Niestety, na to pan Materna nie wpadł. Mieliśmy za to dwóch średnio nadających się polsatowskich spikerów, czyli Wojciecha Gąsowskiego i Macieja Dowbora, którzy chociaż pracowali w parze, pomijali przemarsz niektórych reprezentacji. Taniec towarzyski zaprezentowała m.in. Anna Głogowska, czyli… żona Gąsowskiego. Hmmm coś tu pachnie lekkim kolesiostwem. We Wrocławiu też mamy tancerzy, gimnastyków i reprezentantów innych dyscyplin, którzy pewnie chętnie zaprezentowaliby się podczas takiego wydarzenia, ale skąd ma o tym wiedzieć pan Materna? Spikerów też mamy całkiem niezłych...


Hymn drażnił uszy
Miły dolnośląski akcent mieliśmy natomiast podczas przemarszu zawodników oraz ślubowania. Chorążym naszej reprezentacji była Emilia Maćkowiak – zawodniczka uprawiająca jujitsu, medalistka TWG sprzed czterech lat. – To była dla mnie niesamowita niespodzianka, że właśnie mi przypadł zaszczyt niesienia flaki – przyznaje Emilia. – Dumni byli też bardzo moi rodzice, którzy tego dnia byli obecni na stadionie, a to właśnie oni wychowali mnie w szacunku do orzełka i polskiej flagi – dodaje. – Cztery lata temu nie mogłam być na otwarciu, więc nie mam porównania, ale powiem szczerze, że możliwość wysłuchania hymnu w takim miejscu była czymś naprawdę wyjątkowym. Jakie mam oczekiwania, jeśli chodzi o sprawy sportowe? Zawsze walczę o złoto i mam nadzieję, że tym razem mi się uda – zakończyła z uśmiechem. Ślubowania w imieniu zawodników dokonała trenująca od dawna we Wrocławiu Róża Gumienna. – To był dla mnie ogromny zaszczyt, czułam się naprawdę dumna, mogąc odczytać ślubowanie w imieniu wszystkich zawodników – powiedziała Róża Gumienna. Po ślubowaniu przyszedł czas na premierę oficjalnego hymnu TWG. Piosenkę „Run” odśpiewała Kasia Stankiewicz. Powiedzmy sobie szczerze… dramat. Publiczność na stadionie nie dość, że się nie bawiła, to wręcz zamarła. Piosenka ani nie wpada w ucho, wręcz je drażni. Kto się zdecydował na taki wybór? Jeśli Pan Materna to po raz kolejny, temu Panu już dziękujemy. Ożywiło się dopiero, kiedy na scenę wyszedł Kamil Bednarek wtedy publiczność zaczęła żyć. Doczepić jeszcze się można rzekomego nawiązania do historii Wrocławia. Z historią stolicy Dolnego Śląska coś wspólnego miały biegające wszędzie krasnale i to jest akurat na plus, a także jedna piosenka, podczas, której wyświetlany był film z najważniejszymi wydarzeniami, które miały miejsce we Wrocławiu. Film był biało-czarny i raczej mocno przygnębiający. Jednym słowem wyglądało na to, że nie mamy się czym chwalić.
Przykro, że tak to wszystko wyglądało, bo obojętnie, czy jest się zwolennikiem, czy nie igrzysk TWG, to przede wszystkim sportowcom należy się szacunek i oklaski, i to bez względu na to, czy są żużlowcami, czy trenują przeciąganie liny. Może chociaż zamknięcie igrzysk, które zaplanowano na niedzielę w Narodowym Forum Muzyki, wypadnie lepiej, pod warunkiem że pan Materna i jego koledzy nie będą maczali w tym palców.
OSZ


źródło: SS nr 29


Proste pytanie: 4 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.