Jagiellonia katem Śląska

Andrzej Czech, poniedziałek, 25 listopada 2013

Jagiellonia to zespół, który ma patent na Śląsk. Piłkarze z Białegostoku po raz trzeci w tym sezonie pokonali wrocławian. Tym razem Jagiellonia wygrała 3:1, spychając tym samym wrocławian poza czołową ósemkę ekstraklasy.

avatar
(Fot. archiwum) Wrocławianie wylądowali w Białymstoku na łopatkach

Jagiellonia jest w tym sezonie prawdziwym katem Śląska. Najpierw podopieczni Piotra Stokowca wygrali mecz ligowy we Wrocławiu 3:2. Następnie, nieco ponad miesiąc temu (21 października), pokonali wrocławian w spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski, eliminując Śląsk z tych rozgrywek, a dziś zwyciężyli po raz trzeci.
Pierwsze pół godziny gry nie zapowiadało, że Śląsk wróci z Białegostoku na tarczy. Wrocławianie kontrolowali grę, mądrze przeprowadzając atak pozycyjny, a gospodarze szybko tracili piłkę. Już w 4 minucie Śląsk mógł wyjść na prowadzenie, ale piłka po główce Przemysława Kaźmierczaka odbiła się od poprzeczki. Ale co się odwlecze, to nie uciecze i w 26 minucie Sylwester Patejuk ładnym uderzeniem tuż zza linii pola karnego dał prowadzenie Śląskowi. I gdy wydawało się, że wrocławianie spokojnie utrzymają to prowadzenie do przerwy, bądź nawet jeszcze je podwyższą, reżyserię meczu postanowił wziąć w swoje ręce Paweł Gil. W sytuacji, w której Rafał Grodzicki i Bekim Balaj wzajemnie trzymali się za koszulki w polu karnym, postanowił podyktować jedenastkę dla gospodarzy, którą pewnie wykorzystał Dani Quintana. – W mojej opinii karnego nie było. Jeśli zawodnik wcześniej mnie trzymał, i ściąga na ziemię, to gwiżdże się faul w drugą stronę. Sędzia się pomylił, ale piłka nożna jest grą błędów ze strony zawodników i arbitrów – opisywał tę sytuację Grodzicki.
 Niespodziewanie zdobyty gol „napędził” ospałych dotąd gospodarzy i po jednym z ich ataków Dawid Plizga ładnym uderzeniem pokonał Mariana Kelemena.
Po godzinie gry trener Stanislav Levy zdecydował się wpuścić na boisko pauzującego od 18 października z powodu kontuzji Sebastiana Milę. Po kapitanie Śląska widać było jednak przerwę w treningach i nie odmienił gry wrocławskiego zespołu. Co gorsza, z minuty na minutę siły tracił najlepszy w pierwszej połowie Przemysław Kaźmierczak, który kapitalnymi kilkudziesięciometrowymi, mierzonymi podaniami stwarzał zagrożenie pod bramką gospodarzy, oraz aktywny wcześniej Patejuk. Tego drugiego czeski trener Śląska wymienił na Sebino Plaku. Albańczyk jednak grał fatalnie i ta zmiana okazała się osłabieniem wrocławskiego zespołu.
Gospodarze bardzo chcieli zdobyć trzeciego gola i niewiele brakowało, aby pomógł im w tym nieźle spisujący się dotąd Marian Kelemen, który znajdując się w rogu pola karnego, wykopnął piłkę wprost pod nogi Michała Pazdana. Na szczęście reprezentant Polski z kilikudziesięciu metrów nie trafił do pustej bramki.
Jednak niedługo potem wynik ustalił Quintana, który znalazł się oko w oko z Kelemenem, ograł go, następnie położył na ziemi także Mariusza Pawelca i z 2 m strzelił do pustej bramki. Można dyskutować, czy Hiszpan przyjmując piłkę nie był na minimalnym spalonym, ale to co zrobił potem znamionuje jego wysoką klasę.
– W całym meczu oni mieli 3-4 strzały, strzelili 3 bramki. Mieliśmy więcej piłkę przy nodze niż Jagiellonia. Myśmy grali, oni się bronili. Długimi piłkami nas zaskoczyli i wygrali 3:1. Przy trzeciej bramce próbowaliśmy obydwaj z Mariem przeszkodzić w zdobyciu gola. Quintana miał dużo czasu, żeby przemyśleć, co ma zrobić. Brawa dla niego, to była bardzo ładna bramka. My robiliśmy, co się dało – narzekał Kelemen.
W końcówce meczu nerwowo nie wytrzymał Mila i niewiele brakowało, aby zarobił dwie żółte kartki. – Cieszę się, że wróciłem. Po prostu, że zagrałem parę minut. To na pewno spowoduje, że będę się pewniej czuł. Wszystko wskazywało na to, że kontrolujemy przebieg spotkania i że nic nam się nie może stać. Później po tym problematycznym rzucie karnym coś się zawaliło i spowodowało, że zmienił się nasz styl grania. Zupełnie niepotrzebnie, bo byliśmy drużyną, która posiada zawodników potrafiących wygrać spotkanie. I szkoda, że nam się to nie udało, bo wydawało się na początku, że wszystko idzie w dobrym kierunku. W końcówce były nerwy. Ja nie lubię przegrywać. Dobrze, że do niczego nie doszło – podsumował mecz i swój występ kapitan (ale nie w tym spotkaniu) Śląska.

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK –
ŚLĄSK WROCŁAW 3:1 (2:1)

Bramki: 0:1 Patejuk (26), 1:1 Quintana (31-karny), 2:1 Plizga (34), 3:1 Quintana (76). Żółte kartki: Waszkiewicz, Plizga – Grodzicki, Pawelec, Hołota, Mila. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 4769.
JAGIELLONIA: Baran – Waszkiewicz (46 Tosik), Ukah, Porębski, Popchadze – Grzyb, Pazdan – Plizga, Quintana (82 Dźwigała), Mackiewicz (74 Gajos) – Balaj.
ŚLĄSK: Kelemen – Ostrowski (62 Mila), Grodzicki, Pawelec, Dudu
– Stevanović, Kaźmierczak – Hołota, Cetnarski (81 Socha), Patejuk (70 Plaku) – Paixao.

ANDRZEJ
LEWANDOWSKI


źródło: własne


Proste pytanie: 1 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.