IV LIGA – GRUPA WSCHÓD

Druga kolejka i drugie wysokie zwycięstwo Bielawianki Bielawa. Tym razem bielawianie zaaplikowali rywalowi siedem bramek. Lechia Dzierżoniów zrehabilitowała się za inauguracyjną porażkę, a jednego z goli strzelił pozyskany z pierwszej ligi napastnik. Największym zaskoczeniem było zwycięstwo Orła Prusice.

GKS MIRKÓW/DŁUGOŁĘKA – BIELAWIANKA BIELAWA 1:7 (0:3)

Bramki: 0:1 Marcin Buryło (7), 0:2 Bartłomiej Cegiełka (13), 0:3 Patryk Drożyński (45), 0:4 Patryk Drożyński (50), 0:5 Adam Bońkowski (54), 0:6 Paweł Pytel (63-samobójcza), 0:7 Bartłomiej Cegiełka (65), 1:7 Filip Skórnica (84).

GKS: Salamaga – Pytel, Wójcik, Szemis, Skórnica, Leschuk (46 Kisiel), Mańkowski (72 Dubas), Zygadło, Krawczyk (69 Taoussi), Chmielewski (69 Korsak), Aftowicz.

BIELAWIANKA: Malec – Kuśmierek, Słonecki, Peroński (60 Kuriata), Buryło, Cegiełka (74 Włodek), Bońkowski (74 Chmielewski), Rakoczy, Niewiadomski, Spychalski, Drożyński (65 Kubiak).

Bielawianka Bielawa ponownie zademonstrowała swoją siłę. Tym razem nic do powiedzenia nie miał GKS Mirków/Długołęka. Już po kwadransie gry bielawianie prowadzili różnicą dwóch bramek, a na listę strzelców wpisali się Marcin Buryło i Bartłomiej Cegiełka. Kolejne dwa gole przyjezdnych były autorstwa Patryka Drożyńskiego, który trafił do siatki tuż przed zejściem do szatni i zaraz po wznowieniu drugiej połowy. W ciągu następnych piętnastu minut zawodnicy Piotra Pietrewicza jeszcze trzykrotnie pokonali bramkarza miejscowych. Trafienie zanotował Adam Bońkowski, do własnej bramki trafił Paweł Pytel, a dublet zaliczył Bartłomiej Cegiełka. Tuż przed końcem honor gospodarzy uratował Filip Skórnica. – Przegraliśmy wysoko, aczkolwiek zasłużenie. Bielawianka ma swój cel, chce awansować do trzeciej ligi i to udowodniła w meczu z nami. Wykorzystała nasze wszystkie błędy – powiedział Mariusz Perzyna, trener GKS-u. – Obawiałem się tego meczu, sądziłem, że gospodarze postawią się bardziej, ale szybko zdobyte dwie bramki ustawiły mecz. Późnie konsekwentnie realizowaliśmy to, co  sobie założyliśmy. Świetny mecz rozegrał Bartek Cegiełka, który strzelił dwa gole i kolejne dwa wypracował. Boli mnie jednak stracona bramka – ocenił Piotr Pietrewicz, szkoleniowiec Bielawianki.

LECHIA DZIERŻONIÓW – SOKÓŁ MARCINKOWICE 2:1 (2:0)

Bramki: 1:0 Marcin Orłowski (7), 2:0 Piotr Tylka (28), 2:1 Piotr Ficoń (80).

LECHIA: Spaleniak – Korzeniowski, Chrapek, Łazarowicz, Knyrek, Chlipała, Elton (74 M. Majewski), Tylka (78 Ziółkowski), Orłowski (88 Michułka), A. Majewski (76 Rudnicki).

SOKÓŁ: Janiczak – Polanowski (75 Siekanowicz), Rokick (80 Wandel), Spirov, Góral (74 Antas), Leończyk, Focoń, Kulej, Kobylnik (70 Połomka), Wnęk (58 Wejerowski), Rudolf.

Za wysoką porażkę na inaugurację zrehabilitowała się Lechia Dzierżoniów, która okazała się o bramkę lepsza od Sokoła Marcinkowice. Mecz lepiej mogli rozpocząć jednak goście. – Moi zawodnicy cieszyli już się z bramki, ale sędziowie stwierdzili, że piłka nie przekroczyła linii bramkowej. Po meczu zawodnicy Lechii przyznali, że ich bramkarz wygarnął już piłkę z bramki – tłumaczył Marcin Krzykowski, szkoleniowiec Sokoła. Chwilę później gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą pozyskanego z pierwszoligowej Puszczy Niepołomice Marcina Orłowskiego. – Marcin miał wiele propozycji, ale chciał być bliżej domu. Oprócz gry będzie zajmował się szkoleniem młodzieży, jest także moim asystentem. Potrzebowaliśmy takiego zawodnika. Wprowadził dużo spokoju, swoim doświadczeniem dodał tym młodym chłopcom pewności siebie, wiary we własne umiejętności – tłumaczył Paweł Sibik, trener Lechii. Przed upływem pół godziny gry Lechia prowadziła już dwiema bramkami, gdy dośrodkowanie Bartosza Rzepskiego wykorzystał inny debiutant – Piotr Tylka. Zarówno przed przerwą, jak i tuż po niej goście mieli swoje sytuacje. Za pierwszym razem obronną ręka wyszedł bramkarz Lechii Dominik Spaleniak, za drugim zaś piłka zatrzymała się słupku. W końcu zawodnicy Marcina Krzykowskiego dopięli swego. W 80. minucie – jak się później okazało – gola honorowego strzelił Piotr Ficoń. – Towarzyszy mi po tym meczu niedosyt. Prowadząc 2:0, powinniśmy kontrolować przebieg meczu, a rywale zdobyli bramkę i do końca było bardzo nerwowo. Na słowa uznania zasłużył Dominik Spaleniak, który wykazał się kilkoma znakomitymi interwencjami – dodał Sibik. – Lechia mogła nas pogrążyć, ale tak się nie stało. Pod koniec meczu – przy wynik 2:1 – Tomek Rudolf wyszedł właściwie sam na sam. Próbował dryblować, ale bez efektu – uzupełnił Krzykowski.

ORZEŁ ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE – SOKÓŁ WIELKA LIPA 1:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Artur Kierat (35-rzut karny), 1:1 Michał Łaski (85), 1:2 Artur Kierat (90+3).

ORZEŁ: Gembara, Radziszewski, Łaski, Czachor (80 G. Robak), Maciak (46 Olejarnik), Wojtal, T. Robak (80 Lechocki), Maciejewski (55 Łaszczewski), Szabat (70 Dymek), Raszpla, Kuriata.

SOKÓŁ: Iwaszków (46 Wątor) – Szaciło, Ożga, Korytowski (70 Banik), Maślanka, Wojtyło (89 Saweczko), Janas, Pelwecki (68 Hoilik), Wróbel, Kierat (90 Knyrek), Wargin.

Orzeł Ząbkowice Śląskie chciał sobie odbić wysoką porażkę w Trzebnicy, ale ponownie musiał przełknąć gorzką pigułkę. Lepiej dysponowany był Sokół Wielka Lipa, katem ząbkowiczan okazał się Artur Kierat, który najpierw wykorzystał rzut karny, a następnie trafił do siatki w doliczonym czasie gry. Orła było stać na bramkę Michała Łaskiego. – Wygraliśmy dość szczęśliwie, ale na własne życzenie. Już w pierwszej połowie mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po przerwie mieliśmy kolejne sytuacje, ale brakowało albo ostatniego podania albo szwankowała skuteczność. Orzeł wyrównał i końcówka była niezwykle nerwowa. Na szczęście wyprowadziliśmy kontratak, który zakończył się zwycięskim trafieniem – mówił Marcin Foltyn, trener Sokoła. – Był to słaby mecz w naszym wykonaniu. Drużyna jest w przebudowie i potrzeba czasu na efekty. W pierwszej połowie mecz był wyrównany, ale w drugiej nie wykorzystaliśmy kilku świetnych sytuacji. Czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy­ – powiedział Damian Okrojek, szkoleniowiec Orła.

ORZEŁ PRUSICE – MKP WOŁÓW 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Damian Siódmak (34), 2:0 Marcin Marciniszyn (73-rzut karny). Czerwona kartka: Dominik Rosiński (61-po dwóch żółtych).

ORZEŁ: Maykhrovych – Katrycz, Mularski (46 Piątkowski), Tavares, Siódmak, Kuczer (83 Hupa), Lasota, Marciniszyn (75 Stasiak), Michalak, Trelka (88 Maćkowski), Głogowski (65 Chojak).

MKP: Leciejewski – Czyżowicz (75 Supranionek), Juwa, Judziński (46 Moskwa), Aramowicz, Gacek, Miłkowski (75 Gałecki), Kamiński, Kamraj (46 Rosiński), Kościuk (68 Hryszkiewicz), Berestecki (46 Włodarczyk).

Największą niespodziankę sprawił Orzeł Prusice, który pokonał faworyzowany MKP Wołów. W 34. minucie prowadzenie gospodarzom dał Damian Siódmiak. W 73. minucie indywidualną akcją popisał się osiemnastoletni Dawid Trelka, który był faulowany w polu karnym. Jedenastkę na bramkę zamienił inny osiemnastolatek Maciej Marciniszyn. – Był to mecz ze wskazaniem na rywali, ale szczęście było po naszej stronie. Rywale trafili w słupek i w poprzeczkę, lecz zachowaliśmy czyste konto. Objęliśmy prowadzenie tuż przed przerwą i w drugiej połowie – pomimo wysokiej temperatury – podwyższyliśmy je. Co ważne dla mnie, szanse gry otrzymali zawodnicy z rocznika 2004 – powiedział Hubert Gałczyński, trener Orła.

LKS BYSTRZYCA GÓRNA – POLONIA TRZEBNICA 0:0

POGOŃ PIESZYCE – MECHANIK BRZEZINA 1:4 (1:3)

Bramki: 0:1 Kamil Warchoł (1), 1:1 Adrian Jasiński (7), 1:2 Przemysław Ujas (10), 1:3 Kamil Warchoł (39), 1:4 Kacper Korkosz (72).

AKS STRZEGOM – NYSA KŁODZKO 3:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Dawid Domaradzki (10), 2:0 Szymon Cukier (55), 3:0 Szymon Cukier (60).

UNIA BARDO – MOTO JELCZ OŁAWA 0:2 (0:0)

Bramki: 0:1 Janusz Gancarczyk (58), 0:2 Mateusz Dobkowski (74).

PIAST ŻERNIKI – ORZEŁ LUBAWKA 1:1 (1:0)

PIAST NOWA RUDA – PAUZA

1.      Bielawianka Bielawa 2          6          11:2

2.      AKS Strzegom           2          6          8:0

3.      Mechanik Brzezina    2          6          8:2

4.      Moto Jelcz Oława      2          6          3:0

5.      Sokół Wielka Lipa     2          6          4:2

6.      Polonia Trzebnica       2          4          4:2

7.      Orzeł Prusice              2          3          3:4

8.      Lechia Dzierżoniów   2          3          3:5

9.      Nysa Kłodzko            2          3          4:3

10.  Sokół Marcinkowice  2          3          5:4

11.  MKP Wołów              2          3          4:2

12.  Piast Żerniki               2          1          1:2

13.  Orzeł Lubawka          2          1          1:6

14.  LKS Bystrzyca Górna           2          1          0:4

15.  Piast Nowa Ruda       1          0          2:4

16.  Unia Bardo                1          0          0:2

17.  Orzeł Ząbkowice Śląskie       2          0          1:7

18.  GKS Mirków/Długołęka       2          0          2:9

19.  Pogoń Pieszyce          2          0          1:8

W 3. kolejce (12 sierpnia) zagrają w środę o godz. 17: Orzeł Lubawka – Unia Bardo, Nysa Kłodzko – Piast Żerniki, Mechanik Brzezina – AKS Strzegom, MKP Wołów – Pogoń Pieszyce, Polonia Trzebnica – Orzeł Prusice, Sokół Wielka Lipa – LKS Bystrzyca Górna, Bielawianka Bielawa – Orzeł Ząbkowice Śląskie, Sokół Marcinkowice – GKS Mirków/Długołęka, Piast Nowa Ruda – Lechia Dzierżoniów, Moto Jelcz Oława – pauza.

W 4. kolejce (15/16 sierpnia) zmierzą się w sobotę o godz. 13: Orzeł Ząbkowice Śląskie – Sokół Marcinkowice, o godz. 15: GKS Mirków/Długołęka – Piast Nowa Ruda, o godz. 17: AKS Strzegom – MKP Wołów, Pogoń Pieszyce – Polonia Trzebnica, Moto Jelcz Oława – Orzeł Lubawka, LKS Bystrzyca Górna – Bielawianka Bielawa, Unia Bardo – Nysa Kłodzko, Piast Żerniki – Mechanik Brzezina, w niedzielę o godz. 17: Orzeł Prusice – Sokół Wielka Lipa, Lechia Dzierżoniów – pauza.

MACIEJ PAWŁOWSKI

Historyczne zwycięstwo

Debiut piłkarskiego Śląska Wrocław na poziomie Ekstraligi stał się faktem. Debiut jak najbardziej udany, bowiem po straconej bramce wrocławianki skutecznie odpowiedziały, a tym samym odniosły cenne zwycięstwo w starciu z ROW-em Rybnik.

Wygrane faworytów

Wygrane faworytów, pojedynek beniaminków i mecze odwołane przez Covid-19. W 2.

Wystartowali!

Mecze inaugurujące ligę to zawsze trudny orzech do zgryzienie. Każdy zespół chce rozpocząć rozgrywki od zwycięstwa, ale nie zawsze jest to możliwe.

Falstart faworyta

Karkonosze niespodziewanie tylko zremisowały z beniaminkiem z Leśnej. Udany powrót do Złotoryi zaliczył Krzysztof Kaliciak.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij