Impel Wrocław przegrał sezon 2012/13

Maciej Szumski, wtorek, 2 kwietnia 2013

Nie tak miało być. To krótkie zdanie może być podsumowaniem nieudanej próby wejścia do najlepszej „czwórki” Orlen Ligi siatkarek Impela Wrocław. Wrocławianki w ćwierćfinale play--off trafiły na Tauron MKS Dąbrowę Górniczą i trudno mieć pretensje, że tę rywalizację przegrały. Walki i zaangażowania nie można bowiem było „Impelkom” odmówić, rywalki były po prostu lepsze o co najmniej kilka piłek, a wrocławski balon marzeń zwyczajnie pękł.

avatar

Ważniejszym pytaniem jest jednak, w jakich barwach maluje się przyszłość klubu. Nie mowa w tym wypadku o kolorach biało-zielonych (czyli nota bene oficjalnych drużyny), a o posezonowej ocenie występu Impela Wrocław w rozgrywkach Orlen Ligi. Nie ukrywajmy bowiem, że pomimo zbliżającej się walki o miejsca 5-8, dla zespołu z medalowymi ambicjami, sezon mógłby się właściwie skończyć. Fakt, mało to „sportowe” podejście, ale można mieć nieodparte wrażenie, że skoro klub sam sobie nawarzył piwa, to ktoś będzie je musiał prędzej czy później wypić.
Moda na Impel Wrocław
Początek był wyjątkowo obiecujący. Pomimo niezadowolenia ze strony, nazwijmy umownie, „tradycjonalistów” (że Gwardia, że tradycja, itp., itd.), rozpoczęto kampanię wdrażania nowej sportowej marki na wrocławskiej scenie. Na przełomie maja i czerwca została z tej okazji zorganizowana specjalna konferencja, zapowiadająca m.in. strategię działania klubu. – Bardzo wierzymy, że te nasze działania, które będziemy przeprowadzać w najbliższym czasie będą kreowały modę na siatkówkę. Na sport, który jest bardzo wdzięczny, popularny w Polsce i coraz bardziej na świecie. Przede wszystkim jest jednak pozbawiony agresji i jest właściwie sportem rodzinnym – przekonywał wiceprezes klubu Mariusz Ptak. Wszystko wydawało się faktycznie mieć ręce i nogi, również w gestii czysto sportowej. Razem ze „społecznym uświadamianiem” szły bowiem w parze robiące wrażenie ruchy personalne, dające realną szansę włączenia się do walki o największe skalpy Orlen Ligi.
Norweski „strażak”
Ambitne plany rozsypały się jednak niczym domek z kart już podczas pierwszej rundy fazy zasadniczej. O ile sromotne lekcje siatkówki od Muszyny czy Dąbrowy Górniczej można było jeszcze jakoś logicznie wytłumaczyć, to porażki 0:3 w starciu z beniaminkiem z Legionowa, bądź ekipą z Piły, ciężko było wyjaśnić. Atmosfera gęstniała z tygodnia na tydzień, gromy ze strony mediów (w coraz większym stopniu także od rozczarowanych kibiców) spadały na głowę trenera Rafała Błaszczyka. Sam szkoleniowiec cały czas powtarzał, że zespół nie osiągnął jeszcze tego, na co faktycznie stać ten materiał ludzki. – Nie gramy jeszcze tak, jakbym chciał, jakby chciały tego również dziewczyny. Mamy sporo rzeczy do poprawy. Łapiemy jednak takie przyczółki, elementy, nad którymi się koncentrujemy – mówił Błaszczyk po skromnym, pięciosetowym zwycięstwie Impela na terenie „czerwonej latarni” w Białymstoku. Cierpliwość w klubie w końcu się jednak wyczerpała, czego efektem była zmiana na stanowisku trenera tuż przed przerwą świąteczno-noworoczną. W Impelu pojawił się Tore Aleksandersen – człowiek, który z urzędu stał się „strażakiem” wrocławskiej ekipy.
Bez samowolki
Najbardziej paradoksalne było to, że zmiana trenera powinna nieść ze sobą czas na odpowiednie dopasowanie elementów układanki według własnej myśli szkoleniowej. Patrząc na ligową tabelę, w Impelu nie tylko brakowało takiego czasu, a co więcej, punktów, które dałyby… pewne miejsce w ligowej „ósemce”! Z powagi sytuacji trener Aleksandersen zdawał sobie jednak świetnie sprawę. – Impel jest sporym wyzwaniem. Mam jednak w zespole siatkarki ze dużym potencjałem, jak np. Maja Ognjenović, Makare Wilson czy Vesna Djurisić, którą znam jeszcze z czasów występów w niemieckiej lidze czy kadrze Serbii. Milenę Rosner miałem okazję obserwować podczas spotkań reprezentacji Polski. Dodatkowo są też młode i zdolne polskie siatkarki. Nie potrafię zrozumieć, jak taka drużyna po dwunastu spotkaniach miała tylko dziewięć punktów – pointował zdziwiony Norweg. „Impelki” pomimo trudnej sytuacji, ostro wzięły się do pracy, a efekty można było oglądać w pojedynkach – tu zmiana tendencji z pierwszej rundy – nie tylko w meczach z Siódemką, czy AZS Białystok (oba wygrane pewnie po 3:0), a także pojedynkach z Aluprofem i Sopotem, z których wrocławianki „wyciągnęły” łącznie cztery oczka! – Nie poddajemy się. Trener nas bardzo dobrze motywuje. Myślę, że wykonuje naprawdę dobrą robotę, ustawiając nas w taki, a nie inny sposób na boisku. Każda wie co ma robić, nie ma samowolki. Taktycznie mamy ustalone założenia, które realizujemy. To z pewnością w ostatecznym rozrachunku wychodzi na plus – nie ukrywała zadowolenia z dyspozycji zespołu libero Impela Dorota Medyńska.
Miła pucharowa ­niespodzianka
Poza dołożeniem dziesięciu oczek do dorobku w Orlen Lidze i uratowaniu… „czegokolwiek”, czyli wejściu do najlepszej „ósemki” (ostatecznie siódma lokata przyp. eMPe), Impel pod wodzą trenera Aleksandersena wdarł się zupełnie niespodziewanie do finału Pucharu Polski. Było to nie lada zaskoczenie, które odbiło się szerokim echem także wśród… kompletnie nieprzygotowanych na taką ewentualność organizatorów, w ciemno drukujących plakaty, na których widniała nazwa i logo ekipy z Bielska-Białej (sic!). A tu proszę, BKS Aluprof zrobił sobie wolne, natomiast „Impelki” pojechały walczyć do Piły. Summa summarum skończyło się na jednym meczu i porażce w półfinale po pięciu setach z mistrzyniami z Sopotu, ale dla klubu była to nie lada gratka – zarówno promocyjna – jak i w temacie ukłonu w stronę kibiców. Można było być bowiem dumnym z obecności drużyny w gronie najlepszej „czwórki” PP. Po takim przetarciu pozostało już tylko czekać na fazę play-off, gdzie Impelowi trafił się nie byle jaki rywal – zdobywca właśnie wspomnianego Pucharu Polski 2013 – Tauron MKS Dąbrowa Górnicza. A wszystko przez… nieudaną rundę zasadniczą.
Feralna runda ­zasadnicza
Nie da się bowiem „nadrobić” okresu przygotowawczego oraz trzech miesięcy gry, w kolejnych, niespełna dwóch i pół miesiącach trenowania pod okiem nowego szkoleniowca. Wystarczy tu wziąć wałkowany przeze mnie temat selekcji personalnej i wyrównanej dwunastki (niestety, aby walczyć o „czwórkę”, trzeba liczyć się z takimi kosztami), na pogubionych punktach z dużo słabszymi przeciwnikami skończywszy. Końcówkę rundy zasadniczej pod względem terminarza Impel Wrocław miał wręcz zabójczą, trudno się zatem dziwić, że nie udało się wskoczyć choćby na szóste miejsce, ażeby uniknąć gry z Dąbrową Górniczą. Będąc zresztą sprawiedliwym, „na górze” kotłowało się (poza niekwestionowanym liderem z Muszyny) równie mocno, przed ostatnią kolejką trudno było wyrokować, kto będzie drugi, a kto skończy w tabeli tuż za podium. „Impelki” nie miały jednak zamiaru położyć się przed faworyzowanym rywalem. Obie drużyny dały sobie po razie, pierwszy weekend play-off zakończył się solidarnym remisem 1:1. – Myślę, że sprawa awansu do czwórki jest otwarta, a o tym kto awansuje, zadecydują mecze w Twardogórze – prorokował trener dąbrowianek Waldemar Kawka. Jak się miało okazać, nie pomylił się.
Dobry prognostyk na przyszłość?
„Impelki” podjęły rękawice w meczach z Dąbrową Górniczą, ale nie wystarczyło to do ostatecznego zwycięstwa. Dwie porażki, odpowiednio 1:3 i 2:3 rozwiały jakiekolwiek wrocławskie marzenia o medalu. – Gratuluję zwycięstwa drużynie z Dąbrowy Górniczej i życzę powodzenia w półfinale. Jestem rozczarowany, przede wszystkim sobotnim meczem. Zabrakło nam koncentracji i przegraliśmy wiele akcji, których przegrać nie powinniśmy. W niedzielnym spotkaniu prowadziliśmy 2:1 i nie potrafiliśmy utrzymać koncentracji do końca meczu, to frustrujące – mówił po drugim z dwumeczów trener Impela. Podłamane były także „Impelki”, które jeszcze długo nie mogły dojść do siebie po ostatniej piłce ćwierćfinału. Impel był z pewnością blisko, wstydu nie przyniósł, ale też powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski. Taka surowa lekcja może być bowiem fundamentem do rzeczywistego zbudowania siatkarskiej potęgi we Wrocławiu. Mówił o tym także trener Aleksandersen: – Wierzę, że te cenne doświadczenia dodadzą nam pewności siebie w przyszłości – szczerze skwitował norweski szkoleniowiec. Cierpliwości włodarze Impela stracić nie powinni, to nie byłoby w ich stylu. Na przyszłość należałoby jednak mieć szczyptę więcej zdrowego rozsądku w podejmowaniu decyzji, nawet trudnych i niekoniecznie dla wszystkich przyjemnych, dopóki rzeczywiście nie jest na nie za późno.
MACIEJ PIASECKI


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.