Historia Lucyny Kornobys – medalistki igrzysk paraolimpijskich, mistrzostw świata i Europy

Jelenia Góra, 2009. Lucyna postawiła na lekką atletykę. Z siatkówki na siedząco zrezygnowała, ale nie dlatego, że jej nie lubiła. Po prostu chciała mieć swój los w swoich rękach. Chciała mieć wpływ na każdy rzut, każde pchnięcie kulą. Zdobywać medale, które były zasługą wyłącznie jej ciężkiej pracy. Życie nauczyło ją, żeby polegać na sobie… Poznajcie historię Lucyny Kornobys. Str. 12-13

Lucyna

Czasem wierzymy, że życie rzuca nam kłody pod nogi, by nas pokonać. By nas rzucić na bruk i zgnieść. By zniszczyć poczucie wartości. Lecz pewnego dnia na naszej drodze pojawiają się właściwi ludzie. W jednej chwili człowiek zdaje sobie sprawę, że z tych licznych kłód, które zbierał przez całe życie, może zbudować schody, które doprowadzą go na sam szczyt.

Droga

Lubawka, 1984. Chodnikiem idą dwie dziewczynki, na oko sześcioletnie. Obie ubrane są w jaskrawo żółte kombinezony. Głowy mają zadarte do góry. Uśmiechają się szeroko. Kombinezony to najlepsza nagroda, jaką mogły sobie wymarzyć. Nikt w okolicy takich nie ma.

Te kombinezony to nagroda w zawodach sportowych. Mała Lucyna razem z siostrą startowały w wyścigu na biegówkach. Nie pamięta już, które miejsce zajęły, ale te kombinezony pamięta bardzo dobrze. Cały tydzień codziennie chodziły w nich do zerówki. A tego by nie było, gdyby pewnego razu trener Bodzek nie złapał jej, gdy znowu biegła bić się z jakimś chłopakiem przy trzepaku. Lucyna miała nieskończone pokłady energii. Skakała po płotach, rozrabiała, biła się z chłopakami. Wszędzie było jej pełno. „Skoro masz tyle energii, to ja ci pokażę, co dobrego możemy z nią zrobić” – rzucił jej kiedyś Bodzek. Jak powiedział, tak zrobił.

***

Kaczorów, 1993. Dookoła biało. Zimno, ale słonecznie. Świerki chowają zmarznięte gałęzie pod czapami białego puchu. W Kaczorowie na górce zabawa trwa w najlepsze. Słychać śmiech dzieci, głośne rozmowy i radosne piski. Raz po raz dzieci szusują na nartach z górki. Piętnastoletnia Lucyna mocno ściska w rękach kijki. Od zawsze lubiła sport. Czuje, że już lekko nadwyrężyła sobie kolana przez te dwa dni jazdy, ale to nie jest ważne w tej chwili. Ostatni zjazd i do domu. Pochyla się, odpycha i pędzi w dół.

Nagle niespodziewanie przed jej oczami wyrasta mężczyzna. Bezradnie rozkłada ręce. „Ja nie umiem jeździć” – krzyczy na chwilę przed tym, jak wspólnie lądują w zaspie, koziołkując kilka razy po stoku. Chwilę później pan się podnosi, otrzepuje i jedzie dalej. Lucyna jednak leży. Koledzy zanoszą ją do autobusu. Diagnoza: skręcone kolano.

***

Jelenia Góra, 2008. Na wojskowym stadionie właśnie odbywa się msza dla osób niepełnosprawnych. Lucyna siedzi na wózku i do głowy przychodzi jej myśl, że to dość dziwne miejsce, jak na taką mszę. Po błogosławieństwie wszystko się wyjaśnia.

Na stadionie rozpoczyna się pokaz licznych aktywności dla osób z niepełnosprawnościami. Nie tylko ćwiczeń rehabilitacyjnych, ale także prawdziwych dyscyplin sportowych. Patrzy szeroko otwartymi oczami i jest zafascynowana. Od zawsze lubiła przecież sport. Właśnie w tym momencie Lucyna odkrywa, że może walczyć o lepsze życie. Że nikt nie jest skreślony już na starcie. Że wszystko, całe swoje życie trzyma w swoich rękach.

Pomógł jej Wiktor Żuryński – prezes klubu jeleniogórskiego. Pokazał jej siatkówkę na siedząco, zabrał na pierwszy trening. Szybko się w tym odnalazła, wskoczyła do zespołu, jeździła na zawody. Spodobało jej się to. Spodobało jej się, że miała swoją drużynę, że sama była jej częścią. Lubiła wspólne treningi, obiady, spacery po obiedzie.

Nie minął rok, a Lucyna trzymała w ręku trzy medale mistrzostw Polski. Dwa miesiące później otrzymała zaproszenie na zgrupowanie kadry narodowej. Pojechała. Przez dwa tygodnie dzień w dzień ćwiczyła do upadłego, a przez następne dwa odpoczywała na zwolnieniu, bo jej ciało nie było przygotowane do tak wielkiej eksploatacji mięśni i sił na raz. Gdy doszła do siebie, zrozumiała, że sport kocha nad życie i co by się nie działo, właśnie w tę stronę chce podążać.

Czytaj więcej w papierowym wydaniu "Słowa Sportowego". Zapraszamy do kiosków.

ALEKSANDRA MIELCZAREK

Na gruzach Wrocławia

Ślęza zajmuje w moim życiorysie ważne miejsce, z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze jako przedmiot zawodowych, dziennikarskich doświadczeń, po drugie z racji działalności społecznej przede wszystkim mojego ojca (choć i ja mam w tej materii swój skromny udział), po trzecie sympatii do ludzi z I K.

Nowe szaty Hrabin

Takiego połączenia w Polsce jeszcze nie było! Hrabiny Wrocław, jeden z najbardziej utytułowanych klubów softballu w Polsce, od najbliższego sezonu zagrają w barwach Panthers Wrocław.

W szczytnym celu

W sobotę 6 czerwca o godzinie 2:15 spod sklepu triathlonowego Veloshop - BMC LAB Wrocław rozpoczęła się rowerowa eskapada nad Bałtyk. Udział wzięli w niej członkowie klubu kolarsko-triathlonowego GVT, a dokładniej dwunastu zawodników i jedna zawodniczka!

COS-y więzieniem? Raczej wybawieniem…

W związku z zamknięciem ośrodków sportowych rozbrat z basenem naszej czołowej pływaczki – Alicji Tchórz trwał ponad dwa miesiące. Od 14 marca kadra pływaków przebywa na zgrupowaniu w Centralnym Ośrodku Sportu w Wałczu.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij