Godne zakończenie rekordowego sezonu wyścigowego na Partynicach

, poniedziałek, 27 października 2014

Pięcioma ciekawymi wyścigami oraz tradycyjnym Hubertusem zakończono w sobotę sezon wyścigów konnych na torze „Partynice”. Dodajmy, że był to sezon pod każdym względem rekordowy.

avatar

– W tym roku odwiedziło nas 100 tysięcy kibiców. Dziękujemy państwu bardzo, że tak licznie przychodziliście do nas i obiecujemy, że w przyszłym roku będzie tu jeszcze przyjemniej, jeszcze ciekawiej. Przychodźcie do nas o każdej porze roku: w lecie czy w zimie. Nasz tor jest dla was otwarty – powiedział na zakończenie sezonu dyrektor wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych Partynice Jerzy Sawka, który całą przemowę wygłosił oczywiście z grzbietu rumaka.
Partynice biją rekordy
Pomimo przenikliwego, zimnego wiatru na Partynice przybyło w sobotę ponad trzy tysiące widzów. Ich liczba sprawiła, że po raz pierwszy w historii (przynajmniej tej powojennej) toru frekwencja w całym sezonie przekroczyła 100 tysięcy widzów. Dla porównania w 2011 roku przyszło ich tu jedynie 11 tysięcy. Teraz, gdy Partynice działają pod nowym (od zeszłego roku) kierownictwem, więcej potrafi być na jednym dniu wyścigowym.
Znakomita frekwencja to niejedyny rekord. Rekordowa była także pula nagród. Wyniosła ona 1 920 000 złotych. Na Partynicach w gonitwach płaskich, przeszkodowych i płotowych ścigały się konie pełnej krwi angielskiej, czyli folbluty. W sumie we Wrocławiu stale trenowanych jest 120 wierzchowców, 100 przyjechało z innych krajowych ośrodków jeździeckich, a 50 z zagranicy.
Wydarzeniem bez precedensu było także przejęcie przez Partynice od Służewca organizacji wielkiej gonitwy Oaks, czyli najważniejszy w sezonie wyścig dla trzyletnich klaczy pełnej krwi angielskiej, którego tradycja w Europie sięga 1779 roku, a w Polsce rozgrywany od roku 1887. Właśnie w dniu, gdy rozgrywany był Oaks na Partynicach, stawiła się rekordowa liczba 13 tysięcy widzów.
Leń przyczłapał ostatni
W sobotę odbyło się 5 jak zwykle ciekawych gonitw, które zadecydowały o tym, kto zostanie najlepszym trenerem i jeźdźcem. Ta pierwsza rywalizacja przebiegała w rodzinie. Prowadził z 14 wygranymi Stanisław Borkowski przed swoim synem Michałem, który miał o jedną wygraną mniej. Już w drugim wyścigu wystartował trzyletni arab pana Stanisława Florian. – To straszny len, a nie rumak, chociaż pochodzi od dobrej matki. On się nadaje w sam raz dla amatorów – machnął ręką pan Stanisław. I miał rację: Florian przybiegł ostatni.
Habana zawiodła
Ponieważ w poniedziałek podczas aukcji została za 8 tysięcy złotych sprzedana do Kazachstanu klacz pana Stanisława Khloe, wyglądało na to, że najlepszym jeźdźcem zostanie jednak Michał, który trenuje dwie faworytki: klacz Anny Jurksztowicz – Normanę i w ostatnim wyścigu o nagrodę zakończenia sezonu ubiegłoroczną sensacyjną zwyciężczynię Wielkiej Partynickiej – Habanę. Ale obie te klacze nieco zawiodły oczekiwania. Normana oglądała zad Zafry, a Habanę wyprzedziły aż dwa rumaki: Sopran Best i Tarant. To była mała sensacja, bowiem zdecydowanymi faworytami były Habana i Jihlava. Jednak dżokej tej słowackiej klaczy spadł z niej na przedostatniej przeszkodzie. – Jestem nieco zawiedziony tym, jak w tym roku biegała Habana. Liczyłem, że dużo lepiej przeleci Wielką Wrocławską. A to byl, jej najgorszy wyścig w karierze. Po raz pierwszy i jak dotąd jedyny zajęła niepłatne szóste miejsce. Ale skakanie przez przeszkody rządzi się swoimi prawami Nie wyjdzie jeden skok, jeden zakręt i już jesteś daleko – mówił Michał.
Rodzinna rywalizacja
Trenerem sezonu został więc jego ojciec Stanisław i było to dla niego piękne uwiecznienie kariery. – Na pewno nie były to takie emocje jak rywalizacja z kimś innym. Cieszyłem się, że Michałowi dobrze idzie i kibicowałem mu, bo miał dwa wyścigi, aby mnie prześcignąć. Ale wygrana w sezonie oczywiście cieszy tym bardziej przy tej ilości koni, które miałem. Niemal same araby, bo folblutów miałem niedużo. Nie otworzę działalności gospodarczej. Razem z synem będziemy prowadzić stajnię i myślę, że młodość i doświadczenie razem będzie procentowało – radował się starszy z rodu Borkowskich.
Michał też nie był tak bardzo zawiedziony. – Rywalizacja była do końca. Wiadomo, że zawsze chce się wygrać. Ale dużego smutku nie ma. Tato wygrał, ja byłem drugi, więc wszystko zostaje w rodzinie. Jesteśmy w trakcie rozmów o współpracy z tatą (śmiech). A tak na poważnie, myślę, że będzie przychodził pomagać, żeby emerytura nie schowała go w domu – przekonuje młodszy Borkowski.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.