Gdzie diabeł nie może… biała broń dla każdego

, czwartek, 14 listopada 2013

Był skok ze spadochronem, jazda na koniu wyścigowym, kickboxing, podnoszenie ciężarów, przyszedł czas na… szermierkę. Jeden wieczór, dwóch trenerów. Rozgrzewka z Tomkiem Motyką, wicemistrzem olimpijskim z Pekinu, drużynowym i indywidualnym mistrzem Europy, wielokrotnym mistrzem Polski, a sama już walka z Jackiem Gaworskim niepełnosprawnym florecistą, który zdradził mi tajemnice szermierczej potyczki na wózku.

avatar
(Fot. K. Ziółkowski) Marek Motyka założył trenerską bluzę i przypomniałam sobie jak wykonuje się trafienia na tułów i na mankiet

Rozgrzewka
­z ­olimpijczykiem

Nie da się ukryć, że trening szermierczy to dla mnie nie pierwszyzna, ale po kontuzji bardzo rzadko sięgałam po szpadę. Dlatego z wielkimi emocjami pakowałam resztę sprzętu, jaka mi została i jechałam na trening. Na początek rozgrzewka z Tomaszem Motyką, jednym z najbardziej utytułowanych polskich szpadzistów w historii, a obecnie także trenerem. Szybkie rozciąganie i przechodzimy do sedna sprawy. – W pierwszej kolejności osobę początkującą trzeba nauczyć poruszania się w postawie szermierczej – mówi Tomek. Oczywiście ja postawy szermierczej nie zapomniałam, bo jak to mówił kiedyś mój kolega, „z szermierką jest jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina, tylko się wolniej pedałuje”. Tak więc, jak wygląda postawa szermiercza? Wszystko zależy od tego, czy jesteśmy prawo-, czy leworęczni. Jeżeli prawo, wtedy prawą nogę wysuwamy do przodu, lewa – zakroczna ustawiona jest do niej prostopadle, ważne, żeby pięty były na jednej linii, nogi mocno ugięty i kolana w pozycji na zewnątrz, nigdy nie do wewnątrz, bo to grozi kontuzją. Biodra ustawić trzeba bokiem, a patrzeć należy przed siebie. Na początku jest niewygodnie, dlatego zanim się przyzwyczaimy do tej pozycji, najlepiej ręce trzymać na biodrach. Kilka kroków w przód, kilka w tył, bez problemu przypominam sobie, o co chodzi, no i w końcu… zakładam rękawice i biorę szpadę do ręki. Tu dla początkujących zaczynają się schody, i to bardzo strome. Odpowiednie ustawienie ręki w szermierce jest bardzo ważne, ale i bardzo trudne. Centymetr w jedną albo w drugą powoduje, że koniec broni skierowany będzie zupełnie nie tam, gdzie byśmy chcieli. Z pomocą przychodzi Tomek. – Kosz na zewnątrz, łokieć bardziej do środka – wydaje komendy. Zaczyna to jakoś wyglądać. Chwila, moment i Tomek zakłada trenerską bluzę, czarną i bardzo, bardzo grubą, tak, żeby nie czuć trafień zawodników. Zaczynamy tzw. lekcję indywidualną. Kroki w przód, w tył i trafienia w tułów, a później w tzw. mankiet, czyli rękę. Podstawy opanowane! Mnie poszło w miarę gładko, ale zanim osiągnie się jakiś poziom w szermierce, trzeba się naprawdę napocić. Mimo to sama walka sprawia ogromną frajdę, nawet jeżeli ledwo się kogoś trafia. Kto może trenować? Każdy, niezależnie od płci, wieku, wagi czy wzrostu. We wrocławskich klubach prowadzone są zarówno nabory dzieciaków w wieku nawet przedszkolnym, jak i dorosłych.
Walka z mistrzem
Po rozgrzewce z Tomkiem Motyką wsiadam w samochód i z wrocławskiego AZS przemieszczam się do klubu Wrocławianie. Tam czeka na mnie Jacek Gaworski. O floreciście pisaliśmy już nie raz. Jacek zmaga się z ciężkimi chorobami: stwardnieniem rozsianym i nowotworem mnogim rdzenia kręgowego. Było już bardzo źle, ale wola walki Jacka jest silniejsza niż jakakolwiek choroba. Kilka tygodni temu florecista poddany został eksperymentalnemu leczeniu w Berlinie. Jest lepiej, ale na kompleksowe wyniki badań musimy poczekać. Leczenie nie przeszkadza w treningach i w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Dwa tygodnie temu wywalczył mistrzostw Polski we florecie na wózku, a w zeszłym tygodniu wytłumaczył i pokazał mi, na czym polega szermierka niepełnosprawnych. Całe szczęście Jacek zgodził się na walkę na szpady, bo we florecie pewnie nie dałabym sobie rady. Wpadam na salę… Naprzeciwko stoją dwa wózki połączone metalowym łącznikiem. – Odległość między zawodnikami w szpadzie zostaje tak ustawiona, żebyśmy bronią mogli dosięgnąć łokcia przeciwnika – tłumaczy Jacek. Zakładam pełen ekwipunek, czyli szermiercze spodnie i bluzę. Warto dodać, że szermiercze „ciuszki” robione są z kewlaru, czyli materiału, który służy także do produkcji kamizelek kuloodpornych. Mimo jego wytrzymałości i grubości i tak można poczuć mocniejsze trafienia, czasem nawet robią się niezłe siniaki. Zanim jednak zapniemy bluzę, przez rękaw trzeba przeciągnąć kabel. Jedną jego końcówkę podpinamy do szpady, a drugą do aparatu. Dzięki temu, kiedy trafiamy, na aparacie zapala się czerwone, albo zielone światło. Siadamy na wózkach, sprawdzamy odległości, jest w porządku. Przywitanie – bo wiedzieć trzeba, że każda szermiercza walka zaczyna się od przywitania, a kończy pożegnaniem. Przywitanie polega na odpowiednim machnięciu bronią w kierunku przeciwnika, czasem także sędziego czy publiczności. Maski na głowę, gotowi… naprzód! I zaczynamy walczyć. Na wózku wcale łatwo nie jest. Ręka szybko zaczyna boleć, a człowiek zwyczajnie się męczy. Jak można się zmęczyć siedząc? Uwierzcie, można i to bardzo. – Kiedy dwa lata temu zacząłem trenować na wózku, nie mogłem się przyzwyczaić, zresztą do dzisiaj nie mogę – śmieje się Jacek Gaworski. – Ciągle mam ochotę zrobić krok, doskok, wypad, a nie ma jak – tłumaczy z uśmiechem. Rzeczywiście, ja też miałam takie odruchy dlatego założyłam sobie specjalny pas na nogi, żeby mnie nie kusiło. Jedną ręką trzymam się za rączkę wózka, tak jest łatwiej utrzymać równowagę. – Możesz się wychylać, ale pamiętaj, żeby nie podnosić pośladków, za to są już ostrzeżenia i kartki – ostrzega Jacek. Ja trafiam go w rękę, on przede wszystkim łapie zasłony i ja obrywam w tułów. No tak, od razu widać kto miał więcej do czynienia z jaką bronią. W szpadzie polem trafienia jest całe ciało, od czubków palców po czubek głowy. Szpadziści często więc trafiają w rękę, bo to ona jest najbardziej wysuniętym polem przeciwnika. We florecie trafia się w korpus, w specjalnie metalizowaną kamizelkę. Jeszcze jest szabla, której we Wrocławiu się akurat nie uprawia. Tam się nie trafia, a wykonuje cięcia w pole trafienia od pasa w górę. Chwila przerwy. Dyskutujemy z Jackiem o zawodach, wrocławskich klubach, o szermierce niepełnosprawnych. – Z tego co wiem, to rzadko się zdarzają szermierze pełnosprawni, którzy w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności trafiają na wózek. Poznałem kiedyś Węgra, który trenował szermierkę od dziecka, później miał wypadek samochodowy, trafił na wózek i do dziś startuje w zawodach. To tylko on i ja. Ale wiesz, szermierka jest coraz bardziej popularna wśród niepełnosprawnych. Wiem, że są nią zainteresowani nawet w przedszkolach integracyjnych – opowiada Jacek. Jeszcze kilka trafień na koniec i uścisk dłoni. Walka z kimś takim była prawdziwą przyjemnością i szczerze mówiąc mam ochotę na więcej. A o tym jaka to frajda móc skrzyżować broń z przeciwnikiem może przekonać się każdy. Wystarczy zgłosić się do jednego z wrocławskich klubów. Walki na szpady spróbować można przede wszystkim w AZS AWF Wrocław. Zajęcia organizowane są w hali wielofunkcyjnej na Stadionie Olimpijskim. Niedawno też powstał klub założony przez zawodników AZS – Matchpoint w Ślęzie pod Wrocławiem. Tam szermierki uczą się przede wszystkim dzieci, ale dorośli mogą umawiać się także na lekcję indywidualne. Nie można też zapomnieć o wrocławskim Kolejarzu. Tam jednak nacisk kładziony jest przede wszystkim na floret. To zupełnie jak w KS Wrocławianie, który działa w szkole nr 85 we Wrocławiu. Tam na zajęciach można spotkać prawdziwych mistrzów, a także powalczyć na wózku.

OSZ


źródło: własne


Proste pytanie: 2 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
Sonda
Mundial 2018 w Rosji: Czy Polska wyjdzie z grupy??