Gdzie diabeł nie może…

, poniedziałek, 14 października 2013

Już w najbliższą niedzielę we Wrocławiu rozpoczynają się mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów w Hali Stulecia. Za nim jednak obserwować będziemy zmagania najlepszych, postanowiliśmy sprawdzić, jak rzeczywiście wygląda trening ciężarowca. W świat tej dyscypliny wprowadził nas dwukrotny medalista mistrzostw olimpijskich, a obecnie prezes PZPC – Szymon Kołecki.

avatar
Ostatnie rady mistrza Szymona Kołeckiego (FOT. K. Ziółkowski)

– Czujesz ten zapach? To zapach mojego dzieciństwa – powiedział całkiem poważnie Szymon Kołecki zaraz po wejściu na salę ciężarowców Śląska Wrocław. – Tutaj przyjeżdżałem kiedyś na treningi – tłumaczył. Teraz jako prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów też przyjechał na trening. Swój i jednocześnie mój. Sala ciężarowców przy Racławickiej to bardzo ciekawe miejsce. Z powodzeniem można by tu kręcić filmy z lat 60. Podłoga, ściany wszystko sprawia wrażenie, jakby nie było odnawiane przez pół wieku co najmniej. Ale takie dzisiejsze sportowe realia. – Rozgrzewaj się trochę, chyba nie chcesz złapać kontuzji – powiedział Szymon Kołecki. Po czym sięgnął po… metrowy kij. – To ważna pomoc dydaktyczna, potrzebna do kształtowania techniki – wytłumaczył Mirosław Chlebosz trener Śląska Wrocław, który z uśmiechem na ustach przyglądał się moim poczynaniom. – Wiesz czym różni się rwanie od podrzutu – zapytał Szymon. Jasne, że wiem, kto tego nie wie. – No to pokaż. A widzisz, to, co robisz, to co najwyżej niszczenie sobie kręgosłupa. Trzeba zacząć wszystko od początku… – skomentował dwukrotny wicemistrz olimpijski. Przede mną leży sztanga, waży 10 kg plus kółka, takie dla dzieci, każde 2,5 kg. W sumie 15. W porównaniu do sztangi, która leży obok – w sumie z talerzami waży jakieś 160 – moje 15 to nic, a jednak ciężar jest. Postawa, czyli ugięte kolana, proste plecy, broda do góry. Zaczynamy od rwania. Ręce szeroko rozstawione na sztandze i od razu do góry. – Sztangę trzymaj blisko ciała, wtedy łatwiej jest ją podnieść – doradza Kołecki, lekko klepiąc mnie po niezbyt prostych plecach kijem. I tak kilka powtórzeń, aż lekko zaczęły mi drżeć mięśnie. Uf, krótka przerwa. Czas na podrzut. Na czym to polega? Pozycja wyjściowa ta sama, ale później najpierw zarzuca się sztangę na wysokości barków, odpowiednio odkręca łokcie i na koniec z lekkim przysiadem podrzucić ciężar nad głowę. Chyba wolę podrzut, wydaje mi się łatwiejszy.
Tak się zaczyna
Nieważne, ile dziecko ma lat. Ja zaczynałem mając pięć, inni mając 11 czy 12 – opowiada Szymon Kołecki. Nie trzeba być niewiarygodnie silnym, mieć specjalnych predyspozycji, ale jedno jest pewne, jeżeli chce się osiągnąć sukces, trzeba bardzo ciężko pracować. Jak to w życiu, nie ma nic za darmo. – Trenerzy często testuje osoby w bardzo prosty sposób. Każą zrobić im przysiad ze sztangą z w pełni przylegającymi do ziemi stopami – tłumaczy prezes PZPC. Osoby, które potrafią wykonać to ćwiczenie, mają łatwiej, ich stawy są odpowiednio rozciągnięte, przygotowane do uprawiania tej dyscypliny. Jeżeli jest inaczej, też nie ma tragedii, ale ktoś taki musi poświęcić miesiące, żeby rozciągnąć achillesy, stawy biodrowe, łokcie, kręgosłup. Pozornie trening sztangisty może wydawać się nudny, ale to tylko pozory. – Ćwiczeń jest cała masa i zaręczam, że wcale tak szybko się nie nudzą – opowiada Kołecki. Na początku najważniejsza jest jednak technika, a nie ćwiczenia siłowe. Bez odpowiedniej techniki kontuzje murowane. Dzieciaki, zanim zaczną dźwigać na poważnie, na treningach wykonują przede wszystkim ćwiczenia ogólnorozwojowe: sprinty, skoki, wieloskoki, rzuty piłką lekarską, walki na materacach. Sporo czasu upłynąć musi, zanim młody adept podnoszenia ciężarów stanie na pomoście na zawodach.
Świat z pomostu
Pomost, na którym dźwiga się ciężary, podczas zawodów ma powierzchnię 4x5 m. Zawodnicy podnoszą sztangę, która ma długość 221 cm. W sumie, razem z zaciskami sztanga waży 25 kg. Zawody przeprowadzona są przez trzech sędziów. Próba jest zaliczona, jeżeli przynajmniej dwóch z nich uzna ją za poprawnie wykonaną. Każdy z zawodników ma po trzy podejścia, zarówno w rwaniu, jak i podrzucie. Wyniki z obu konkurencji są sumowane. Ważne jest też to, że zawodnik, który nie zaliczy albo rwania, albo podrzutu nie będzie klasyfikowany. W przypadku, kiedy dwóch lub więcej ciężarowców uzyska taki sam wynik w dwuboju, lepsze miejsce zajmie ten z niższą wagą. Zawody mężczyzn rozgrywane są w siedmiu kategoriach wagowych. Od 56 kg do + 105 kg. Natomiast pań w siedmiu – od 48 do +75 kg. O tym, jak wyglądają najbardziej profesjonalne zawody ciężarowe, będziemy mogli przekonać się już w niedzielę, a później przez cały tydzień. Zapraszamy na mistrzostwa świata.

OSZ


źródło: brak danych


Proste pytanie: 1 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.