Gdzie ci kibice, prawdziwi tacy…?

Z noworocznymi odwiedzinami w ramach cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki wybrał się na wizytację do Świdnicy. W tym, jakże bogatym w historię mieście, swoją siedzibę ma Polonia, która plasuje się na szóstej pozycji w tabeli III ligi dolnośląsko-lubuskiej. – Jeżeli dzisiaj miałbym się odnieść do naszego miejsca i sytuacji, to nie mamy żadnych szans na awans. Dwie pierwsze kolejki mogą jednak wiele zmienić – bez ogródek mówi trener świdnickiej drużyny Przemysław Malczyk. 

Do spotkania – jak się miało wkrótce okazać – w trzyosobowym gronie, doszło dosłownie dzień po zakończeniu bożonarodzeniowych świąt. Trener Malczyk był jednak zwarty i gotowy, bez problemu godząc się na spotkanie. Pojawiłem się na obiekcie Polonii jednak nieco wcześniej, ażeby dotknąć, zobaczyć, powąchać i poobserwować, wszystko co mogłoby być ciekawe i inspirujące do materiału. Problemów z trafieniem na miejsce nie było, ponieważ stadion Polonii mieści się w pięknym kompleksie świdnickiego OSiR-u (m.in. baseny, korty tenisowe, boisko ze sztuczną nawierzchnią). Niedaleko mieści się również lodowisko, które ze względu na wyjątkowo… jesienną zimę, jest wręcz oblegane – zarówno przez najmłodszych, jak i starszych miłośników łyżwiarstwa. – Zainteresowanie faktycznie jest spore – stwierdziliśmy spoglądając z podziwem wspólnie z trenerem Malczykiem, jak forsowane są drzwi i okna wejściowe lodowiska.  


Pierwotne spotkanie w cztery oczy rozrosło się do spotkania w cztery, lecz… pary oczu. Lista obecności, to: trener Malczyk, ja oraz dyrektor Polonii Świdnica Dariusz Rutkowski (jest posiadaczem okularów, a jak mawia moja mama, nieraz jest to dodatkowa para oczu). Tematy świąteczne szybko odeszły w niepamięć i tematem przewodnim stała się – jakżeby inaczej – piłka nożna. Ta świdnicka – wydawałoby się – ma się całkiem nieźle. W kadrze zespołu nazwiska w takie jak Filipczak, czy Lato, robią wrażenie. Polonia zajmuje jednak dopiero szóste miejsce w tabeli. – Gdyby sędziowie z Trzebnicą i Żarami nas ewidentnie nie okradli, to wtedy mielibyśmy 30 punktów. Pięć oczek straty do Oławy i jesteśmy na bardzo dobrej pozycji wyjściowej. Sytuacja wygląda jednak tak, że mamy liczbę 24 na swoim koncie i 11 punktów straty do lidera – analizował sytuację trener Malczyk.


Obecny opiekun Polonii pojawił się w roli strażaka po początkowym falstarcie, jaki zaliczył zespół pod wodzą Artura Sary. Co ciekawe, Sara zastąpił na stanowisku… właśnie Malczyka. – Prezes zadecydował tak a nie inaczej, ale później jednak zadzwonił. Każdy popełnia błędy. Wróciłem i zaczęliśmy budować zespół na nowo – opisywał dość niecodzienną sytuację obecny trener Polonii. Młody (zaledwie 31 lat) szkoleniowiec ostro wziął się do pracy i na efekty nie trzeba było długo czekać. – My w perspektywie wszystkich dotychczasowych spotkań, pomijając spotkanie w Dzierżoniowie, od żadnej drużyny nie byliśmy słabsi – podkreślał Malczyk, tonując przy tym hurraoptymizm kontrargumentem: – Mamy jednak kłopot z meczami u siebie… statystyki nie pozostawiają złudzeń. Przedostatnie miejsce pod względem meczów w roli gospodarza! To trzeba zdecydowanie poprawić – kiwał głową niepocieszony trener.

Paradoksalnie, problemem jest przełamanie własnej blokady. Nie można bowiem mówić o presji trybun, ze względu na… bardzo marną frekwencję. Tu nigdy nie było aż tak bardzo dużego klimatu dla piłki. To jest główny powodem braku dużego zainteresowania. Owszem, jak graliśmy mecz pucharowy z Pogonią Szczecin, czy baraże o awans wyżej – to wiadomo, że przyciągnie człowieka na stadion. Najbardziej przyciągają wyniki. Wtedy, jak nawet bilety będą po 10 złotych, to ludzie przyjdą – przekonywał dyrektor Rutkowski, dodając przy tym: – Zobaczymy, co będzie na wiosnę. Możliwe, że mecze nie będą biletowane – z tego co zapowiada prezes. Jeśli jednak nie będzie biletów, to niewiadomo, czy policja zezwoli na mecz z Dzierżoniowem, który zalicza się do tych, o podwyższonym ryzyku – analizował sytuację dyrektor świdnickiego klubu. Organizacja organizacją, ale kibiców mogłoby być faktycznie więcej (przeciętnie pojawia się ich w granicach 200), zwłaszcza, że niektórzy starsi kibice, otwarcie dziwią się młodym ludziom: – Jak byłem młody, to chodziłem na piłkę, ale teraz… nie moje czasy, a młodych nie widać. Ładny mam stadion i też taki Darek Filipczak, czy Jarek Lato wrócili. Tutaj powinno żyć co weekend wszystko a jest słabo. I z piłką, i z siatkówką, ze sportem ogólnie – opisywał mieszkaniec Świdnicy, Pan Jerzy.


Nie popadając w minorowy nastrój, warto pamiętać, że z Świdnicy pochodzą takie talenty, jak Janusz Gol (obecnie Legia Warszawa), Arkadiusz Piech (Ruch Chorzów) czy dobrze znany wrocławskim fanom Remigiusz Jezierski. – Zawodnicy pokroju Gola i Piecha, według mojej analizy, rodzą się w Świdnicy przeciętnie co 10 lat – wylicza Rutkowski. Obecnie w zespole motorem napędowym wydaje się być wspomniana wcześniej doświadczona dwójka Filipczak – Lato. – Jarek Lato dużo pomaga na treningach. Na boisku również podpowiada chłopakom. Darek za to nie jest typem, który krzyczy i ustawia na boisku, tylko swoją grą pokazuje klasę. Dodatkowo bardzo dużo pomaga mi Maciek Bielski. On jest moim asystentem i dobrze ze sobą współpracujemy – opisywał trzon zespołu, zarówno od strony sportowej, jak i mentalnej, trener Malczyk. Korekty w składzie są jednak naturalną kolejną rzeczy, której nie unikają również w Świdnicy. – Potrzebuję obrońcę, defensywnego pomocnika i napastnika. Prowadzimy rozmowy z chłopakiem z Górnika Wałbrzych i z młodymi z okolic Świdnicy. Odchodzą natomiast na pewno Starczukowski i Chmiel, bo nie dali rady na tym poziomie – opisał sytuację trener Malczyk. Dodatkowo kilku zawodników dostało zaproszenia na testy – Kamil Śmiałowski był w Polkowicach, Wojtek Szuba i Patryk Salamon mieli zaproszenia do Miedzi Legnica – wymienił Rutkowski.

Mimo szóstej pozycji w tabeli, patrząc na potencjał ludzki, można w Świdnicy myśleć o awansie. Rzucone hasło i debata na jego temat zajęła nam zdecydowanie najwięcej czasu… – To jest kwestia tego, czy Świdnica, jako Świdnica jest gotowa na awans do II ligi. Promocja wyżej to nie jest tak, że się wsiądzie i pojedzie – zauważył w jednej z wygłaszanych opinii słusznie Dariusz Rutkowski. – Zakładając jednak hipotetycznie, że jest zielone światło od prezesa Witkowskiego, bądź zarządu, Polonia chce awansować? – zapytałem wprost. – Każdy trener chciałby awansować – odparł szczerze i krótko trener Malczyk, dodając i kończąc – jak na prawdziwego faceta przystało: – Chcemy przede wszystkim spokojnie grać, utrzymać to, co teraz mamy plus dwóch, trzech ludzi dokooptować i być solidną drużyną w III lidze. Zostało nam 12 meczów, czyli 36 punktów do zrobienia. Jak zrobimy… 33 punkty, to będzie dobrze (śmiech). Mówiąc już poważnie… chciałbym powiedzieć, że zagraliśmy dobrą rundę. Co to będzie oznaczać, jaki dorobek punktowy i miejsce – czas pokaże. Pozostało pokiwać głową i podziękować za rozmowę, która – przy dobrych wiatrach – mogłaby potrwać do jeszcze dużo, dużo dłużej. 

Radomski w Świdnicy

Świdnicka Polonia nowy rok rozpoczęła z nowym dyrektorem ds. organizacyjnych i prawnych.

Na własne oczy

Na świąteczną odsłonę cyklu reportażowego „Na własne oczy” Maciej Piasecki zaprasza do Dzierżoniowa. Swoją siedzibę ma tam trzecia w ligowej hierarchii Lechia.

Na własne oczy

W drugiej odsłonie cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki z wizytacją wybrał się do Trzebnicy. Swoją siedzibę ma tam wicelider III ligi Polonia.

Na własne oczy

Dla piłkarzy III ligi tegoroczne granie już się zakończyło. Przyszedł więc moment na rozpoczęcie nowego cyklu reportażowego pod tytułem.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij