FUTSAL EKSTRAKLASA Kontrowersje wokół zarządzania jelczańskim klubem

Twórca sukcesu Orła Jelcz-Laskowice – tak słusznie żegnany był Sebastian Bednarz po rezygnacji z funkcji prezesa. Zostawiał w rękach Przemysława Olechowskiego klub zadłużony i pogrążony w wielu problemach. Odchodził, jak twierdzi, pod naciskiem następcy. Ten winą za zły stan rzeczy obarcza przede wszystkim poprzednika i jego sposób zarządzania. – Ojców sukcesu jest wielu, a gdy pojawia się problem, to człowiek jest sam lub jest tym złym – broni się Bednarz. To historia o utraconym zaufaniu z obu stron z nierozliczoną dotacją sprzed lat w tle.

Maj 2020 roku, tuż po długim weekendzie. Sebastian Bednarz po rozmowie z wiceprezesem Przemysławem Olechowskim podjął decyzję, że rezygnuje z roli prezesa KS Acany Orła Futsal Jelcz-Laskowice. Oficjalne powody były następujące: Bednarz postanowił skupić się na prowadzeniu własnej firmy i poświęcił czas rodzinie. Założyciel klubu, który w ciągu 3 lat wprowadził Orła do ekstraklasy, a następnie przez 2 lata utrzymywał w czołówce ligi odchodzi, zostawiając „swoje dziecko” pod okiem kompetentnego następcy. Jako wiceprezes miał wciąż pozostawać w otoczeniu klubu i pomagać w miarę możliwości i potrzeb. Nowy prezes pytany o obawy przy przejęciu stanowiska powiedział: – Oczywiście, że były i nadal są. Szczególnie teraz, kiedy trudno będzie o nowych sponsorów. Klub to nie zabawka, ale połączenie biznesu z emocjami. Jeśli między tym nie ma balansu, to zaczynają się problemy. Dwa ostatnie zdania częściowo można odnieść do prezesury Bednarza. – Poprzedni zarząd  wydawał na zagranicznych zawodników na zasadzie ‘jakoś to będzie’. W pewnym momencie środki z dotacji i od sponsorów nie pokrywały najpilniejszych od wydatków zobowiązań. Zaciągane były kolejne pożyczki i spirala zadłużeń się nakręcała. Paru zawodników odeszło z uwagi na nieopłacone kontrakty. Mieliśmy duże zaległości w wypłacaniu pensji dla zespołu i trenera czy w regulowaniu zobowiązań względem firm np. Jako Polska sp. z o.o. (tu komornik ściągnął z konta klubu ok 80.000 pln), a także z tytułu wynajmu hali – wymienia obecny prezes, który w klubie funkcję wiceprezesa pełnił od kwietnia 2019 roku. – Sezon 2019/20 to nieustanne gaszenie pożarów na tonącym okręcie. Gdybym nie zaczął wówczas działać przygoda Orła skończyłaby się na szóstej maksymalnie ósmej kolejce. Dzięki gruntownej, często bolesnej restrukturyzacji, którą wprowadziłem, moglibyśmy już nie istnieć – twierdzi.

Sebastian Bednarz nie zaprzecza, że sytuacja klubu była trudna, ale jednocześnie rozbija odpowiedzialność.  – Przyznaję, że dziś wiele rzeczy zrobiłbym inaczej, ale nie działałem jednoosobowo. Każda moja decyzja podejmowana była wspólnie z członkami zarządu. Byliśmy na minusie, to niestety fakt, ale były też plany jak to eliminować. Właśnie po to dołączył do nas Przemysław, który miał mnie odciążyć  w kwestii zarządzania finansami. Zaczął działać w klubie nieoficjalnie od stycznia 2019 roku. W kwietniu został wiceprezesem i był odpowiedzialny za działania związane z budżetem – tłumaczy. – Wspólnie podpisywaliśmy ugodę m.in. z trzema zagranicznymi zawodnikami, którym zalegaliśmy z wypłatą. Wiedział o wszystkim. Od dłuższego czasu naciskał na mnie, bym ustąpił ze stanowiska, na co ostatecznie się zdecydowałem, choć nie było to łatwe. W wielu kwestiach dotyczących oceny sytuacji w klubie obaj panowie znacząco się różnią. To historia o utraconym zaufaniu z obu stron oraz nierozliczonej dotacji sprzed prawie 4 lat.

W świetle opowieści zarówno Bednarza, jak i Olechowskiego największe oburzenie budzi kwestia nierozliczonej kilkudziesięciotysięcznej dotacji na Futsal Masters z 2017 roku, ściąganej obecnie z konta klubu. Jeśli wierzyć wersjom obu panów i je połączyć, to nawet ewentualne zaniedbanie obecnego prezesa w kwestii odwołania nie przykrywa najważniejszej rzeczy, która miała miejsce długo przed zaangażowaniem Olechowskiego. Gdyby zarząd na czele z Bednarzem rozliczył się z miastem w terminie, a nie próbował załatwić sprawę po dużej zwłoce, klub miałby na głowie jedno poważne zmartwienie mniej.

 Kto chciał tworzyć futsalowy Śląsk?

KS Acana Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice w maju 2020 roku zajmował 6. miejsce w ekstraklasie. Niedługo potem okazało się, że sezon 2019/20 nie zostanie dokończony z uwagi na pandemię koronawirusa. Pandemią można było także tłumaczyć kłopoty finansowe klubu, który dość szybko po rezygnacji Bednarza musiał zmienić status z profesjonalnego na półprofesjonalny. Piłkarze zostali zmuszeni do łączenia gry w piłkę z pracą, zmniejszono liczbę treningów. Dla wielu zespołów w Polsce to szara rzeczywistość, ale w przypadku drużyny, która od czasu awansu do elity była blisko walki o medale, stanowiło to zaskoczenie. Start w obecnych rozgrywkach do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania. Nie było środków na czerwcowe wpisowe wynoszące kilkanaście tysięcy złotych, kwestia przyznania licencji długo była przekładana. Ostatecznie w lidze udało się wystartować dzięki miejskiej dotacji. Niedługo po wygranej Orła Jelcz-Laskowice 3:0 z Gredarem Futsal Team Brzeg w pierwszym meczu sezonu, do klubu dotarła informacja o rezygnacji Sebastiana Bednarza z roli wiceprezesa i członka stowarzyszenia. Dokumenty przesłał pocztą, a z Olechowskim porozmawiał dopiero po fakcie. – Po odejściu z funkcji prezesa starałem się pomagać jak mogłem, próbując załatwiać potencjalną współpracę z dużymi sponsorami, ale kopane były pode mną dołki – utrzymuje. – Podczas rozmów z firmami kilkukrotnie usłyszałem, że w kontaktach z samym klubem, a przede wszystkim z nowym prezesem, byłem oczerniany i obwiniany o wszystko złe, co się stało – twierdzi Bednarz. Ostatecznym zapalnikiem do rezygnacji z członkostwa w stowarzyszeniu miała być dla niego informacja (zdobyta, jak twierdzi, z bardzo wiarygodnego źródła), że Olechowski chciał sam realizować projekt stworzenia futsalowego Śląska, planowany przez Bednarza. Wcześniej obecny prezes Orła miał miał krytykować poprzednika za plany przeniesienia Orła Jelcz-Laskowice do Wrocławia, pod herb Śląska wiosną 2019 roku. Olechowski zaprzecza doniesieniom, że chciał ukraść inicjatywę Bednarza i tworzyć od podstaw futsalowy zespół Śląska. Uważa je za brednie. – Chciałem tylko powstrzymać jego działania, by na ich skutek nie ucierpiały kolejne osoby – twierdzi. Fakt stanięcia przez poprzednika na czele WKS-u Futsal Śląska Wrocław stał się dla niego zapalnikiem do opowiedzenia o szeregu zaniedbań poprzednika. – Sebastian w okresie pracy w Jelczu-Laskowicach zawiódł wielu ludzi. W dżentelmeńskiej umowie zobowiązał się pomóc posprzątać ale schował głowę w piasek i unika odpowiedzialności. Miał do tego prawo – nie każdego stać na dotrzymanie danego słowa - jednak do głowy by mi nie przyszło, że w swojej bezczelności postanowi stanąć na czele nowego projektu i firmować go z uśmiechem tak, jakby nic się nie stało – mówi Olechowski. – Czy warto było umyć ręce i iść w kolejny projekt? Dla rozwoju futsalu świetnie, że powstał taki klub, ale wspólnicy Sebastiana, zawodnicy, którym obieca przysłowiowe „gruszki na wierzbie”  oraz przede wszystkim sponsorzy i organizacje dotujące futsalowy Śląsk Wrocław powinni poznać szczegóły jego stylu zarządzania. Dlatego o nich mówię – tłumaczy. Rzekomo od dłuższego czasu jelczańskie środowisko miało się powstrzymywać od uderzania w założyciela klubu. Bednarz ma inny pogląd na powody, dla których Olechowski porusza temat. – Usłyszałem od Przemka, że jeśli będę się wychylał, zrobi wszystko aby mi zaszkodzić (stąd pewnie ten artykuł). Nie zamierzam siedzieć cicho – 3 miesiące dochodziłem do siebie po „rezygnacji” to było/jest moje dziecko i dlatego tym bardziej mi przykro że w taki sposób to się teraz odbywa. Żyję, mam swoje pasje, działam w sporcie, a przede wszystkim w biznesie. Wychylił się lub, jak to woli, wyszedł z cienia. Po ponad sześciu miesiącach od rezygnacji z funkcji prezesa Orła Jelcz-Laskowice Sebastian Bednarz został prezesem WKS-u Śląska Futsal Wrocław. Klub założono przy dawnym wojskowym, wielosekcyjnym WKS-ie, którego dyrektorem jest Janusz Pilch (nie wewnątrz Śląska Wrocław S.A., znanego przede wszystkim z prowadzenia drużyny piłkarskiej). Bednarz realizuje projekt wraz z trójką współzałożycieli: Przemysławem Bednarkiem, Szymonem Czeczko i Tomaszem Urbańskim.

Nierozliczona dotacja

W 2015 roku Sebastian Bednarz pojawił się u Krzysztofa Konopki, prezesa Centrum Sportu i Rekreacji w Jelczu-Laskowicach namawiając go do współpracy przy tworzeniu futsalowego klubu w regionie. – Stworzyłem go od podstaw, dokładając do interesu cały czas z własnej kieszeni, zwłaszcza wtedy, gdy drużyna miała sportowe kryzysy – wspomina początki Bednarz. Miał mnóstwo zapału, potrafił wzbudzić zaufanie, więc Konopka postanowił zaangażować się w sportowy projekt. Z czasem CSiR zaczął wynajmować drużynie halę sportową. Założyciel Orła wpadł także na pomysł organizacji w hali międzynarodowego turnieju Futsal Masters. Wykorzystał swoje zagraniczne kontakty i do udziału już w pierwszej edycji zaprosił m.in. portugalski Sporting, jedną z najlepszych drużyn na świecie. Jej siedzibę w stolicy Portugalii odwiedził na samym początku tworzenia jelczańskiego klubu, by czerpać najlepsze zachodnie wzorce. Jak twierdzi klub, Bednarz nie wywiązał się jednak wzorowo z roli organizatora turnieju. W tym samym roku przeniósł Futsal Masters do Wrocławia, do hali Oribta, nadając projektowi jeszcze większy prestiż. Bardzo późno poinformował o „przeprowadzce” Konopkę, ale zdaniem Olechowskiego istnieje dużo poważniejszy problem. – Nie została rozliczona dotacja miejska na organizację turnieju Futsal Masters 2017 w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, która obecnie jest ściągana z konta Orła. Cokolwiek i jakkolwiek by nie mówić – dokumenty przez Bednarza nie zostały złożone w terminie a co za tym idzie projekt nie został rozliczony i pieniądze trzeba oddać. Nie została opłacona hala, ochrona, transport, noclegi i wiele innych. To wszystko do dziś ciągnie Orła w dół – mówi. Bednarz:  – Dotacja na Futsal Masters została rozliczona, ale pojawiły się błędy, które musieliśmy uzupełnić. Nie mówi, dlaczego sprawa nie została załatwiona dużo wcześniej, dalsze tłumaczenie sytuacji rozpoczyna od grudnia 2019 roku, gdy do Jelcza-Laskowic miało wpłynąć pismo z urzędu miasta Wrocław. Klub od tego momentu miał miesiąc na wprowadzenie poprawek do rozliczenia. – Pismo zostało odebrane przez Przemka w grudniu. Mieliśmy miesiąc aby działać. dokumenty zostały odebrane przez obecnego prezesa i niestety nieprzekazane dalej przez co straciliśmy szanse na odwołanie. Doprowadziło to do tego, że na konto klubu została nałożona blokada. To był kolejny bardzo duży zapalnik w okresie trudnej sytuacji. W marcu odwołaliśmy się od tej decyzji i wysłaliśmy poprawki. Także w kolejnych miesiącach, już z Przemkiem jako prezesem, podpisywaliśmy się pod dokumentami o odwołaniu, by cofnąć decyzję władz. We wrześniu wysłaliśmy ostatnie dokumenty i przestałem angażować się w sprawy klubu – opowiada. – Przemek niestety także przyczynił się do tego, że pieniądze są obecnie ściągane z konta Orła – dodaje. Olechowski przy okazji krótkiej, niespodziewanej rozmowy nie potrafi przypomnieć sobie pisma z przełomu grudnia 2019 i stycznia 2020. Do rozstrzygnięcia konieczne byłoby zapewne dokładne przestudiowanie wielu formularzy, może nawet korespondencji mailowej obu panów. Olechowski skupia się na okresie zaniedbań z czasu, gdy nie było go jeszcze w klubie i nie czuje, że zajęcie konta klubu jest także jego winą. – Sprawa z nierozliczeniem dotacji, rozrzutność, ciągłe zadłużanie klubu  przez tak długi czas to ewidentne działanie na szkodę. Poprzedni zarząd nie rozliczył pieniędzy przyznanych na organizację turnieju, który odbył się w 2017 roku. Po późniejszym wezwaniu do rozliczenia dokumenty zostały złożone po terminie. Złożono odwołanie do specjalnej komisji, która odrzuciła je jako bezpodstawne – opowiada . – Fakt jest taki, że na konto Orła została nałożona blokada na rzecz miasta Wrocławia i klub musi zwrócić pieniądze. Przed rezygnacją Sebastiana składaliśmy kolejne pisma, następnie dokumenty uzupełniające. Sprawa jest moim zdaniem pozamiatana, wyczerpaliśmy wszystkie możliwości administracyjne – podsumowuje.

Piłkarz upomina się o pensję na Facebooku

Klub w czasie, gdy rządził nim zarząd na czele z Sebastianem Bednarzem zaciągał także długi w CSiR-ze, który wynajmował Orłowi halę. – Kwota zadłużenia w momencie odejścia prezesa Bednarza może nie rzucała na kolana, ale niesolidność była bardzo duża. Klub notorycznie rozmijał się z płatnościami i deklaracjami. Prezes zapewniał o regulowaniu opłat, po czym przestawał się odzywać. Zupełnie stracił wiarygodność – twierdzi dyrektor Krzysztof Konopka. Z jego opisu wynika, że nie chciał, by współpraca z klubem się załamała. Poprawa miała nastąpić po tym, jak prezesem został Przemysław Olechowski.– Mieliśmy zadłużenie względem hali, które zawsze było spłacane z opoźnieniem oraz opoźnienia wśród kilku partnerów. Był na to wszystko przygotowany plan – twierdzi Bednarz. Nie ukrywa, że klub był na minusie i miał długi także względem zawodników czy trenera.

Szkoleniowiec Orła Jelcz-Laskowice, Chus Lopez, zdobył z klubem mistrzostwo I ligi futsalu, czym wprowadził klub do ekstraklasy. Prowadzona przez niego drużyna w debiutanckim sezonie w elicie zajęła 4. miejsce. Poprzednie rozgrywki zakończyła na 6. pozycji. Szkoleniowiec miał otrzymywać pensję bardzo nieregularnie, żeby nie powiedzieć rzadko. Od sierpnia do przełomu 2019 i 2020 roku, gdy otrzymał wyrównanie znacznej części kwoty, na konto trenera nie wpływały umówione pieniądze. – Rzeczywiście był możliwy okres, w którym trener nie dostawał pieniędzy. Nie było lekko – mówi Bednarz. – Miałem z trenerem kontakt, a w korespondencji z Chusem przez Messengera mam potwierdzenie, że wnioskowałem u wiceprezesa o to, by nie myślał tylko o zawodnikach, ale także o trenerze. Od kwietnia 2019 roku nie zajmowałem się finansami – powtarza.

Kwestia podpisania ugody z zawodnikami, którym klub zalegał z pensją dzieli ponownie obu panów. Olechowski podkreśla, że duże długi wobec zawodników, zwłaszcza zagranicznych, powstawały na skutek nierozsądnych działań w kwestiach transferowych i kontraktowych. Były one podejmowane jeszcze przed jego zaangażowaniem w życie klubu. Nie czuje się winny takiego stanu rzeczy. Między innymi z Henrym Hatakeyamą oraz Nuno Barbosą, którzy opuścili klub w 2019 roku, trzeba było podpisać ugody, a na dokumentach widnieją podpisy Bednarza i Olechowskiego. Pierwszy z zawodników dopominał się o zaległe pieniądze pod klubowym postem na Facebooku. W tej kwestii Bednarz skupia się na tym, że ugodę jako wiceprezes podpisywał także Olechowski, co w jego opinii miałoby sprawiać, że sam nie jest jedynym odpowiedzialnym za sprawę. Jej dalszy ciąg ma pozostawać w gestii klubu. Można odnieść wrażenie, że czuje się kozłem ofiarnym zwłaszcza po odpowiedzi osoby prowadzącej klubowy fanpage, która upominającemu się o pieniądze futsaliście kazała pisać do Bednarza, ponieważ to on go oszukał. Następnie padło dość istotne w tym kontekście zdanie: Klub wstaje z kolan i powoli spłaca swoje długi. – Jednemu z zawodników od czasu do czasu wypłacam zaległe pieniądze z własnej, prywatnej pensji, jak się z nim umówiłem – twierdzi z kolei Bednarz.

Nie gryzłem się w język

Orzeł Jelcz-Laskowice w ostatnim czasie przechodzi trudny okres. Nastąpiła zmiana funkcjonowania klubu, który z konieczności zmienił status z profesjonalnego na półprofesjonalny. Przetasowania kadrowe oznaczały odejście części zawodników. Większość wzmocnień przed sezonem stanowili młodzi zawodnicy blisko 20. roku życia, w tym wychowankowie. Nie można wykluczyć, że do takich zmian mogłoby może dojść także z Bednarzem wciąż zaangażowanym w życie klubu. Olechowski miałby zapewne ogromne wątpliwości, ale założyciel Orła wydaje się o tym przekonany: – Gdybyśmy współpracowali z Przemkiem ściślej w pewnych kwestiach, wyprowadzilibyśmy klub z kryzysu. W rozmowach z Przemysławem Olechowskim czy Krzysztofem Konopką przewija się przede wszystkim kwestia utraty wiarygodności i zaufania przez Bednarza. Spalone mosty w relacjach z CSiR-em, miastem i dopiero na końcu w tych ze sponsorami z ich relacji wyłaniają się jako bardzo istotne czynniki, które naznaczyły końcówkę prezesury założyciela klubu. – Przejmując stanowisko po Sebastianie wiedziałem, że muszę odbudować nadszarpnięte relacje z władzami Jelcza-Laskowic, zaufanie sponsorów i na nowo rozruszać projekt jakim jest Orzeł. Sebastian ma „gadane” i potrafi „się sprzedać” jednak jego roszczeniowość i nieumiejętne zarządzanie doprowadziły do tego, że większość drzwi została przed nim zamknięta – twierdzi Olechowski. Bednarz w pewnym stopniu potwierdza dość szorstkie relacje z miejskimi władzami, choć krzywi się na określenie jego postawy jako roszczeniowej. Jego zdaniem taka, a nie inna postawa wynikała raczej z dużych ambicji – Z lokalnymi władzami miałem pod górkę. Nigdy nie gryzłem się w język. Oczekiwałem od miasta po prostu wsparcia na miarę planowanego rozwoju projektu. Niestety po raz kolejny sprawdziło się, że ojców sukcesu jest wielu, wszyscy w świetle reflektorów, a jak one gasną czy pojawia się problem, to człowiek jest sam lub jest tym złym – mówi. W kwestii spalonych mostów u sponsorów odbija piłeczkę.– Nie bardzo rozumiem ten zarzut. Uważam, że żaden z naszych partnerów i sponsorów nie powiedziałby, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Ze zdecydowaną większością współpracuję dalej, mam do dzisiaj z nimi bardzo dobry kontakt, często odwiedzam ich na przysłowiową kawę. Działam w biznesie również zawodowo, więc nie mogę sobie pozwolić na słabą reputację – kończy.

Cierpi Orzeł

Istotne w całej sprawie jest nakreślenie dynamiki konfliktu między Sebastianem Bednarzem a Przemysławem Olechowskim. Obaj utrzymują, że nie mają ochoty prać brudów. Obecny prezes Orła twierdzi, że szczegóły dotyczące prezesury Bednarza zdradza, chcąc przestrzec nowych współpracowników i partnerów poprzednika. Dla prezesa WKS-u Śląsk Futsal Wrocław sprawa ma podłoże osobistej niechęci i urazów Olechowskiego, a zarzuty mają go zdyskredytować i obarczyć wyłączną winą za złą sytuację Orła Jelcz-Laskowice. Dlatego zdecydował się na nie odpowiedzieć. Zarówno Bednarzowi, jak i Olechowskiemu nie sposób odmówić zasług. Te są większe w przypadku założyciela Orła. Od zera, w kilka lat, stworzył ekstraklasowy klub w kilkunastotysięcznym Jelczu-Laskowicach. Wykreował lokalną modę na futsal. Mecze zawodników w pomarańczowych strojach oglądały regularnie setki kibiców. Pod względem generowanego zainteresowania wśród fanów klub należy do ligowej czołówki, w której natychmiast wywalczył sobie miejsce również pod względem sportowym. Olechowski przybył do klubu jako osoba, która miała pomóc uratować go w bardzo kryzysowej sytuacji finansowej, co w gruncie rzeczy mu się udało i poszedł krok dalej. Głównym winowajcą zapaści klubu określił tego, który stworzył go od podstaw, a dokładniej sposób, w jaki Bednarz budował klub. Po przejęciu stanowiska prezesa, tuż po słowach o zgubnym braku balansu między emocjami a biznesem mówił: Nieraz zadawałem sobie pytanie: „Po co Ci to?”. Zawsze jednak z tyłu głowy miałem cytat z Marka Twaina, który szybko dawał mi odpowiedź: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś”. Bednarz widzi w działaniach następcy nie tyle idealistyczną chęć działania dla dobra klubu, co raczej osobisty interes i ambicję. Miałyby to podkreślać naciski wywierane na założyciela klubu, by ustąpił oraz rzekome podkopywanie jego opinii w oczach potencjalnych sponsorów Orła. Jeden przejął po poprzedniku ekstraklasową drużynę ogarniętą wieloma problemami, których nie ukrywa sam Bednarz. Ambicję nowego prezesa napędza też żal do poprzednika i osobista awersja z obu stron. Drugi utrzymuje, że porzucenie swojego „dziecka”, projektu życia nie przyszło mu łatwo i zrobił to pod naciskami. Olechowski stwierdziłby zapewne, że zachęcał Bednarza do odejścia w trosce o klub. Ostatecznie Bednarz miał zostawić Orła całkowicie pod wpływem zasłyszanej, rzekomo bardzo wiarygodnej, informacji o tym, że Olechowski chce podkraść mu jego przyszły projekt. Dwie ambitne osoby, zranione i rozżalone, a w centrum cierpiący Orzeł ważny dla lokalnej społeczności oraz zawodników.

 DOMINIK MAZUR

Hu, hu, ha, nasza zima zła

Śląsk Wrocław wciąż nie może obudzić się z zimowego snu. W trzech meczach po wznowieniu rozgrywek PKO Ekstraklasy, Wojskowi powiększyli swój dorobek zaledwie o dwa punkty i jedną strzeloną bramkę.

Dolnośląska dominacja

W ubiegły weekend odbyły się finały czwartej edycji Turnieju o Puchar Prezesa PZPN. Reprezentanci Dolnego Śląska zdominowali tegoroczne rozgrywki w obu kategoriach, dochodząc do finałów.

Bułgarska im leży

Bezbramkowy remis Lecha Poznań z KGHM Zagłębiem należy uznać za sukces lubinian. Kolejorz to przecież jedna z dwóch najsilniejszych kadrowo drużyn ekstraklasy, a Miedziowi mieli przed tym meczem duże problemy ze złożeniem defensywy.

Derby dla Miedzi

Miedź wygrała sparingowe derby z Chrobrym dzięki skuteczności Krzysztofa Drzazgi. Z kolei głogowianie wciąż szukają optymalnego ustawienia – trwa zacięta walka o skład.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij