Ekstraklasowe derby Dolnego Śląska dla wrocławian

Maciej Piasecki, poniedziałek, 7 listopada 2016

Śląsk Wrocław wygrał 2:1 z Zagłębiem Lubin w meczu kończącym rundę jesienną LOTTO Ekstraklasy. W derbach Dolnego Śląska wszystkie gole strzelili gospodarze. Na początku pierwszej części prowadzenie gościom samobójem dał Kamil Dankowski. W drugiej połowie o wyrównanie zadbał Lasha Dvali, a kropkę nad,, i” postawił Alvarinho.

avatar
Śląsk Wrocław wygrał derby z Zagłębiem Lubin (fot. K. Ziółkowski)

Że derby rządzą się swoimi prawami, wiadomo nie od dziś. Przed niedzielnym starciem Śląska Wrocław z Zagłębiem Lubin więcej przemawiało za gośćmi. Choćby statystyki. W bieżących rozgrywkach na wyjeździe jeszcze nie przegrali. Gospodarze u siebie nie poznali smaku zwycięstwa. Poza tym spotkania we Wrocławiu są najczęściej nudne jak flaki z olejem, co nie zachęca do przychodzenia na stadion. Jedyne, co przemawiało za Śląskiem, to jego lepsza forma w ostatnich tygodniach. Trener Mariusz Rumak ustabilizował skład. Nie wciąga do niego na siłę Riery, Romana czy Engelsa. Daje im czas. Stawia na sprawdzonych. Szkoleniowiec Zagłębia znów odwrotnie, ciągle wynajduje nowa jedenastkę i tym często zaskakuje rywali, choć miedzowi nie tłamszą już tak rywali jak w lipcu czy sierpniu. Momentami można się nawet zastanawiać czy wyszli na boisko, jak w poniedziałek przeciwko Wiśle Kraków. Potrafią jednak w odpowiedniej chwili wcisnąć do końca pedał gazu. W niedzielę nie mogli jednak liczyć na swoich kibiców, których z powodu zakazu zabrakło na Stadionie Wrocław.

Mariusz Rumak zaskoczył już na godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Do pierwszej jedenastki desygnował bowiem Madeja, który ostatnio raczej nie grywał. Jego miejsce na ławce zajął Alvarinho. U Piotra Stokowca do składu wrócił Cotra, na boku pomocy zagrał Tosik. Trener Zagłębia nie mógł za to skorzystać z Janusa, jednego z najlepszych swoich graczy w tym sezonie. Pauzował na nadmiar żółtych kartek.

Ustawiona pierwsza część
Śląsk i Zagłębie są w tym sezonie niezwykle skuteczne ze stałych fragmentów gry. Wrocławianie zdobyli osiem goli w ten sposób, a lubinianie aż dwanaście. Już w 3. minucie niedzielnych derbów tę statystykę mogli poprawić gospodarze. Wrzutka z rzutu rożnego, lot piłki przedłużył głową Biliński, jednak Kokoszka nie zorientował się w porę i nie uderzył. Później jeszcze dość przypadkowo spadła ona pod nogi Celebana, ale i on zachował się nieodpowiednio, tak, że ta ugrzęzła w rękach Polacka. Mogło zacząć się szczęśliwie dla zielono-biało-czerwonych, a to goście pierwsi trafili do siatki. W 6. minucie szybka kontra wyprowadzona przez Zagłębie. Tosik ze środka podał na prawo, centrował Woźniak, Kamenar nie wyłapał płaskiego dośrodkowania. A chciał to wszystko skończyć Kubicki i uderzył. Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od interweniującego Dankowskiego i dopiero wtedy wpadła do bramki. Samobój. W 20. minucie mógł wyrównać Biliński, który często tego dnia pokazywał się partnerom do gry. Grajciar wznowił z autu, dośrodkował Morioka, a Biliński posłał piłkę głową tuż obok spojenia słupka z poprzeczką. Niedługo później znów zamieszanie w szesnastce lubinian i znów Biliński kopnął obok bramki. Zagłębie kontrolowało przebieg spotkania i atakowało, kiedy nadarzała się odpowiednia okazja. W 27. minucie Piątek przymierzył zza pola karnego, ale nie dość dokładnie i piłka poszybowała w trybuny. Niedługo potem szczęścia próbował Nespor. Pod nogi strzelającego Czecha rzucił się Dvali i sprawił, że ten do bramki nie trafił. W 34. minucie kolejna akcja Zagłębia. Kombinacyjna, na skraju pola karnego. Wyłożenie piłki przez Janoszkę do Woźniaka, który był sam na sam. Wychowanek miedzowych strzelił w bramkarza, ale nawet gdyby trafił, gol nie zostałby uznany, gdyż sędzia liniowy dopatrzył się spalonego. A ten jeżeli był, to naprawdę milimetrowy. Tuż przed końcem pierwszej połowy Śląsk miał idealną okazję do wyrównania. Kontra dwóch na jednego. Morioka podał jednak niedokładnie do Bilińskiego i z akcji wyszły nici. Rumak skwitował to tylko wymachem ręki. W pierwszej części goście nie dominowali. Grali mądrze i to wystarczało na WKS, który do ataków często wychodził tylko trójką zawodników. To było za mało na trzecia ekipę poprzedniego sezonu.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 3 + 7 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment