Dzień prezydencki na Partynicach

, poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rumak Ukraińca Konstantina Zgary – Silvaner wygrał gonitwę o nagrodę prezydenta Wrocławia, najważniejszy wyścig podczas minionej niedzieli wyścigowej na wrocławskich Partynicach. To najlepszy koń, jaki dotąd pojawił się na wrocławskim torze.

avatar

To był jeden z trzech najważniejszych w tym sezonie dni wyścigowych. Poza nim we wrześniu rozgrywana będzie tzw. „Wielka Wrocławska”, a tuż przed nią odbędzie się tzw. OAKS, gonitwa dla trzyletnich klaczy pełnej krwi angielskiej, przeniesiona w tym roku już na stałe z warszawskiego Służewca na Partynice.
Ania wyjechała z kasą
– Co tutaj tak cicho! Nikt nie krzyczy, nie skacze do góry z radości! – dziwiła się podczas końcówki pierwszego wczorajszego wyścigu znana piosenkarka Anna Jurksztowicz. – Jakoś nie widzę tu ludzi z wielką kasą. Może przyjdą na „wyścig prezydencki” – odpowiedział niżej podpisany. Rzeczywiście, w trakcie tego biegu frekwencja na trybunach nie była jeszcze zbyt wysoka. Zresztą nie udało się pobić tegorocznego rekordu frekwencji, czyli 10 tysięcy widzów, którzy stawili się w dniu inaugurującym sezon. Nie pozwolił na to upał. Na terenie Partynic było bowiem gorąco niczym na patelni. Ale i tak stawiło się tu około 8 tysięcy fanów jeździeckich wyścigów. Sympatyczna Anna Jurksztowicz cały czas się uśmiechała i żartowała, ale sama też nie miała okazji do zrobienia tego, do czego wzywała towarzyszy z loży VIP. Czyli do radosnych podskoków. W tej gonitwie biegła Normana, klacz której właścicielem jest właśnie piosenkarka, wraz z mężem, znanym kompozytorem i wykonawcą muzyki jazzowej oraz filmowej Krzesimirem Dębskim. Normana niemal do samej mety toczyła bój z Zucchero, ale ostatecznie wałach ze stadniny Dąbrowa okazał się lepszy. Nie zobaczyliśmy więc podskakującej Jurksztowicz, choć wyścig obserwowaliśmy z nią ramię w ramię. Jednak pani Anna nie wyjechała z Wrocławia z pustym portfelem, bowiem odebrała 2240 złotych za drugą lokatę Normany.
To była przebieżka
Normana tym razem nie zwyciężyła, nie wygrali też inni partyniccy faworyci: Sang Jang, Nechius i Habana. Sang Jang, który wystartował w trzeciej gonitwie, linię mety minął na szóstym miejscu. Ale jego trener był zadowolony bowiem jego rumak nie miał walczyć o zwycięstwo. – To był jego pierwszy strat w tym roku. Jest przeznaczony do gonitw płotowych i przeszkodowych, ale puściłem go na płaskim. Uważam bowiem, że każdy start, każda rywalizacja jest lepsza od „suchego” treningu. Moim zdaniem pobiegł tak jak powinien. Spokojnie i w dobrej formie dotarł do mety. A wygrywał będzie na przeszkodach – przekonywał Robert Świątek.
Nechius nie wytrzymał
Tak spokojnego biegu nie miał za to inny „sztandarowy” partynicki rumak Nechius. Wystartował on w głównej gonitwie o nagrodę prezydenta Wrocławia, w której spodziewano się, że powalczy ze sławnym Silvanerem. I przez sporą część dystansu tak było. Nechius biegł w czołówce, ale tylko do ostatniej prostej. Należący do znanego żużlowca Adama Łabędzkiego rumak przybiegł jednak dopiero jako ósmy. – Osłabł na ostatniej prostej. Bałem się, że zerwał ścięgna, ale najprawdopodobniej wszystko jest w porządku. Myślę, że Nechius po prostu nie wytrzymał w tym upale tempa gonitwy – martwił się dosiadający Nechius najbardziej doświadczony dżokej Rumen Panczew. To także ciekawa postać i prawdziwa legenda polskich torów wyścigowych. Przybył tu z Bułgarii na wymianę jeźdźców przed 30 laty i już został. Wygrał w Polsce w swojej karierze około tysiąca wyścigów. – To mój ostatni sezon. Powoli czas już przejść na emeryturę. Wreszcie będę mógł najeść się do syta – śmiał się sympatyczny Bułgar. Na Służewcu jego znakiem firmowym jest przyrządzany na bułgarską modłę kurczak z ryżem. taki jadłospis pozwala mu nie przekraczać 60 kg wagi. Ale Rumen ma już dość. – Chcę wreszcie do syta najeść się musaki – twardo stawia sprawę Panczew.
Silvaner trzymał rytm
Panczew to nestor i prawdziwy profesor wśród dżokejów. Natomiast za największy talent uważany jest 19-letni Szczepan Mazur. Pochodzący z Brzegu Dolnego chłopak już jako 17-latek wygrał warszawskie derby. Dlatego nic dziwnego, że wczoraj dosiadł Silvanera. To rumak jakiego na Partynicach jeszcze nie oglądano. Podczas czteroletniej kariery w Niemczech wygrał cztery wyścigi. Zajął też znakomite czwarte miejsce na słynnym torze Meydan w Dubaju, podczas najlepiej płatnych gonitw na świecie.
Tym razem także, jak było do przewidzenia „pokazał zad” wszystkim rywalom. – To koń, który nie jest specjalistą od finiszów. Woli spokojnie biec swoim rytmem od startu do mety – mówił Mazur. – Nic nie szkodzi, że Nechius nie wygrał. Najważniejsze, że była dobra zabawa. A wygrał faworyt. Wszyscy wiedzieli, że sprowadzając takiego konia, inne rumaki mają od razu mniejsze szanse. – mówił wiceprezydent Wrocławia Maciej Bluj, który dekorował zwycięzców.
Nie tylko Silvaner
O 50 tysięcy złotych wzbogacił się właściciel Silvanera Konstantin Zgara. – Mam w Polsce 46 koni, u trzech trenerów. Tutaj wyścigi rozwijają się coraz bardziej, więc zamierzam puszczać je w wielu gonitwach. Jedna z moich kobył wygrała wczoraj gonitwę o nagrodę stadniny Iwno. Trzymam też tutaj kilkadziesiąt matek. Niektóre z nich mają już źrebięta – cieszył się Ukrainiec.
Małe Pardubice
Na drugim miejscu przybiegł czeski Omnibus z hodowli Zdenka Kavki. Czesi coraz liczniej przyjeżdżają na Partynice. Wczoraj gościem wrocławian był szef toru w Pardubicach Michael Skalicky. 28 czerwca Czesi organizują na tym, znanym w Europie torze dzień polski. Z dwoma swoimi rumakami zamierza się tam wybrać człowiek-orkiestra partynickiego toru Robert Świątek. – Byłem tu po raz pierwszy przed rokiem i muszę powiedzieć, że jestem bardzo mile zaskoczony tym, jak Partynice poszły do przodu, jakie zrobili zmiany i włożyli w to bardzo wiele pracy. Ta praca daje efekty nie tylko dla kibiców i sponsorów, ale także zrobiono wiele przy samym torze. stworzono tu tak dobre warunki, że postanowiliśmy zostać partnerami. Wierzę w to, że wrocławski tor może się stać takimi małymi Pardubicami, czy może lepiej mówiąc Padubicami w Polsce. Jestem zadowolony, że czeskie konie przyjeżdżają do Partynic i namawiam polskich trenerów, żeby coraz więcej polskich koni przyjeżdżało do Pardubic. Przecież od was do nas jest tylko 150 km, wiec znacznie bliżej niż do Warszawy. Chyba lepiej wam współpracować z nami niż z Warszawą. Robert świątek obiecał mi, że na polski dzień jaki organizujemy 28 czerwca przywiezie dwa swoje konie – powiedział Skalicky, szef toru w Pardubicach, na którym organizowana jest najlepsza i chyba najbardziej prestiżowa przeszkodowa gonitwa w Europie, legendarna już „Wielka Pardubicka”. Warto podkreślić, że nie byłoby tak świetnego widowiska, tak wspaniałych wyścigów i inwestycji na Partynicach, gdyby nie sponsor generalny, czyli Totalizator Sportowy.

ANDRZEJ
LEWANDOWSKI


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.