Dwie porażki Śląska w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 19 września 2016

Śląsk Wrocław przegrał w piątek z Jagiellonią Białystok aż 0:4. Piłkarze Mariusza Rumaka zagrali w fatalnym stylu. Choć to oni prowadzili grę, sami pozwalali Jagielloni na groźne kontry. W piątkowy wieczór najlepszy był Konstantin Vassiljev, który zanotował na swoim koncie dwie asysty i bramkę. Z kolei cztery dni wcześniej, w spotkaniu z Ruchem (1:2) katem Śląska okazał się doskonale znany we Wrocławiu Piotr Ćwielong.

avatar
Ryota Morioka nie przypominają zawodnika doskonale spisującego się wiosną tego roku (fot. K. Ziółkowski)

Mariusz Rumak miał dwa tygodnie, żeby zapoznać się z nowymi graczami w drużynie. Przerwę reprezentacyjną Śląsk miał przeznaczyć na zgranie, większe zrozumienie na boisku.  – Do dobrej gry w defensywie, chcemy dołożyć skuteczną ofensywę, taką jak w meczu z Wisłą w Krakowie – mówił przed poniedziałkowym meczem z Ruchem trener WKS-u, Mariusz Rumak. – Poza tym musimy stwarzać więcej okazji, bo tam byliśmy piekielnie skuteczni, choć zbyt wiele akcji nie stworzyliśmy, a nie w każdym meczu będzie tak świetnie szło. Jest sporo nowych zawodników, dobrych technicznie, i teraz ze wszystkich trzeba stworzyć prawdziwą drużynę. Tej jednak grupka piłkarzy w ciemnozielonych strojach w ogóle nie przypominała. Choć spotkanie z Ruchem rozpoczęła nieźle, nie potrafiła swojej przewagi udokumentować i przypłaciła to utratą bramki. Katem okazał się były gracz Śląska, Piotr Ćwielong. Po tym ciosie wrocławianie się nie podnieśli. Ćwielong dołożył  później drugie trafienie, i choć Morioka wykorzystał jedenastkę podyktowaną za faul na Rierze, to wyrównać się nie udało. Przy obu bramkach zawinił Mariusz Pawełek. Najpierw niepotrzebnie wyszedł na przedpole do gracza Ruchu i został przelobowany, a później wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu, a ta wpadła pod nogi niepilnowanego Ćwielonga. Za tę porażkę nie można jednak tylko winić bramkarza Śląska, ale całą ekipę. Nie było agresji, pressingu, dojścia do przeciwnika, czyli wszystkiego, do czego gracze WKS-u na początku sezonu przyzwyczaili. To był jednak tylko ubogi wstęp do prawdziwej katastrofy w piątkowy wieczór. A z Jagiellonią miało być lepiej, bo do dyspozycji Rumak miał wszystkich graczy poza kontuzjowanym Grajciarem. Augusto nie było w składzie, choć trener zapewniał wcześniej wszystkich, że trenuje po urazie już na pełnych obrotach. Na lewej obronie zagrał więc Dvali… zdecydowanie najgorszy mecz w swojej przygodzie z wrocławskim klubem. Roman, który wyszedł od pierwszej minuty, był wiecznie spóźniony. Morioka znów nieobecny, a jego próby podań wołały o pomstę do nieba. Mervo nie oddał choćby jednego strzału na bramkę. Pawełek wykopywał piłkę na auty, a pozostali dorównywali im poziomem. Celeban, aż kipiał ze złości, jednak nie mógł zbyt wiele poradzić, i sam też nie był nieomylny. Zaczęło się już w 9. minucie. Wcześniej Vassilejev tylko postraszył, a teraz już pokazał swój geniusz. Zagranie do Frankowskiego. Ten zwiódł Dvaliego i 0:1. Niedługo później kolejny gol dla gości. Bramka w tej akcji powinna paść już wcześniej, jednak po kilku próbach znów Vassiljev wyłożył futbolówkę do Frankowskiego, a ten trafił do celu, którego nikt nie pilnował, bo Pawełek wyszedł na przedpole. Śląsk był rozbity, a jego obrona dziurawa jak sito. Brak kreacji jakiejkolwiek akcji. Żadnego strzału w światło bramki Jagi, w której przecież tego dnia brakowało kontuzjowanego Kelemena. Zastąpił go dwudziestoletni Węglarz. Probierz nie mógł też skorzystać z Cernycha. I dobrze, bo mogło się skończyć jeszcze gorzej dla WKS-u. Druga część to powtórka pierwszej. Śląsk był częściej przy piłce, jednak nie potrafił zrobić z niej użytku, i wydawało się, jakby ta parzyła w nogi graczy Rumaka. Kiedy podchodzili pod pole karne rywala szybko się jej pozbywali, a Jaga kontrowała. Gra idealna dla białostoczan. W 50. minucie, znów po błędzie obrony, sam na sam wyszedł Świderski, podał do lepiej ustawionego Vassiljeva, któremu wystarczyło tylko dołożyć nogę zrobiło się 0:3. Estończyk zakończył ten mecz z dwiema asystami i golem na koncie, choć gdyby tylko zechciał, mógł ich strzelić o kilka więcej. Po drodze, jeszcze Góralski przycelował w poprzeczkę, a ten strzał zupełnie zignorował Pawełek. Wynik w ostatniej akcji meczu ustalił na 0:4 Romanczuk. Śląsk dorównał Legii stylem, w którym ta przegrała z Borussią. Miał powalczyć o dwie wygrane na swoim stadionie w ciągu pięciu dni, a tu żadnej walki nie było. Nie było obrony, nie było ataku. Jest się jednak nad czym zastanawiać. Czy Śląsk był na początku tak silny czy przeciwnicy tak słabi. Zremisował bowiem z niepoukładanym Lechem, z Legią Hasiego, wygrał z chaotyczną Pogonią i ponownie zremisował, z tym, że z mającą problemy w ataku Lechią. Już Arka obnażyła wiele błędów w grze zielono-biało-czerwonych. Mecze z Ruchem i Jagiellonią tylko je potwierdziły. Teraz przed podopiecznymi Mariusza Rumaka bitwa w fazie 1/8 Pucharu Polski. Śląsk jedzie na czwartkowy mecz do Bytowa i musi wygrać, żeby się zrehabilitować w oczach kibiców. A to jest przecież im winien.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 6 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.