Druga wygrana Śląska we Wrocławiu

Maciej Piasecki, poniedziałek, 20 lutego 2017

Śląsk wygrał w sobotni wieczór z Wisłą Kraków 1:0 w 22. kolejce LOTTO Ekstraklasy. Gola na miarę zwycięstwa strzelił rezerwowy – Joan Angel Roman. Gracze Jana Urbana wyciągnęli wnioski z meczu w Płocku, kiedy wypuścili wiktorię z rąk w ostatniej akcji.

avatar
Wejście Joana Angela Romana ożywiło ofensywną grę Śląska (fot. K. Ziółkowski)

Przed tygodniem w Płocku Śląsk tylko zremisował 1:1. Stracił dwa punkty w ostatniej akcji spotkania. – Byliśmy z tego powodu bardzo wkur…, wkurzeni – mówił bez ogródek trener WKS-u, Jan Urban. – Takie mecze po prostu trzeba wygrywać, a my tego nie zrobiliśmy. Każdy pojedynek, w którym będziemy tracili punkty będzie nas oddalał od górnej ósemki. Piłkarze jednak się nie załamują. – Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i widać to na treningach – ciągnął Urban. – Jeden nie najlepszy mecz nie może tego zniweczyć. Musimy wierzyć we własne umiejętności. Stworzyliśmy w końcu wiele okazji do zdobycia bramki, brakowało wykończenia. Gdybyśmy prowadzili wyżej, utrata jednego gola nie byłaby takim problemem. Pod wodzą Urbana to było pierwsze takie spotkanie. W tym sezonie już wcześniej bywały sytuacje, kiedy Śląsk tracił punkty w ostatnich minutach lub akcjach meczów. Wystarczy przypomnieć tylko pojedynki z Piastem w Gliwicach czy z Pogonią we Wrocławiu. W Płocku gracze Urbana prezentowali się naprawdę dobrze, ale... – co z tego, jak nie wygraliśmy – pytał retorycznie Łukasz Madej. – Ładna gra nic nie daje, kiedy nie zgarnia się kompletu punktów. Musimy być bardziej konkretni, tymczasem zremisowaliśmy przez nasz głupi błąd. Sama organizacja gry wyglądała zdecydowanie lepiej niż jesienią. – Prezentujemy się znacznie lepiej – kontynuował pomocnik. – Zmiana w ustawieniu drugiej linii z pewnością wpłynęła na liczbę okazji podbramkowych. Tych od zatrzęsienia miał Ryota Morioka, ciągle jednak czegoś mu brakowało. Słupek, strzał Panu Bogu w okno z kilku metrów, złe rozegranie akcji w przewadze czterech na dwóch. – Nie ma go co winić – bronił Japończyka Madej. – Razem wygrywamy i przegrywamy. Przecież ktoś inny też mógł trafić. Nie tylko on miał okazje. Nie miał ich za to już w sobotnim spotkaniu. Śląsk podejmował u siebie Wisłę Kraków. Mecz nie zapowiadał się emocjonująco. WKS wygrał w tym sezonie tylko jedno z jedenastu spotkań u siebie. Wisła na obcym stadionie zwyciężyła też tylko raz, a w takiej roli występowała dziesięciokrotnie. O emocje już na wstępie zadbał były Wiślak, czyli Pawełek.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 7 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment