Derby Zagłębia dla „Miedziowych”

Monika Pelc, poniedziałek, 30 lipca 2018

W starciu Zagłębia z Zagłębiem, lepsi lubinianie. Po golach Filipa Starzyńskiego i Jakuba Maresa, Miedziowi pokonali beniaminka z Sosnowca i utrzymali się na szczycie tabeli LOTTO Ekstraklasy.

avatar
Słoweniec Damjan Bohar (na zdjęciu) dał próbkę swoich umiejętności w pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec

Gospodarze chcieli udowodnić, że wygrana z Legią w Warszawie nie była przypadkowa, że każdy będzie miał z nimi problemy, od mistrza do beniaminka, na Mazowszu czy na Dolnym Śląsku. Z kolei podopieczni Dariusza Dudka, którzy w ubiegły weekend ulegli Piastowi Gliwice, za wszelką cenę chcieli uniknąć podobnego scenariusza i tym razem zgarnąć pierwsze punkty po awansie na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Nie przejmowali się historią spotkań z Miedziowymi. Czy mieli jednak inne wyjście, skoro w pięciu dotychczasowych potyczkach w Lubinie pięć razy zwyciężało ZL...

Pierwsza wolna

W pierwszej połowie zapomnieli o dawnych czasach i byli bliscy realizacji swojego planu. Dobrze powstrzymywali ataki Miedziowych, sami nieźle kontrowali. I na tym trzeba byłoby... zamknąć opis pierwszej części gry. Części nudnej i wolnej jak ketchup. Liczba celnych strzałów: po jednym z każdej ze stron. Pierwszy celny: w 44. minucie, kiedy z daleka i niegroźnie, spróbował Bartłomiej Pawłowski. Prosto w ręce Dawida Kudły. Nie takiej inauguracji na własnym boisku spodziewali się lubińscy fani. – W pierwszej połowie zespół z Sosnowca był bardzo dobrze zorganizowany w obronie, bronił dużą liczbą zawodników i nie mogliśmy sobie z tym poradzić. W przerwie wprowadziliśmy korekty, tak aby przyśpieszyć naszą grę, zwiększyć liczbę prostopadłych podań. Z głębi pola wchodzić mieli boczni pomocnicy i boczni obrońcy – tak tłumaczył pierwszą i zapowiadał drugą połowę trener Mariusz Lewandowski.

Akcja „ławkowiczów”

Po przerwie rzeczywiście wyglądało to zupełnie inaczej. Nowe siły, głośna motywacja w szatni, cień na placu gry – jakby tego nie tłumaczyć, zobaczyliśmy inne Zagłębie Lubin. Zaczęło się od uderzenia Pawłowskiego w słupek, a ostrzeliwanie bramki rywala kontynuował Łukasz Janoszka, którego piłka wyjątkowo szukała w polu karnym. Tak jak kiedyś jego ojca. Swoją szansę miał także Filip Starzyński. Otwarcie wyniku przyszło jednak dopiero po godzinie gry. Ręką w polu karnym zagrał Piotr Polczak, a drugą kolejną jedenastkę w sezonie (trafił też przy ul. Łazienkowskiej) wykorzystał Starzyński. Goście wprawdzie zdołali odpowiedzieć (do siatki po błędzie Bartosza Kopacza trafił Konrad Wrzesiński), ale ostatnie słowo należało do miejscowych. W 77. minucie pokazało się dwóch „ławkowiczów”, Damjan Bohar i Jakub Mares. Słowieniec zagrał znakomitą, prostopadłą piłkę do Czecha, który minął golkipera ZS i ulokował futbolówkę tam gdzie trzeba.

Zły Mares

Szanse na podwyższenie rezultatu? Owszem. W doliczonym czasie i sytuacji oko w oko z Kudłą stanął Mares, lepszy był jednak 26-letni bramkarz. Szanse na wyrównanie? Owszem! Mało brakowało, by w 89. minucie do centry z głębi pola doszedłby Junior Torunarigha. O mały włos... – Cieszę się, że zmiany Maresa oraz Bohara poskutkowały, ten drugi dopiero wszedł do zespołu, ale już pokazuje swoją wartość. W składzie jest rotacja, każdy ma szanse na występ, cieszę się, że ci, którzy pojawiają się na boisku w trakcie meczu, pomagają. U Kuby było widać sportową złość, nie prezentował niechęci do wykonywania zawodu, wiedział, że na początku jest w trochę słabszej dyspozycji, w tym tygodniu wyglądał już naprawdę porządnie, widziałem to na każdym treningu, przy każdym zagraniu, dlatego też postanowiłem, że wyjdzie na murawę w tym meczu – mówił Lewandowski.

Rotacja jest i będzie

Swoją szansę od pierwszej minuty dostał też Bartosz Kopacz, który wszedł w miejsce Macieja Dąbrowskiego. Zmiana nie okazała się może strzałem w dziesiątkę, ale – jak twierdzi opiekun KGHM Zagłębia – błędów indywidualnych nie sposób przewidzieć. – To moja decyzja, że zawodnicy grają w jednym czy w drugim meczu, wybieram najlepszy skład na daną chwilę, jestem świadomy swoich decyzji. Mamy do dyspozycji trzech, czterech stoperów, którzy mogą grać, nie każdy  zawsze będzie miał miejsce w jedenastce, jest rywalizacja. Jeżeli występowałoby wyłącznie jedenastu zawodników, po odniesionych kontuzjach nowym trudno byłoby ich zastąpić. Jeżeli piłkarz jest cały czas w rytmie i czuje się potrzebny, wtedy jest inna rywalizacja, inne podejście do treningów. W tym tygodniu Bartek Kopacz wyglądał dobrze na zajęciach, jego dzisiejszy błąd wynikał z podjęcia złej decyzji. Dobrze, że drużyna potrafiła się podnieść po tej sytuacji i strzelić drugą bramkę. Nie będę winił indywidualnie zawodników, błędy się zdarzają i będą się zdarzać, taka jest piłka. Najważniejsze, by nie popełniać ich w następnym meczu. Formacja defensywna nie składa się tylko z dwóch stoperów czy nawet z czwórki obrońców, broni cały zespół. Podczas straty piłki na środku boiska, blok defensywny z reguły znajduje się w złej sytuacji do bronienia – komentował szkoleniowiec. 

Czytaj dalej...

W najnowszym numerze Słowa Sportowego

ARKADIUSZ BARSKI


źródło: SS nr 30


Proste pytanie: 9 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.